Czasami mnie zaskakuje, jaką jestem optymistką, jeżeli chodzi o czytanie kolejnych części serii, których początkowe tomy nie przypadł...

Veronica Roth - Spętani przeznaczeniem (Naznaczeni śmiercią #2)



Czasami mnie zaskakuje, jaką jestem optymistką, jeżeli chodzi o czytanie kolejnych części serii, których początkowe tomy nie przypadły mi do gustu. No bo przecież - zawsze może być lepiej, prawda? I na pewno autorzy mają plan jak to wszystko ma wyglądać i te niedociągnięcia na początku były zamierzone. To dlaczego nie spróbować? Szczególnie, że praktyka już mi pokazała, że kolejne tomu mogą zmienić cała wymowę serii (patrzę się tu w stronę Dziedzictwa ognia. Nadal nie wiem, jakim cudem dotrwałam do trzeciej części, ale teraz doszło do tego, że nie będę chciała się z nią pożegnać).

Dlatego też pełna nadziei postanowiłam dać szansę Veronice Roth i Spętanym przeznaczeniem, czyli drugiej części Naznaczonych śmiercią. Szczególnie, że szumnie zapowiadano, że będzie to najlepsza książka tej autorki.

No to jak było?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę najpierw wziąć głęboki oddech, bo istnieje prawdopodobieństwo, że zaczęłabym się skupiać na samych negatywach. A to nie była najgorsza książka jaką w życiu czytałam. Była słaba, to prawda, ale można znaleźć w niej pozytywne elementy.

Najbardziej zabolało mnie to, że Veronica Roth po raz kolejny pokazuje, że ma całkiem niezłe pomysły, jeżeli chodzi o umiejscowienie akcji i tworzenie całego świata, jednak kiedy przychodzi do tego co się będzie działo, jak się będzie działo i w jaki sposób zostanie to nam przekazane - daje ciała. Teoretycznie nie ma tragedii - zastanawiam się też, na ile moje niezadowolenie jest kwestią samej Roth a na ile tego, że do ścisłego targetu YA już się nie zaliczam i swoje w życiu już przeczytałam.

Zacznijmy od tego, że jak to bywa w typowych młodzieżówkach, chcąc nie chcąc na pierwszy plan wysuwa się wątek uczuciowy i to w sposób, który widziałam już nie jeden raz. Nie pomaga też narracja - teoretycznie poznajemy wydarzenia z perspektywy trójki bohaterów, ale bez patrzenia na oznaczenia rozdziałów miałabym problem z odróżnieniem o kim w danym momencie czytam.

Cieszę się, że Veronica Roth postanowiła stworzyć jedynie dwa tomy tej historii - na upartego widzę miejsce nawet na to, żeby złączyć je w jedną całość. Szczególnie, że w Spętanych przeznaczeniem bohaterowie bardzo dużo spędzają na rozmowach i zastanawianiu się, co powoduje, że z akcją stoimy w jednym miejscu. I nawet jak przychodzi punkt kulminacyjny to jeżeli ktoś by kartkował jedynie strony - łatwo mógłby go przegapić. Tak bardzo czekałam na to, aż coś się zacznie dziać - i nic. Nawet zwrot akcji, mnie nie zaskoczył, bo spodziewałam się go już od pierwszej części.

No dobrze, to w takim razie, czy warto w ogóle zabierać się za tą serię?

Jeżeli jesteście młodymi czytelnikami, którzy dopiero co przekonali się do czytania - prawdopodobnie seria Roth może Was zainteresować, chociaż uważam, że są dużo lepsze młodzieżówki dla początkujących. Co do pozostałych - spójrzcie na książki na półkach, które czekają na przeczytanie - naprawdę nie wiecie co wybrać?

Nie mam pojęcia co się dzieje z wydawnictwami (a może raczej z autorami? W końcu to oni muszą coś napisać, żeby wydawnictwo mogło dział...

Książkowe zapowiedzi na drugą połowę 2018 roku


Nie mam pojęcia co się dzieje z wydawnictwami (a może raczej z autorami? W końcu to oni muszą coś napisać, żeby wydawnictwo mogło działać). Po kilku latach odkopywania ciekawych tytułów z najdziwniejszych zakątków internetów, w tym roku muszę zapisywać sobie tytuły do przeczytania jak tylko je znajdę, bo czuję się, jakbym co chwilę dostawała interesującą (albo wyczekiwaną) zapowiedzią prosto w twarz. Tak, naprawdę tak dużo ciekawych książek wychodzi zarówno na polskim rynku jak i na rynku anglojęzycznym.

Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma tytułami, na które czekam, a które wychodzą w drugiej połowie 2018 roku. Znajdziecie tu premiery anglojęzyczne (i ich daty), ale mam nadzieję, że większość z nich w krótkim czasie pojawi się również na polskim rynku.



Trio pisarek (Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton), które stworzyły najzabawniejszą książkę zeszłego lata (oczywiście chodzi mi tu o Moją Lady Jane) powraca w tym roku z kolejnym tytułem. Tym razem panie skupiły się na Jane Eyre oraz autorce, która ją stworzyła - Charlotte Bronte. My Plain Jane wychodzi 26 czerwca i mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na polską wersję.

Są ludzie, którzy kupują książki, bo  spodobała im się okładka (tak, też do nich należę) i są ludzie, którzy widzą tytuł książki i nie mogą przejść obok niej obojętnie, bo już widzą ile sucharów będą mogli stworzyć używając jej tytułu. Dodajcie do tego to, że opis The Book of M (nie wiem zupełnie gdzie im się e podziało) Peng Shepard brzmi jak coś w stylu Stacji jedenaście, czy Dzień dobry północy, które pokochałam całym sercem. I tak, oczywiście, że już zamówiłam ten tytuł i teraz tylko czekam aż do mnie przyjdzie, bo premierę miał 5 czerwca.

The Mermaid Christiny Henry z opisu wydaje się połączeniem baśni (czyżby syreny robiły wielki powrót?) i alternatywnej historii Króla rozrywki - P.T. Barnuma. Połączenie wydaje się na tyle ciekawe, że książkę wciągnęłam na listę do przeczytania. Plus popatrzcie tylko jak pięknie wygląda ta okładka! A premiera już niedługo, bo 19 czerwca.

A wracając do książek, które już zamówiłam - na wysyłkę czeka również A Thousand Beginnings and Endings, czyli zbiór opowiadań inspirowanych baśniami wschodniej i południowej Azji. Powtarzam jeszcze raz, żeby nikt nie przegapił: baśnie i daleki wschód. A do tego napisane przez zacne grono autorów, do których nalęży m.in. Julie Kagawa czy Renee Ahdieh. Ja już nie mogę się doczekać. Premiera: 26 czerwca.



Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że kiedy zobaczyłam, że Naomi Novak w końcu wydaje kolejną książkę inspirowaną baśniami, wydałam z siebie pisk, który mogły usłyszeć jedynie nietoperze. Jeżeli nie czytaliście jeszcze Wybranej, to musicie to szybko zmienić, bo premiera Spinning Silver już 10 lipca. I chociaż okładki mają podobną stylistykę, to okazuje się, że można je czytać oddzielnie.

Jako, że Victoria Schwab staje się jedną z moich ulubionych autorek, nie mogłabym nie wspomnieć o City of Ghosts. Szczerze powiem, że nie wiem dokładnie o czym będzie ta historia, wiem tylko, że skierowana jest do trochę młodszej młodzieży. Ale w tym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadza. Premiera 28 sierpnia.

W sierpniu premierę również będzie miała książka Mary E. Pearson, która napisała Kroniki Ocalałych. Dance of Thieves ma mieć miejsce w tym samym świecie (ktoś tam pisał, że nawet można spotkać starych przyjaciół). Po cichu liczę, że nowa książka wciągnie mnie tak jak to zrobił Fałszywy pocałunek. Premiera 7 sierpnia.



V.E. Schwab rozpieszcza nas w tym roku. We wrześniu wychodzi długo wyczekiwana kontynuacja Vicious. Vegnuful pojawi się na półkach 25 września. a ja nadal nie rozumiem, dlaczego ta seria nie jest jeszcze wydana w Polsce. No przecież to opowieść o tym jak zdobyć super moce i jak ludzie, którzy je mają nie zawsze są superbohaterami.

Kingdom of Ash Sarah J. Maas to książka, która premierę powinna mieć ponad rok temu (nadal nie mogę przeboleć tego, że przez Wieżę świtu wszystko się przesunęło). Teoretycznie nie mogę się doczekać. W praktyce bardzo się boję co z tego wyniknie. I czy przez przypadek nie dostaniemy kolejnego otwartego zakończenia - bo przecież fajnie jest wracać do historii, prawda? No nie zawsze. Zawału dostanę 23 października.

Kolejne dwa tytuły, które wychodzą w październiku, to kontynuacje serii, których jeszcze nie przeczytałam, ale do momentu ich premiery na pewno to się zmieni (mam je już u siebie!). Chodzi tu o Muse of Nightmares Laini Taylor (czyli drugą część Marzyciela), oraz The Lady’s Guide to Petticoats and Piracy Mackenzi Lee (czyli drugą część The Gentelman’s Guide to Vice and Virtue). Oba tytuły będą miały premierę 2 października.

Tegoroczny sezon wyczekiwania na premiery zakończę Queen of Air and Darkness Cassandry Clare, czyli ostatnią częścią Mrocznych Intryg. I nie wiem którą częścią Kronik Nocnych Łowców. Premiera 4 grudnia.

Macie jakieś tytuły, których nie możecie się już doczekać i już odliczacie dni do premiery? Koniecznie dajcie znać, bo wydaje mi się, że mimo wszystko o czymś mogłam zapomnieć.

Co roku, kiedy zbliża się Dzień Matki, w sieci (i nie tylko) możemy zauważyć wzmożoną aktywność promocyjną sklepów i marek, które z cz...

O kupowaniu książek na prezent opowieść tragiczna


Co roku, kiedy zbliża się Dzień Matki, w sieci (i nie tylko) możemy zauważyć wzmożoną aktywność promocyjną sklepów i marek, które z czystej dobroci serca chcą mieć pewność, że nie zapomnimy o nadchodzącym święcie. Ba! Nawet starają się podpowiedzieć, co będzie idealnym prezentem, żebyśmy sami nie musieli zbytnio się wysilać. I kiedy w tym czasie zaglądam na strony księgarni internetowych i patrzę co jest proponowane jako idealny książkowy prezent dla mamy, muszę zrobić sobie chwilę przerwy. Bo wyobrażam sobie minę mojej mamy, kiedy dostałaby w prezencie radosną obyczajówkę, czy jeszcze gorzej - romans. Dlaczego? Bo moja Mama należy do tych osób, które w książce potrzebują rozlewu krwi. No dobrze, może nie zawsze, ale wiecie o co chodzi - na tapecie są raczej kryminały i przygodówki niż ckliwe czy urocze opowieści.

Oczywiście rozumiem z czego to wynika - przecież księgarnie nie mogą sobie pozwolić na to, żeby obniżyć cenę na cały asortyment, za każdym razem, kiedy jest jakieś święto - dlatego starają się wykorzystywać stereotypy. Niestety obawiam się, że czasami cierpią na tym obdarowywani. Dlaczego? Bo większość ludzi (chociaż zdarzają się wyjątki) nie potrafi kupować książki na prezent. No po prostu nie. I mam na to dowody.

Tak wyglądają niektórzy ludzie, kiedy przypomną sobie, że muszą kupić prezent.

Nie wiem czy wiecie (chociaż jeżeli jesteście zaglądacie tu od jakiegoś czasu, to pewnie o tym czytaliście), że w trakcie studiów miałam dwuletnią przygodę z pracą w księgarni. To było bardzo ciekawe doświadczenie - szczególnie z perspektywy osoby, która uwielbia czytać. I wiem, że chcielibyście przeczytać, że większość czasu spędzałam na czytaniu książek, a rabaty, które dostałam spowodowały, że obecnie śpię na książkach, jednak tak nie było. Moim głównym zajęciem była obsługa klientów - czy to czysto transakcyjna, czy to taka polegająca na pomocy w odnalezieniu danej książki (tak, ten tekst o tym, że ktoś nie pamięta tytułu, ale okładka była niebieska to sama prawda) lub właśnie pomoc w wyborze prezentu.

I to właśnie to ostatnie wywoływało we mnie skrajne emocje (a przy okazji trenowałam dzięki temu cierpliwość). Wiecie jak wyglądało typowe pytanie z prośbą o pomoc w wyborze książki? Dzień dobry, chciałbym kupić książkę na prezent dla mamy, może Pani coś polecić? KROPKA.

Chyba nie muszę Wam pisać, że po takim zdaniu, trudno było cokolwiek zaproponować - bo przecież dobrze by było, żeby prezent się spodobał, a to wymaga, żeby chociaż trochę znać osobę, która ma być obdarowana. Niestety, dla niektórych nie było to takie oczywiste. Zadając pytania pomocnicze (które zaczynałam od podstawowego poziomu, czyli Co Pani mama lubi czytać? Może kojarzy Pani jakiego autora lubi?) widziałam zdziwienie, a czasami nawet przerażenie w oczach pytanego. W takich przypadkach zastanawiałam się, czy nie prościej (i szybciej) byłoby wybrać książkę na chybił trafił. Wtedy też, zaczynałam się zastanawiać jaki jest w ogóle sens dawania prezentów najbliższym, kiedy nawet nie chce się trochę wysilić (wybieranie w ten sposób książki dla osoby, którą niezbyt dobrze znamy jest usprawiedliwione w tym przypadku).

Tak prawdopodobnie wyglądałaby moja reakcja na brak
\wiedzy kupującego o obdarowywanym. Gdybym mogła ją pokazać.

Posłużyłam się przykładem prezentu dla mamy, ale tak naprawdę taki sam scenariusz był stosowany w każdym przypadku - książki zamiast kwiatka na ślub, prezentu dla dziecka (tu jednak kupujący starali się wskazywać wiek dziecka - co tak naprawdę i tak średnio pomagało bo to co czytają dzieci i na jakim poziomie zaawansowania są jest oddzielnym tematem, zahaczającym o to jak wyglądała moja ewolucja czytelnicza).

Ale pomoc w wybieraniu książki na prezent to też miłe wspomnienia - szczególnie, kiedy po pewnym czasie klient wracał z uśmiechem na twarzy, żeby poinformować, że książka się podobała obdarowywanemu i że prosi o więcej. Nigdy też nie zapomnę, jak pomagałam jednej z klientek wybrać książkę, dla jej koleżanki, która była zafascynowana językiem polskim (i chyba nawet studiowała polonistykę!). Tytuł musiał być oczywiście polskiego autora, odpadały lektury - a żeby było ciekawiej, cała rozmowa była prowadzona w języku angielskim, więc miałam dość trudne zadanie szybkiego streszczenia o czym jest m.in. Morfina Szczepana Twardocha (która została ostatecznym wyborem - to tak dla ciekawych). Ale jaką potem miałam satysfakcję!

A jak Wy wybieracie książki na prezent? Prosicie kogoś o radę, wybieracie pierwszą lepszą z brzegu, czy może macie już gotową listę tytułów z której odhaczacie kolejne pozycje?

W końcu przyszedł ten moment, kiedy po ponad roku oglądania k - dram oraz próbach zachęcenia Was do ich oglądania (albo przestrzegania...

[eM dramy] DramaRAR #1


W końcu przyszedł ten moment, kiedy po ponad roku oglądania k - dram oraz próbach zachęcenia Was do ich oglądania (albo przestrzegania Was o czym powinniście wiedzieć zanim zaczniecie oglądać) przechodzimy do konkretów. Nadszedł czas, żebym zaczęła dzielić się z Wami tym co obejrzałam i tym czy warto to obejrzeć. Ponieważ trochę się tego nagromadziło, na razie będę się starała łączyć tytuły tematycznie.

Dzisiaj porozmawiamy o dramach, które uświadomiły mi, że na naszym rynku brakuje mi pewnego typu seriali. Wszystkie tytuły o których przeczytacie poniżej pokazują, że da się stworzyć ciekawe historie o ludziach, którzy dopiero co (no albo już trochę bardziej) wchodzą w dorosłe życie. O tym, jak czasami nie wiadomo co się chce robić w życiu i co ze sobą zrobić, kiedy okazuje się ile wysiłku trzeba włożyć, żeby spełnić swoje marzenia.

Fight for my way



Fight for my way to opowieść o paczce przyjaciół, którzy znają się od wielu lat - razem dorastali a obecnie wszyscy mieszkają bardzo blisko siebie. I chociaż relacje między nimi w są w tej dramie bardzo ważne, to dla mnie na pierwszy plan wysuwa się wątek spełniania marzeń i jak dorosłość może pokrzyżować nawet najwspanialsze plany. Ale pokazuje też, że warto próbować i nie poddawać się dążąc do celu - co samo w sobie jest nauką. Mimo koreańskiej produkcji i typowych dla niej schematów, opowieść dość uniwersalna w której każdy znajdzie coś dla siebie.

Just between lovers



Najcięższa, jeżeli chodzi o naładowanie emocjami drama spośród wspomnianych w dzisiejszym wpisie. Opowiada historię ludzi, którzy przeżyli katastrofę budowlaną (a dokładniej zawalenie centrum handlowego). Just between lovers pokazuje jak ludzie przez lata próbują poradzić sobie z tragedią, która dotknęła ich, a także ich bliskich oraz to w jaki sposób te wszystkie wydarzenia wpłynęły na dorastających bohaterów. Ta drama była dla mnie również ciekawa ze względu na to, że powoli odkrywane było kto w jaki sposób był ze sobą powiązany. Plus dodajmy do tego to, że Just between lovers to świetna ilustracja tego, jak jedna decyzja może zmienić całe życie.

Because this is my first life


Jeżeli kiedykolwiek przeczytaliście opis Because this is my first life to wiecie, że drama wydaje się być czymś, co widzieliśmy już wiele razy i na pewno wiemy jak to się skończy. Może i troszeczkę tak jest, ale warto obejrzeć tę dramę dla bohaterek - które w odróżnieniu od swoich koleżanek z innych dram pokazują, że można przełamać schematy i starać się żyć inaczej. Że bohaterki w dramach to nie tylko ładne (a czasami wręcz irytujące) dodatki, ale pełnoprawni bohaterowie, którzy wiedzą czego oczekują i zrobią wszystko co mogą, żeby dotrzeć do celu - nawet na przekór tradycji i społeczeństwa.

Age of youth (Hello my twenties)



Age of youth opowiada historię pięciu studentek, które mieszkają w jednym domu. Każda z nich jest zupełnie inna, różne są także ich problemy i jak to czasami bywa, kiedy taka grupa ludzi przebywa ze sobą dużo czasu - czasami dochodzi do spięć. Z drugiej strony pięknie pokazane jest to jak starają się zrozumieć a nawet wspierają się, kiedy którejś z nich zdarzy się coś złego (plus widzimy całą drogę, które przechodzą, żeby zdać sobie sprawę przez co przechodzą pozostałe). Dziewczyny mają różne problemy - czasami błahe, ale bardzo dużo uwagi poświęcono również tym poważniejszym z którymi każda z nich się zmaga (przy czym miałam wrażenie, że działo się tam tyle, że gdyby rozdzielić dziewczyny, to i tak ich wątki starczyłyby na cały oddzielny sezon - chociaż to by już tak dobrze nie wyszło). Romanse są, ale raczej na drugim planie. I nie martwcie całość okraszona jest solidną dawką humoru.   Poza tym, Age of youth to jedna z nielicznych dram, które posiadają drugi sezon. I nie pomylcie się - na Netflixie znajdzie tylko ten drugi (nie pytajcie się mnie dlaczego - też tego nie rozumiem).

Dajcie znać, czy oglądaliście którąś z tych dram (wiecie, że uwielbiam dyskutować o spoilerowych szczegółach). A może właśnie teraz oglądacie jakąś dramę, którą chcielibyście polecić?

Kiedy myślę o książkach (no dobra, o serialach też) , których akcja rozgrywa się w szkołach z internatem, przed oczami mam bandę boga...

Maureen Johnson - Nieodgadniony (Truly Devious #1)



Kiedy myślę o książkach (no dobra, o serialach też), których akcja rozgrywa się w szkołach z internatem, przed oczami mam bandę bogatych dzieciaków (z małym dodatkiem super mądrego, ale niezbyt zamożnego bohatera/ki), których głównym celem jest uprzykrzanie życia innym (albo byciem celem uprzykrzania - w zależności od tego kto jest głównym bohaterem). To albo, próby sprawdzenia ile kombinacji związków (lub figur geometrycznych) może powstać, jeżeli założymy, że każdy z każdym musi w być w związku (mniej lub bardziej formalnym) chociaż przez pół strony.

Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że w Nieodgadnionym na pierwszy plan wychodzą zagadki, tajemnice sprzed wielu lat i trupy (co brzmi dość dziwnie, ale tak jest) nie mogłam nie przeczytać tej książki. Co nie wiem, czy było najlepszym pomysłem, bo to dopiero pierwsza część trylogii, a jak wiadomo - na kolejne części zawsze trzeba trochę poczekać (a przy okazji zapomnieć o czym się czytało) co boli szczególnie mocno, kiedy całość kończy się cliffhangerem. Ale o tym za chwilę.

Wyobraźcie sobie Akademię dla Geniuszy, gdzie czuć klimat dawnych lat (założona w 1936 roku!) w której uczniowie niczym w Hogwarcie są przydzielani do konkretnych domów (i nie żartuję - jeden z nich nazywa się Minerwa!). Sam plan zajęć jest wyjątkowy - dopasowany do specjalnych potrzeb młodych geniuszy, którzy specjalizują się w przeróżnych dziedzinach. Wśród nich jest nasza główna bohaterka - Stevie, wielka entuzjastka kryminałów (tak, dobrze myślicie, Sherlock i Agata Christie tu się wliczają) i ogólnie wszystkiego związanego z zagadkami kryminalnymi, która specjalnie pojawiła się w akademii, aby rozwiązać nierozwiązaną sprawę sprzed lat. Ale żeby nie było zbyt kolorowo - przy okazji śledztwa Stevie wprawia w ruch wydarzenia, które powodują, że (niczym w promocji 2 za 1) zamiast jednej zagadki, do rozwiązania będzie miała dwie. W tym jedną nie tak odległą w czasie.

Mogłoby się wydawać, że Nieodgadniony to kolejna, schematyczna młodzieżówka i zanim zacznie się czytać wiadomo będzie jak to się skończy. Nic bardziej mylnego - w historii opisanej przez Maureen Johnson na pierwszy plan wysuwa się wątek kryminalny i wszystko co z nim związane. Jak dla mnie, świetnym rozwiązaniem było połączenie perspektywy współczesnej z tym co działo się w 1936 - dzięki temu sami możemy pogłówkować i spróbować dociec co się wtedy wydarzyło. Od razu powiem - nie jest łatwo. Sama zostałam z większą liczbą pytań niż odpowiedzi, co nie powinno dziwić, skoro przed nami jeszcze dwie części.

Co oznacza, że musicie być przygotowani na to, że Nieodgadniony to typowy wstęp historii, więc tak naprawdę trudno go jednoznacznie oceniać. Trochę to zajęło zanim wciągnęłam się w historię. Dość powoli poznajemy historię i bohaterów, ale wszystko zostaje wynagrodzone w drugiej połowie książki - gdzie niczym lokomotywa akcja zaczyna nabierać tempa - żeby zderzyć się ze ścianą w postaci wcześniej wspomnianego cliffhangera. A premiera drugiej części (w oryginale) dopiero w 2019.

Jeżeli mogę się do czegoś przyczepić to jest to język - prosty, czasami trochę aż za bardzo, który powoduje, że bez problemu można się zorientować, że głównym targetem książki jest młodzież. Plus mimo wszystko bohaterowie zachowują się jak nastolatkowie, czyli bądźcie przygotowani na mniej lub bardziej sensowne związki (lub ich zalążki).

Nieodgadniony, to porządny kawałek powieści, która spowoduje, że nie tylko młodzież będzie chciała pobawić się w Sherlocka. Mam nadzieję, że kolejne części utrzymają, a może nawet i przewyższa jej poziom.

Administratorem danych osobowych jest Milena Kornas, e-mail: empoleca@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.