Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spoilery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spoilery. Pokaż wszystkie posty

20:22

Co z tymi wampirami, czyli o Oryginalnych i ich Dziedzictwie.

Co z tymi wampirami, czyli o Oryginalnych i ich Dziedzictwie.

Kiedy kilka lat temu (serio, nie wierzę, że mogę tak o tym napisać) pisałam o pożegnaniu z wampirami, nawet przez myśl mi nie przeszło, że tak szumnie zapowiadane (i w pewnym stopniu wyczekiwane) zakończenia, będą jedynie pożegnaniem z częścią historii na którą składa się świat stworzony przez Julie Plec. Ba! Kiedy usłyszałam, że powstanie kolejna odsłona świata z Pamiętników Wampirów, byłam bliska napisania rozprawki na temat tego, jak bardzo jest to zły pomysł i dlaczego to się nie może udać. 

I co? I musiałabym odwoływać to co napisałam a bardzo nie lubię tego robić. A jaki jeszcze płynie z tego morał? Nie można oceniać niczego, jeżeli się tego nie spróbowało. No i to że lenistwo czasami popłaca, ale to tylko czasami i raczej rzadziej niż częściej (dlatego koniec końców nie polecam)

Ale zacznijmy od początku, a raczej od końca, bo mam zamiar przejść najpierw przez Oryginalnych (znanych jako The Originals, czy Pierwotni), dlatego jeżeli jeszcze nie skończyliście jeszcze ich oglądać, nie czytajcie dalej bo mogą pojawić się spoilery. Tak samo jak w przypadku Dziedzictwa (znanego jako Legacies, czy Wampiry: Dziedzictwo).

Planowałam podsumować Oryginalnych krótko i zabawnie (bo jakże by mogło być inaczej), ale moje serce podpowiada mi zupełnie coś innego niż mózg, dlatego trochę się nad nimi zatrzymamy. Sam pomysł na spin-offa Pamiętników Wampirów uważałam od samego początku za cudowny. Ba! Odejście rodziny Mikaelsonów spowodowało wyraźny spadek poziomu historii tych co zostali w Mystic Falls (chociaż to może być tylko moje wrażenie, bo od pewnego momentu najlepszą postacią na wieki wieków został dla mnie Elijah Mikaelson i nic tego do tej pory jeszcze nie zmieniło). Dodajmy do tego, że miło było w końcu zobaczyć, że nie wszystkie wampiry w wolnym czasie przebierają się za nastolatków i wracają do szkoły. Plus możecie mówić sobie co chcecie, ale klimat Nowego Orleanu (wspierany przez przez cudowny soundtrack w tle) też dawał sporo.


Ale bohaterowie i klimat nie dadzą rady przysłonić w pełni mankamentów, szczególnie kiedy są one widoczne na pierwszy rzut oka. Tak jak jeden z głównych wątków napędowych serialu, czyli odgrzewany motyw z Angela (spin-offa Buffy, postrach wampirów) i Zmierzchu (tego od Stephanie Meyer) cudownego dziecka, którego istnienie przeczy logice świata. I jak do istnienia Hope i tego że stała się czymś w rodzaju nowej Eleny, tak już po drugim sezonie nie mogłam się przyzwyczaić do powtarzalności wydarzeń w Oryginalnych. W każdym sezonie Klaus totalnie coś schrzanił, chociaż już się wydawało, że może coś tam w jego oryginalnej hybrydowej główce zaczęło stykać i nie wpakuje się bezmyślnie w rzeczy w które nie powinien. Chociaż próbowano ich kreować na najlepszych braci EVER, tak Klaus i Elijah musieli chociaż raz sezonie wbić sobie sztylet w plecy (najczęściej ten sztylet nawet nie był metaforyczny). Haley udawała, że wie co robi (spoiler alert: nie wiedziała). Davina pojawiała się jak tylko trzeba było posprzątać po tym jak metody Klausa zawiodły (co było dość częste), a jak Davina się zbuntowała to magicznym sposobem pojawiła się nowa, obowiązkowa wiedźma, która ratowała tyłki oryginalnej rodzince.

A jeżeli ktoś się spyta, to czemu w takim razie oglądałam tyle czasu Oryginalnych skoro tyle rzeczy mi się nie podobało odpowiem mu, że jestem masochistką, której dużo potrzeba, żeby porzuciła swoje ukochane postacie na zawsze. 
Dlatego pomimo strachu podjęłam tę męską decyzję i dokończyłam oglądanie Oryginalnych, co nie było łatwe, bo bardzo, ale to bardzo przeszkadzała mi w tym wszystkim postać Hope. I to był już czas w którym wszyscy wiedzieli, że powstanie kolejny spin-off co powodowało, że przekładałam całe moje niezadowolenie ze względu na to, że prawdopodobnie nie dostaniemy odpowiedniego zakończenia Oryginalnych właśnie na nią. Bo co jak co, ale nie możecie powiedzieć, że Klaus i Elijah zasługiwali na zakończenie, które dostali biorąc pod uwagę motto Mikaelsonów - Zawsze i na zawsze (Always and forever). Jestem prawie pewna, że ich śmierć spowodowana była jedynie kwestią tego, że aktorzy nie chcieli pojawić się w Dziedzictwie. Chociaż wiecie, biorąc pod uwagę, że jednak jest to serial z motywami supernaturalnymi, to nie zdziwiłabym się mocno, gdyby powstali z grobu już tak… pod koniec drugiego sezonu? No, może w trzecim. Wspomnicie moje słowa!

Szczerze powiedziawszy tego typu zakończenia serii, czy to książkowych, czy serialowych zaczynają mnie coraz bardziej irytować, bo wtedy ani nie jesteśmy w stanie pożegnać się odpowiednio z bohaterami, których już znamy i chcielibyśmy dobrze to zrobić, ani nie możemy przyzwyczaić się do nowych bohaterów, bo zazwyczaj wciskani są oni na siłę ot, żeby zaznaczyć, że w ogóle istnieją. Dlatego też byłam pewna, że Dziedzictwo sobie odpuszczę. 

Powrót do Mystic Falls do etapu szkoły z elementami nadnaturalnymi, tych wszystkich nastoletnich intryg, miłostek i odbijania sobie chłopaków wydawał mi się ryzykownym pomysłem. Dodajcie do tego główną bohaterkę, której według mnie brakowało charyzmy i macie przepis na klops (ale taki niesmaczny). Ale w końcu jednak się zdecydowałam i powiem, że nie żałuję. Ba! Czekam na następny sezon z niecierpliwością! 


Nadal mamy nastoletnie intrygi i miłostki (i różne inne wielokąty) oraz typowe (no dobra, może trochę mnie typowe, w końcu szkoła dla nadnaturalnych osób. Stworzeń. Wiecie o co chodzi) szkolne motywy, ale jest coś czym Dziedzictwo to nadrabia. A mianowicie rozerwanym workiem mitologicznych stworów, których nikt się nigdy nie spodziewał w Mystic Falls. Można nawet powiedzieć, że dostajemy swego rodzaju procedural z potworem tygodnia w komplecie (chociaż nie do końca, ale prawie). Niejednokrotnie podczas oglądania zastanawiałam się co brali scenarzyści, żeby wymyślić to co widziałam na ekranie. I tak, efekty dają radę! 

Hope Mikaelson, która tak irytowała w Oryginalnych, staje się fajną główną bohaterką (inną niż można byłoby się spodziewać, patrząc na jej poprzedniczki), a stereotypowa rola Eleny i bycia obiektem pożądania przez wszystkich wszystko dookoła spadła na kogoś innego (biedny Landon), który świetnie sobie radzi w tej roli (i odkrywa, że jest feniksem - nadal uważam to za najlepszy plot twist tego serialu, to było CUDOWNE). Warto też wspomnieć o najlepszym nauczycielu historii, którego chciałabym mieć, czyli Alaricu Saltzmanie, który przełamuje stereotyp, że w młodzieżowych serialach nie warto mieć postaci dorosłego, który interesuje się co się dzieje z dzieciakami. 

Plus pamiętajcie najważniejszą kwestię: jeżeli jesteś połączeniem dwóch gatunków, jesteś hybrydą. Jeśli jesteś połączeniem trzech gatunków, jesteś trybrydą. A jeśli jesteś połączeniem większej ilości gatunków to jesteś feniksem (Chociaż ja nadal jestem ciekawa, co by wyszło z połączenia trybrydy i feniksa. Tak się tylko zastanawiam).

I chociaż minęło już sporo czasu od szału na wampiry, wygląda na to że na tyle rozgościły się one w Mystic Falls, że jeszcze trochę zostaną.

14:32

[Same Spoilery] Sarah J. Maas - A Court of Wings and Ruin (ACOTAR #3)

[Same Spoilery] Sarah J. Maas - A Court of Wings and Ruin (ACOTAR #3)
Źródło obrazu: Charlie Bowater
Ojoj. To nie było dobre.
A żeby wyjaśnić Wam dlaczego eM tak uważa, musi odwołać się do tego co się tam działo.
Tak, tak. W poniższym tekście będą spoilery.
Nawet bardzo dużo. Najlepiej, żebyście nie czytali tego tekstu, jeżeli nie przeczytaliście jeszcze A Court of Wings and Ruin. 
Czytacie na własną odpowiedzialność.

Ale najpierw wyobraźcie sobie, że macie do napisania pracę zaliczeniową, która nie dość, że ma określoną minimalną liczbę słów (która jest o dużo za duża), to na dokładkę muszą się w niej znaleźć konkretne elementy, bez których wiecie, że praca się nie spodoba.
No i nie zapominajmy, że gonią Was terminy. 

Wiecie o co chodzi? To dobrze, bo eM czytając ACOWAR czuła się, jakby czytała właśnie taką pracę. Przez co w tym miejscu chciałabym serdecznie przeprosić swoich nauczycieli i wykładowców, którzy kiedykolwiek musieli czytać coś takiego w wykonaniu eM. To nie jest dobre. 

Zacznijmy od początku. 
Szczere powiedziawszy, eM była przygotowana na to, że przez pół książki, będzie czytała o tym jak Feyra szpieguje (a przy okazji sieje zamęt) w Dworze Wiosny. Liczyła na knucie, jakiś przemyślany plan, który spowoduje efekt domino. No dobra, chociaż jakieś wielkie bum.
Dostała za to mało porywające opisy, krążenie bez celu i tak naprawdę przypadkową ucieczkę do ciekawszego miejsca.
Chociaż, ku jej zdziwieniu, to wszystko poszło sprawnie (po około 150 stronach, było już wszystko pozamiatane) i bez większych komplikacji (no dobra, pobiegali sobie trochę, powalczyli, ale eM powtarza: 150 stron i po bólu!). No i oczywiście przypadkowo (winkwink) Feyra zabrała ze sobą Luciena. 

- No dobrze - pomyślała eM - to teraz pewnie będzie się działo tyle nowych, ważnych, ciekawych rzeczy, że wciśnie mnie w fotel. Jestem gotowa na to cudo. 

Niestety, jak się okazało dopiero później, to był dopiero początek rozczarowań.

Obserwujecie właśnie grafikę ilustrującą stosunek eM do ACOWAR/Sarah J. Maas. 

Przez kolejne kilkaset stron (serio, serio) akcja dreptała w miejscu. Ktoś trenował, kogoś bolały mięśnie (to akurat eM może zrozumieć), ktoś uprawiał seks (tylko nie przypominajcie eM opisów tego. Wszystko zostało opisane tak, żeby było wiadomo o co chodzi bez używania odpowiednich słów. eM miała podejrzenie, że Sarah przegrała zakład i musiała opisać sceny seksu tak jakby grała w Tabu. Przygotujcie się na przewracanie oczami!), ktoś robił zamieszanie, żeby ktoś inny mógł się z tym rozprawić. Po rozprawieniu się z zamieszaniem, wracano do punkty wyjścia.

Niech najlepiej o tym świadczy to, że przez ok. 40% książki (licznik stron w czytniku eM jest specyficzny, dlatego eM woli podawać wartość procentową), planowano spotkanie. Owszem, może i było ważne i wymagało przygotowań, ale przy tym, że nic innego się nie działo, eM z chęcią wywaliłaby z jakieś 200 stron z tej książki. Po co ciągle pisać o tym samym?

No dobra, powiecie, a może te dłużyzny były po to, żeby bohaterowie mogli się rozwinąć?
Niestety i tutaj eM musi Was rozczarować.
Nasi ukochani bohaterowie podejmują decyzje, które sugerują, że przeszli pranie mózgu. Współpracowanie z największymi wrogami swoich przyjaciół - nic wielkiego.
Wyjaśnienie, czemu Mor nie zrobi kroku, żeby być z Azrielem, też eM nie przekonuje.
A z głównej bohaterki zrobiono narratora. Znaczy, wiecie, że jedynym celem tej postaci jest narracja wydarzeń. Nic więcej.
No i myśleliście, że jeżeli ktoś jest czyimś mate'em (eM wyparła z mógzu polskie tłumaczenie tego słowa) to musi być razem i to będzie NA ZAWSZE? Niestety.

Siostry Feyre są obecne, ale od samego początku było czuć, że to tylko dlatego, że będą grały główne role w kolejnych opowieściach. W ACOWAR Sarah już rozstawiła odpowiednio postacie na wierzchołkach figur geometrycznych i już pewnie czeka z niecierpliwością żeby to wykorzystać w kolejnych historiach. Bo wiemy przecież, że będą. I w trzeciej części Dworu Cierni i Róż, czuć że to nie koniec.

Właśnie, mówiąc o końcu, to eM kojarzy się z Typową Bitwą Kończącą Serię. Włączając w to: Niespodziewaną Pomoc w Ostatnim Momencie, Śmierć Postaci Których Znamy, Słabeusza Ratującego Tyłki Głównych Cwaniaków.

A gdyby ktoś się pytał, to Maas jest tym typem autorki, która chce zakończyć historię wielkim BUM, ale jak już przyjdzie co do czego, to od razu czuć, że nie pójdzie dalej tą drogą. Tak, jeden z głównych bohaterów nie żył. Przez kilka stron. Bo od razu został wskrzeszony w ten sam sposób co Feyre w pierwszej części. Po kilku stronach. Nawet do eM nie dotarło, że coś się stało. Szczególnie, że Sarah przez te kilkaset wcześniejszych stron dawała do zrozumienia, że ktoś zginie. Brakowało tylko wskazania tej konkretnej postaci palcem. Foreshadowing był mocny w ACOWARZE, a do pełni brakowało tylko ciąży, która i tak pewnie się wydarzy w przyszłych książkach z tego świata.

Gdyby eM miała podsumować ACOWAR w jednym zdaniu pewnie tak by to wyglądało. 

Emocje? ZERO. eM nie rozumie powszechnej histerii, która opanowała fandom. Tak jak pisała na początku, czuła się jakby czytała coś pisane na siłę, co spokojnie mogłoby być o połowę krótsze. Trochę taki powrót do Dworu Cierni i Róż. Z trylogii , spokojnie można by było stworzyć duologię i nikt by nie płakał. 

I to jest chyba ten moment, w którym eM powinna napisać co sądzi o trylogii jako o całości.
Co będzie trudne, bo nie podobała jej się pierwsza połowa pierwszej części i pierwsza połowa trzeciej części. Historia miała być inspirowana Piękną i Bestią. I była. Tak samo jak zaczęła być inspirowana innymi historiami (Orfeusz, czy Jezioro Łabędzie). Co niestety, było nam rzucane prosto w twarz. Żebyśmy przypadkiem tego nie pominęli.
Wszystkie ciekawe postacie straciły dużo swojego uroku w Dworze Skrzydeł i Ruin.
W skrócie: bardzo ciekawy świat, w którym rozgrywa się niezbyt ciekawa historia.

I nie, nadal nie wiemy co łączy świat z Dworu z tym ze Szklanego Tronu.
Pozostaje, to czekać na dwie ostatnie części tego drugiego, bo może się w końcu coś wyjaśni. Chyba, że stanie się to w innych historiach z tego pierwszego.

Jedyne czego eM się obawia, że zakończenie Szklanego Tronu wypadnie tak samo, albo jeszcze gorzej. Kiepsko poprowadzić jedną serię - zdarza się. Ale dwie?

Odpowiedzcie sobie na to sami. 

16:56

eM radzi: Jak unikać spoilerów?

eM radzi: Jak unikać spoilerów?


Nie bądźcie jak eM, uważajcie co na to, co robicie. 

A przynajmniej wtedy, kiedy chcecie uniknąć spoilerów. 

Są ludzie, którzy nienawidzą spoilerów. Są też tacy, którym żaden spoiler nie zepsuje humoru. 

eM ma dziwną relację ze spoilerami, jeżeli można to tak nazwać. 
Z jednej strony, doskonale wie, że nie od wszystkich spoilerów da się uchronić (szczególnie, kiedy coś ma kilkadziesiąt lat i część ludzkości dawno się już z tym zapoznała), ale z drugiej strony, nie chcecie wiedzieć co eM robi, kiedy komuś w jej towarzystwie się coś wymsknie.

Jest jeszcze jedna opcja, która niestety w przypadku eM zdarza się najczęściej, kiedy natrafia się na spoilery przez przypadek i wtedy nie wie co ma ze sobą zrobić. I nawet nie może napisać, że ktoś jej to zrobił, bo chociaż wie doskonale co robić, żeby unikać spoilerów, to zawsze przyjdzie taki czas, że machnie na to ręką i dostanie spoilerem po oczach. 

I wierzcie lub nie, ale eM już sporo rzeczy zaspoilerowała sobie w życiu, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że natknęła się na spoilery. Brzmi dziwnie? Chodzi o to, że eM przeczytała coś, co wydawało jej totalnym nieporozumieniem, a w trakcie czytania/oglądania okazywało się, że to jednak najprawdziwsza prawda.


I to właśnie o tym będzie dzisiejszy poradnik. 

Gotowi? 

Zacznijmy od najbardziej oczywistej sprawy. Jeżeli chcecie uniknąć spoilerów, nie zaglądajcie nigdy na ostatnią stronę. Może i wydaje się to logicznym posunięciem, ale na ostatnią stronę można zajrzeć też przez przypadek. 
Na przykład, kiedy szukasz spisu treści. Albo informacji o autorze. Czasami chcesz zobaczyć jaka jest kolejna książka w serii, a palce nie chcą z Wami współpracować i co się dzieje? Wasz wzrok ląduje na ostatniej stronie. 
Dwa zdania jeszcze przeżyjecie. Natomiast rzucenie okiem na dwie ostatnie strony bywa bolesne. 

eM nawet skusiłaby się o stwierdzenie, że czytanie książek w formie elektronicznej broni od tego rodzaju spoilerów. Nie musicie się obawiać Waszych palców, wiatru czy złośliwie zmieniających swoje miejsce zakładek. 

Kolejnym problematycznym miejscem są opisy książek, seriali czy filmów. Kiedy w przypadku filmów i seriali bardziej chodzi tu o opisy kolejnych odcinków czy części (ile razy eM wiedziała czy ktoś przeżyje, czy nie, bo przeczytała wszystkie opisy, które były dostępne), to w przypadku książek, oprócz takiego spoilera, możecie dostać nożem w plecy od tych, którzy powinni stać na straży tego, żeby zbyt ważne informacje nie zostały ujawnione na z tyłu książki. Tak, tak. eM pisze o Wydawcach książek i o tych, którzy potem te książki promują. 
Przypadek może i niezbyt rozpowszechniony, ale jeden z najbardziej bolesnych. 


Poszukiwanie informacji też nie jest łatwe. Wydawałoby się, że encyklopedie wiki dla poszczególnych fandomów nie będą aktualizowane zbyt szybko. Takie myślenie prowadzi do poznania dalszych losów bohaterów. Albo przyszłych wydarzeń. I to niekoniecznie muszą być wiki, ale też inne strony zbierające informacje z fandomów. I tu nie chodzi tylko o szukanie informacji o kolejnych częściach, ale również sprawdzenie jakiś niewinnych informacji.

O mediach społecznościowych eM chyba nawet nie powinna pisać, bo chociaż niektóre z nich próbują pomóc (np. tumblr pozwala na zablokowanie spoilerowych tagów), to i tak nie wszyscy ludzie tego przestrzegają. Z drugiej strony, nie ma się co dziwić, bo po szczególnie emocjonujących odcinkach, czy po przeczytaniu książki po której został kac książkowy trudno się opanować. A czasami ktoś naprawdę nie chce spoilerować, tylko mu się coś przez przypadek wymsknie, albo kogoś źle zrozumie (eM jest podręcznikowym przykładem takiej osoby) Po za tym, chyba nikt nigdy nie ustalił dokładnie ile czasu musi minąć, aby spoilery przestały być spoilerami. Ba! Chyba nawet nikt nigdy czegoś takiego nie stworzy. Ale to temat o którym eM napisze kiedy indziej.



Dlatego, jeżeli naprawdę chcecie uniknąć spoilerów:


  • pożegnajcie się z Internetem, dopóki nie zobaczycie/nie przeczytacie tego co chcecie zobaczyć/przeczytać. Co robić w międzyczasie?No, ten... Coś... Ciekawego? 
  • tradycyjne media? eM nie ryzykowałaby na Waszym miejscu!
  • ograniczcie swoje kontakty z innymi osobami. Przeprowadźcie naprawdę ścisłą selekcję tego z kim rozmawiacie i bądźcie pewni, że ta osoba wie o czym ma Wam nie mówić. 
  • rozmowy telefoniczne są dozwolone, aczkolwiek zamiast przywitania pamiętajcie, żeby przypomnieć osobie po drugiej stronie co się z nią stanie, jeżeli zaspoileruje. 
  • tak w ogóle, to najlepszym wyjściem byłoby zabarykadowanie się w domu. 
  • może nawet lepiej żeby był to Wasz pokój?
  • a najlepiej zawinąć się wtedy w w koc i udawać, że nas nie ma. 
  • dzięki temu można nadrobić zaległości książkowe. 
  • chociaż po przemyśleniu sprawy, to nawet w książkach są spoilery z książek innych autorów. 
W skrócie: ze spoilerami nie wygrasz. 
A przynajmniej eM nie podejmuje się tej walki. 

A może Wy macie jakieś skuteczne sposoby na spoilery? Dajcie znać!
Copyright © eM poleca , Blogger