Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emradzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emradzi. Pokaż wszystkie posty

19:20

[eM radzi] Co tak naprawdę chcieliby dostać książkoholicy?

[eM radzi] Co tak naprawdę chcieliby dostać książkoholicy?

Grudzień to czas, kiedy z każdej strony możemy uzyskać porady dotyczące pomysłów na świąteczne prezenty dla różnych osób. Zaczynając od rodziny aż zawężania pomysłów przez dodawanie kolejnych informacji o osobach, również o ich zainteresowaniach. Nic dziwnego, że znajdziecie mnóstwo propozycji co kupić książkoholikom (czy po prostu osobą, które za książkami przepadają bardziej niż mniej). Ba! W zeszłym roku sama podrzuciłam Wam kilka pomysłów zarówno jeśli chodzi o nieksiążkowe jak i książkowe pomysły (plus chciałabym w tym miejscu przypomnieć, jak wygląda kupowanie książek na prezent z perspektywy osoby, która dwa lata pracowała w księgarni - część, to ja!). Tym razem jednak, chciałabym się skupić na tych bardziej… abstrakcyjnych, których realizacja w większości wymagałaby ogromnych nakładów pieniężnych (liczmy w milionach), ogromnego szczęścia, czy nadnaturalnych zjawisk.

Zacznijmy od kwestii, którą kiedyś poruszyłam, a z którą się niezbyt zgadzam, ale wiem, że taki pomysł spodobałby się wielu książkoholikom (i nie tylko), a mianowicie - podróż do świata z ulubionej książki. Zdania nie zmienię - to wcale nie byłoby takie fajne jakby mogło się to wydawać, ale skoro taka chęć jest wypowiadana, to warto o niej wspomnieć. 

Również dlatego, że pozwoli mi ona na płynne przejście do kolejnego pomysłu na prezent, tego do którego wykonania potrzebne są ogromne nakłady pieniężne - a mianowicie o ekranizacji. Oczywiście takiej, która spełniałaby wszystkie wygórowane oczekiwania każdej osoby, która przeczytała ekranizowaną książkę, więc jeśli kiedykolwiek chcielibyście je spełnić, wersja z przeniesieniem się do książkowego świata może zacząć wydawać się łatwiejsza do sprostania. 



Gorzej, jeśli dodatkowo osoba obdarowywana chciałaby spotkać się i porozmawiać (chociaż wiem, że pomysły w niektórych głowach mogą wykraczać mocno poza to) z ulubionym bohaterem lub bohaterką. Wtedy nawet załatwienie spotkania z aktorem czy aktorką grającą postać, nie pomoże i trzeba będzie liczyć, że spotkacie kogoś, kto ma nadnaturalne moce i może Wam pomóc to załatwić. Chociaż nie wiem czy bym radziła wplątywanie się w takie akcje, stanie się głównym bohaterem historii (bo przecież takie układy zazwyczaj tak się kończą), żeby spełnić czyjeś marzenie może być szkodliwe dla zdrowia i życia. Raczej niemożliwe byłoby również wskrzeszenie bohatera, pomszczenie go, czy zmiana chociażby jednego wątku, którego książkoholik bardzo, ale to bardzo nie lubi. 

Wracając do spotkań, najbardziej realne wydaje się spotkanie z ulubionym autorem lub ulubioną autorką, przynajmniej jeśli nadal żyją. W końcu są spotkania autorskie, nawet jeśli trzeba byłoby się wybrać do innego kraju, to i tak nie jest źle. Problem zaczyna się w momencie, kiedy zaczniemy się zastanawiać co taki książkoholik chciałby od takiego spotkania. Autograf i wyrażenie uwielbienia? Spoko, to przejdzie. Może nawet wspólne zdjęcie się uda (jeżeli przez przypadek nie zamknie oczu). Gorzej, jeśli spotkanie autora ma być jedynie środkiem do celu. Jakiego? A chociażby wpłynięciem na to jak dana książka ma się zakończyć. Albo pokazanie jak bardzo potrzebny jest prequel, sequel czy inna nowelka w danym świecie o konkretnym bohaterze czy wydarzeniach. Co musicie przyznać, że wydaje się bardzo prawdopodobne biorąc pod uwagę jak często słyszy się marudzenie na temat zakończenia serii. 



Jeżeli takowe w ogóle istnieją. Bo bywa też tak, że autorzy wcale się nie śpieszą z wydawaniem kolejnych części (albo wydawnictwo przestaje je tłumaczyć i wydawać). I wtedy samo poznanie zakończenia staje się marzeniem, które nie jest tak oczywiste, że się spełni.  

A jak już jesteśmy przy wydawaniu książek, to warto też wspomnieć o tym, że dużo część książkoholików po prostu chciałaby dostać całą serię książkową w tym samym rozmiarze w stosunkowo ładnych okładkach, która będzie pięknie wyglądała na półce w biblioteczce. 

A jak Wy myślicie? Czy jest coś, co książkoholicy chcieliby tak naprawdę dostać?

14:01

Siedem niekoniecznie książkowych pomysłów na prezent dla książkoholika

Siedem niekoniecznie książkowych pomysłów na prezent dla książkoholika

Nie samymi książkami żyje książkoholik. Jak już wspominałam w poprzednim poście, wymyślenie prezentu dla książkoholika wcale nie jest takie łatwe jakby się to mogło wydawać. Bo wiecie, chociaż książka to świetny prezent dla takiej osoby, to schody zaczynają się, kiedy zaczynamy myśleć co to miałaby być za książka. Dlatego warto zastanowić się, czy w tym przypadku nie lepiej będzie nie iść na tę wątpliwą łatwiznę i wymyśleć jednak coś innego, co mimo wszystko nadal może być związane z książkową pasją.

I zanim zaczniecie marudzić, że część z poniższych przykładów jest bardzo książkowa jak na nie książkowy przykład, to chciałam zaznaczyć, że w tym przypadku za książkowy prezent uważam tradycyjną, papierową wersję, którą można zakupić w najbliższej księgarni.

Książkowe subskrypcje


Co jest lepsze od dostania jednej książki? Dostęp do skończonej ilości książek, której i tak nikomu nie uda się przeczytać w ciągu całego swojego życia, więc równie dobrze można by powiedzieć, że jest to dostęp do nieskończonej liczby książek (chociaż wiem, że nawet z takim dostępem występują problemy w wyborze kolejnej lektury). W tym przypadku na myśl przychodzą dwa serwisy. Dla tych którzy czytają i słuchają polecam Legimi (ludzie od Legimi, jeżeli to czytacie - serduszkuję Was bardzo mocno!). Za to dla tych, którzy tylko słuchają dobrą opcją będzie Storytel i ich oryginalne produkcje.

Czytnik ebooków


Zdaję sobie sprawę, że wśród książkoholików jest bardzo wielu tradycjonalistów, którzy nie wyobrażają sobie lektury bez wymacania książki i wsadzenia nosa między strony, żeby poczuć zapach świeżej (lub nie tak świeżej) farby. Jednak zdarzają się sytuację, w których czytnik ebooków naprawdę się przydaje. Najbardziej oczywistą jest podróż (próbowaliście podróżować, czy to komunikacją miejską czy wybierając się w dalszą drogę z więcej niż z jedną, średnią książką w miękkiej oprawie?), ale ostatnio odkryłam radość, jaką sprawia mi czytanie w oryginale w dniu premiery. Co nie byłoby wykonalne, gdyby nie to, że mam czytnik (znaczy jest też opcja czytania na telefonie, ale ustalmy, że czytanie na czytniku jest lepsze dla oczu, szczególnie, kiedy czyta się cegły, okej?).



Miejsce na książki


Tu wchodzimy w tematykę, która będzie odpowiednia raczej dla rodziny i/lub bliższych znajomych. Nie wiem jak inni, ale ja bardzo często, kiedy ktoś życzy mi, żebym miała bardzo dużo książek, odpowiadam, że nie wiem gdzie bym je trzymała, bo więcej miejsca na nie też by się przydało (polecam taką odpowiedź, miny składających życzenia - bezcenne). Dlatego dobrym pomysłem, może być sprezentowanie książkoholikowi takiego miejsca - czy to w formie półek, czy to w formie regałów (tylko powtarzam - warto się upewnić w tym przypadku czy znajdzie się na nie miejsce, czy kolory będą pasowały itd.). A jeżeli chodzi o podpowiedzi jaki może być to regał, to wiecie - regał Billy z IKEI zawsze dobrze wygląda na zdjęciach na instagramie (też mam!).

Miejsce do czytania


Dobra, tak naprawdę przemawia przeze mnie radość, że sama w końcu mam idealne miejsce do czytania w swoim pokoju. Chociaż trochę musiałam w nie zainwestować (bo jakoś tak wyszło, że od zrobienia miejsca do czytania przeszłam w fazę całkowitego remontu i wymiany wszystkich mebli, ale to szczegóły), to tak się do niego przyzwyczaiłam, że nie mogę sobie przypomnieć jak to było wcześniej. Podobnie jak miejsce na książki - prezent do konsultacji. Chociaż podejrzewam, że będziecie w stanie wymyśleć coś kreatywnego bez robienia przemeblowania w pokoju obdarowanego.



Niezbędnik mola książkowego


Zostańmy jeszcze chwilę przy bardziej kreatywnych pomysłach. Jeżeli lubicie przygotowywać prezenty, które mają jakiś motyw lub tworzą jakąś całość, jeśli chodzi o pomysł, to dla bliskiego książkoholika możecie przygotować Niezbędnik mola książkowego - czyli prezent do wykorzystania podczas lektury (oczywiście, książka nie załączona w zestawie. No, chyba, że bardzo chcecie). Kocyk, ciepłe skarpety, kubek z zapasem ulubionego napoju plus coś do przegryzienia. A może do tego jakieś książkowe gadżety?

Książkowe gadżety


Tutaj też możecie poszaleć, bo już dawno przestało się myśleć o gadżetach książkowych w kategorii zakładek. Teraz można wybierać wśród okładek czy nawet kieszeni na książki, uchwytów, które ułatwiają czytanie czy mini lampek, które pozwalają doświetlić książkę. Ale możecie też iść dalej - znajdziecie bardzo dużo gadżetów inspirowanych już konkretnymi historiami, postaciami lub autorami. Bluzki, płócienne torby, skarpety czy świeczki - to najczęstsze gadżety na jakie można natrafić w odmętach internetu, ale jestem przekonana, że nie jedyne.

Boxy subskrypcyjne


Listę pomysłów zamykam tak jak ją zaczęłam, czyli subskrypcjami. Tym razem jednak w wersji fizycznej. W internecie, szczególnie tym anglojęzycznym, znajdziecie mnóstwo boxów subskrypcyjnych z książkami i/lub gadżetami dla książkoholików. Uważam, że to świetny pomysł, jeżeli ktoś chce jednak podarować książkę - w końcu w boxach najczęściej znajdują się nowości wydawnicze, więc ryzyko zdublowania książki jest bardzo niewielkie, a już w ogóle, jeżeli jest to box z książką po angielsku. Sama mam na oku kilka opcji, ale na razie korzystałam jedynie z Willoughby Book Club i byłam bardzo zadowolona (chociaż dostawa trochę trwała, ale to pomińmy bo to nie ich wina).



A jakie Wy macie pomysły na prezenty dla książkoholika? A może sami dostaliście kiedyś coś, co sprzedajcie innym jako dobry pomysł na prezent? Koniecznie dajcie znać!

19:42

[eM radzi] Jak wybrać książkę na prezent?

[eM radzi] Jak wybrać książkę na prezent?

Jeżeli dawno nie patrzyliście w kalendarz, a wygląd witryn sklepowych nie dał Wam do myślenia, to chciałabym przypomnieć, że wielkimi krokami zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. A co za tym idzie, zostało coraz mniej czasu na zakup prezentów. W takich przypadkach bardzo często skłaniamy się do pójścia na łatwiznę, czyli odwiedzenia najbliższej galerii handlowej, czy innego większego skupiska sklepów, gdzie teoretycznie w prosty sposób można zaopatrzyć się we wszystkie potrzebne rzeczy. Nic dziwnego, skoro najbardziej oczekiwanymi prezentami świątecznymi w Polsce są kosmetyki, książki i słodycze (a przynajmniej były w zeszłym roku). Sama jestem osobą, która gdyby mogła, to wszystkim kupiłaby książki, ale albo nie mogę, bo mam bana na obdarowywanie książkami, albo po prostu nie chce komuś z różnych względów dawać książki.

Wiecie, jestem jak najbardziej za improwizacją w ostatniej chwili (sama czasami tak robię), ale praca w księgarni nauczyła mnie, że przypadku kupowania książek na prezent, to nie jest to najlepszy pomysł. Nawet opowiadałam już trochę o tym w tragicznej historii kupowania książek na prezent. Teoretycznie zawsze możecie wpaść do księgarni, załapać pierwszą lepszą książkę i mieć problem z głowy, ale powiedzmy sobie szczerze, że prawdopodobieństwo, że trafimy w gust osoby obdarowywanej jest raczej niewielkie. Dlatego mając w pamięci swoje doświadczenia, postanowiłam Wam podpowiedzieć co możecie zrobić, żeby wybrać coś dla najbliższych.

Po pierwsze musicie się dobrze zastanowić, jak dużo czyta osoba, którą chcecie obdarować książką. Możecie się śmiać, ale to podstawa. Całkiem inną strategię trzeba przyjąć, kiedy kupujecie książkę osobie, która nie nadąża z czytaniem wszystkiego, co by chciała (no bo przecież połowę Waszych pomysłów kupiła zanim Wam przyszły do głowy). Natomiast zupełnie inaczej musicie się nastawić do wyboru książki dla osoby, dla której możliwe, że będzie to jedyna książka przeczytana w danym roku (nie chcecie mieć na sumieniu tego, że przeczyta coś, co jej się nie spodoba, prawda?), albo po prostu postawią ją na półce, żeby się kurzyła (w takim przypadku tym bardziej musicie się postarać, żeby wyglądała ładnie!).

Książkowy Alergik



Można by się zastanawiać, dlaczego ktoś chce kupić książkę osobie, która ma na nie alergie. Są trzy opcje:

a) albo ten ktoś jest masochistą i uważa, że w końcu uda mu się zmusić zachęcić daną osobę do czytania (w końcu jest tyle wydanych książek, że każdy znajdzie coś dla siebie - prawda?),
b) albo dowiedział się, że dana osoba chciałaby dostać książkę jako prezent (jeżeli podał dokładny tytuł to tym lepiej) i mimo zdziwienia chce spełnić oczekiwania,
c) albo chce iść na łatwiznę, bo w końcu książka to zawsze dobry prezent, a jak jej obdarowywany nie przeczyta, to przynajmniej postawi i będzie +10 do mądrości/szpanu/ścierania kurzy (skreślić niepoprawną odpowiedź).

Będąc znaną realistką (chociaż niektórzy pewnie nazwaliby mnie pesymistka - nie wierzcie im!) oczywiście zakładam wersję trzecią - dlatego polecam kupić takiej osobie coś, co będzie robiło dobre wrażenie wizualnie. I nie jestem w tym jedyna - pracując w księgarni nie zliczę przypadków, kiedy ktoś kto nie był pewny czego obdarowywany tak naprawdę oczekuje decydował się na książkę, które będzie ładnie wyglądała na półce. Do głowy przychodzi mi oczywiście beletrystyka, która zapakowana równie dobrze mogłaby być cegłą, ale to nie tylko to! Dobrym pomysłem są jeszcze albumy - dodatkowe punkty dostaniecie, jeżeli będą one w jakiś sposób związane z zainteresowaniami obdarowanej osoby. A może książka kucharska? Albo encyklopedia. Bo nie wiem czy wiecie, ale encyklopedie nie muszą być nudne - na przykład taka Marvela czy mitologii (mam taką i polecam!).

Jeżeli jednak jesteście masochistami (szanuję i pozdrawiam!), to nie przesadzajcie, dobrze? Zerknijcie na to co było popularne w danym roku, przeczytajcie opinie osób, które już przeczytały. Z doświadczenia wiem, że w takich przypadkach królują powieści obyczajowe, kryminały, sensacje, książki historyczne (szczególnie dla rodziców i dziadków) oraz biografie. Niezłym pomysłem jest podarowanie takiej osobie książkowego pierwowzoru filmu czy serialu, który ją zaciekawił.

Czytający




Przejdźmy poziom wyżej, czyli w jaki sposób wybrać książkę dla osoby, która czyta i lubi czytać. W tym przypadku poszukiwania powinniście zacząć od researchu, co tak w ogóle ta osoba lubi czytać. Z doświadczenia wiem, że bezpośrednie pytanie “szukam czegoś do przeczytania, czytałaś/eś coś fajnego?” jest dobre, aczkolwiek należy na nie uważać, bo obdarowywany może nabrać podejrzeń, jeżeli wie, że co chwile marudzicie, że nie macie czasu czytać a macie tyle do przeczytania. Innymi sposobami na inwigilację jest dokładne przejrzenie konta na lubimyczytać czy goodreads. Albo wproszenie się do domu, żeby na własne oczy sprawdzić stan biblioteczki.

Pamiętajcie też, że gatunek to dobry początek, ale jeszcze lepiej, jeśli poznacie przykładowych autorów (czy tytuły). Doskonale wiem, że w zależności od stopnia zażyłości z osobą obdarowywaną może być to zadanie bardzo łatwe albo bardzo trudne. Kiedy już zgromadzicie te informacje czas na wybór książki. W kolejnym etapie wykorzystujecie już zdobytą wiedzę do zawężenia poszukiwań. Mogą być to poszukiwania internetowe, ale z takimi informacjami śmiało możecie szukać pomocy u zaufanych księgarzy (którzy będą mieli niezmierną radość z tego, kiedy uda Wam się coś wybrać. Przynajmniej ja miałam). W tym przypadku dobrym miejscem poszukiwań mogą być też listy książek nagrodzonych w danym roku (w zależności od preferowanego gatunku), czy listy bestsellerów (pamiętajcie tylko, że listy bestsellerów mówią o ilości sprzedanych egzemplarzy danego tytułu, a nie o jego jakości - żeby potem nie było zaskoczenia!).

Zawsze możecie też zaszaleć i wybrać książkę, która może i nie jest preferowanym gatunkiem, albo nawiązuje do Waszych wspólnych wspomnień (np. książki, którą razem gdzieś widzieliście podczas wakacji). A może macie konkretną książkę (np. Waszą ulubioną), którą chcielibyście, żeby ta druga osoba przeczytała?

Książkoholik



Ostatni, najwyższy poziom wtajemniczenia może powodować panikę u osób, które chcą podarować takiej osobie książkowy prezent. I nic dziwnego - w końcu teoretycznie książka to idealny prezent dla książkoholika. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczniemy się zastanawiać czy dana osoba:

a) ma już tę książkę,
b) już ją przeczytała.

Bo tylko tak chciałabym się upewnić, że wiecie, że to nie jest jednoznaczne.
Jako że wiem, że kupowanie książki dla takiej osoby jest bardzo ciężkie (a przynajmniej tak powtarzają to osoby, które kiedykolwiek chciały kupić mi książkę na prezent) po prostu poproście ją o listę książek, które chciałaby dostać. Naprawdę. Najlepiej żeby było to kilka tytułów, to wtedy zapewnicie minimalną niespodziankę. Albo możecie użyć tej listy, żeby wybrać coś zupełnie innego, ale w tym samym klimacie (genialne, prawda?). W tym przypadku również może przydać się znajomy księgarz, który naprowadzi Was na coś innego. Albo możecie obstawić pół na pół - coś z listy i niespodzianka. O! Albo możecie się pokusić o zdobycie książki z autografem ich ulubionego autora. Chyba, że są fanami klasyki - wtedy możecie pomyśleć o zdobyciu pierwszego lub innego wyjątkowego wydania.

Moim zdaniem dużo lepszym pomysłem na prezent dla mola książkowego są prezenty okołoksiążkowe, ale o tym porozmawiamy za kilka dni.

A jaką strategię obieracie Wy, kiedy chcecie podarować komuś książkę w prezencie?

15:49

eM radzi: co czytać?

eM radzi: co czytać?


Podobno znowu ominęła mnie jakaś afera (żeby nie napisać gównoburza) w blogosferze książkowej. Nie to żeby było dla mnie zaskoczeniem. Tak samo, jak nie jestem zdziwiona o co poszło tym razem. Dla tych, których ominęło całe to wydarzenie przedstawiam skrót (bo przecież nie będziemy linkować filmu, żeby podbijać statystyki, prawda?): poszło o to, że ludzie, którzy czytają książki są nadludźmi. Ale, ale! Nie myślcie sobie, że wszyscy. Ten tytuł należy się jedynie osobom, które czytają starannie wyselekcjonowany zestaw książek, do których nikt nie może mieć wątpliwości jak są ważne i że dają możliwość obcowania z absolutem.

Serio, serio.

Jako że w końcu udało mi się trafić na aferę w momencie kiedy jeszcze tli się zainteresowanie nią (uwierzcie mi, zazwyczaj orientuje się, że coś się dzieje, jak już jest pozamiatane), postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze. W końcu kto lepiej może doradzić co czytać, niż eM, która ma serię w której RADZI. Dlatego usiądźcie wygodnie i przekonajcie się sami, co powinniście czytać. Ale zanim do tego przejdziemy, zacznijmy od czegoś łatwiejszego, czyli czego w żadnym wypadku nie powinniście czytać.

Zacznijmy od tego, co wszyscy już dobrze powinni wiedzieć. W żadnym wypadku nie powinniście czytać literatury młodzieżowej. Jeszcze jak grupa docelowa może być usprawiedliwiona swoim wiekiem (chociaż też powinna już ustawiać w kolejce ambitniejszą lekturę!), tak wszyscy inni powinni się wstydzić i zastanowić nad swoim zachowaniem! Fantastyka, czy sci-fi też nie będzie dobrą lekturą - jeżeli czytacie (i jeszcze przyznajecie się do czytania takich książek), to proszę powiedzcie mi, czemu interesujecie się czymś co nie istnieje (i nigdy nie będzie istniało) zamiast zacząć żyć w prawdziwym świecie, co? Bardzo podobnie sprawa wygląda z baśniami i legendami - no dobrze, teoretycznie przekazują nam jakieś wartości, ale jak tak się przyjrzymy, to całe te historie to tylko zabobony i rzeczy, które teraz już na pewno nie będą miały zastosowania. A zostając w tym temacie - klasyki, chyba też nie są za dobrą lekturą, skoro większość z nich została wydana dziesiątki, czy setki lat temu. Czego dzięki nim można się dowiedzieć, co niby ma nas rozwijać? A może czytacie kryminały i thrillery? Co, za mało adrenaliny w życiu macie? Szukacie, żeby coś się działo? Obejrzyjcie sobie któryś z serwisów informacyjnych, od razu ciśnienie się Wam podniesie. A może zboczeńcy jedyni, czytacie erotyki? No ja nie wiem co to Wam daje (nie, wróć - nie chce wiedzieć, co Wam to daje). Książki obyczajowe też nie są najlepszym wyborem, bo to tylko pokazuje, że zamiast swoim życiem, żyjecie życiem innych ludzi - oj nieładnie!

Tak prawdopodobnie wygląda reakcja typowego czytelnika na powyższy akapit.


A jeżeli jeszcze tego nie zauważyliście, to wszystko co przeczytaliście wyżej było okraszone ogromną ilością sarkazmu. Już od jakiegoś czasu chciałam napisać tekst, w którym poruszam temat oceniania tego, co czytają inni. Ta afera (nie pierwsza i nie ostatnia), to jedynie wymówka. Niestety coraz częściej widzę, szczególnie w popkulturowej blogosferze, jakąś dziwną manię oceniania tego co inni czytają (czy oglądają) i co im się podoba. Szczególnie w przypadku, kiedy dana książka nie spełnia wytycznych tego co może zostać uznane za odpowiednią i poważną lekturę (oczywiście te wytyczne nie zostały nigdzie pokazane czy spisane, po prostu trzeba poczuć to, że jest to coś BARDZIEJ).

Czy jestem bez winy? Oczywiście, że nie. Wiele razy zdarzyło mi się pomyśleć O mamo, co to w ogóle za książka, dlaczego oni to czytają? Ba! Nawet kilka razy powiedziałam to na głos. Ale szybko poszłam po rozum do głowy i stwierdziłam, że to bez sensu. Nawet jeżeli ktoś czyta, coś co jest powszechnie uważane za lekką lekturę, ale spełnia swoje zadanie (którym nie ukrywajmy, najczęściej jest rozrywka i relaks), to nikt nie mówi, że za jakiś czas taka osoba nie sięgnie po coś innego. Po za tym nawet dzięki najgorszej książce możemy rozszerzyć swoje horyzonty (o, na przykład możemy się dzięki takiej książce dowiedzieć o ciekawostkach z różnych dziedzin życia, albo że niektóre zachowania ludzi denerwują nas bardziej niż inne).

I wiecie co? Wydaje mi się, że takie podejście czytelników jest głównym powodem, dlaczego w badaniach Biblioteki Narodowej wychodzi, że tak mało Polaków czyta książki. Bo może tacy ludzie i chcieliby coś przeczytać, ale zaraz im się przypomną szkolne lata, gdzie lektury były jakie były, a dodatkowo jeszcze ktoś w ich otoczeniu wygłosił płomienną mowę na temat tego, że czytać można tylko ODPOWIEDNIE, WAŻNE książki, które spowodują, że się rozwija.

Tu jest moment, w którym cisnęło mi się na usta przekleństwo, ale się powstrzymałam. Proszę, doceńcie to.

Zamiast zastanawiać się nad tym, które książki mają odpowiedni gatunek i czy jest on odpowiedni do tego, że możemy się nazwać czytelnikami, trzeba zacząć się zastanawiać co chcemy osiągnąć przez czytanie. Dla mnie obecnie jest to rozrywka i przeniesienie się w inny świat - dlatego od kilku lat najczęściej sięgam po fantastykę i sci-fi (bardzo często w wersji, którą nazywam YA dla starszych), ale w spokojniejszych chwilach uwielbiam mierzyć się z klasyką lub nagradzanymi tytułami.

Tak jak to się kiedyś w internetach mawiało: handlujcie z tym

Albo zamiast kategoryzowania i oceniania czytelników po tym co czytają, zacznijmy oceniać książki, które są naprawdę szkodliwe dla czytelników - które propagują szkodliwe zachowania, czy posiadają motywy, czy wręcz chwyty, które na celu mają jedynie szokować i dzięki temu zyskać rozgłos. Zacznijmy rozmawiać o książkach, które już przeczytaliśmy i możemy sami się wypowiedzieć co było w nich dobrego a co złego (tak jak to zrobiła Kulturalna Meduza w przypadku New Adult). Może zabrzmi to głupio, ale w tym przypadku dużo zależy od blogerów i influencerów związanych bezpośrednio, czy nawet pośrednio z książkami.

Podsumowując: czytajcie co chcecie. Jeżeli potrzebujecie się rozerwać, nie bójcie się sięgnąć po lekką lekturę. Potrzebujecie się zastanowić się nad ważnym, społecznymi problemami? Droga wolna.

Każdy w końcu znajdzie książkę dla siebie.

17:45

eM radzi: Jak przetrwać Targi Książki?

eM radzi: Jak przetrwać Targi Książki?


Są takie wydarzenia w ciągu roku, które sprawiają, że nawet największe mole książkowe (i nie tylko!) porzucają swoje (mniej lub bardziej) spokojne kryjówki, żeby przez kilka dni pobyć w towarzystwie ludzi podobnych sobie. Tak, oczywiście chodzi mi o Targi Książki.

Nie wiem czy wiecie, ale tak się składa, że jutro rozpoczynają się Warszawskie Targi Książki, dlatego jako ich stała, doświadczona bywalczyni, postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami o tym, o czym warto pamiętać wybierając się na taką imprezę. Musicie jednak wziąć poprawkę na to, że sama na targach bywam w czasie kiedy jest najwięcej ludzi (czyli w weekend) - z tego co mi wiadomo, w inne dni bywa trochę spokojniej. I żeby nie było - nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykorzystać te spostrzeżenia również przy innych książkowych okazjach. Tyle tytułem wstępu, czas przejść do konkretów.

Jeżeli śledzicie coroczne wyniki badań Biblioteki Narodowej na temat stanu czytelnictwa w Polsce i wydaje Wam się, że na imprezach książkowych nie pojawia się zbyt wiele osób - jesteście w błędzie. Co z resztą zauważycie zanim wejdzie na targi. Dlatego przygotujcie się na kolejkę do kasy biletowej, która czasami wygląda przerażająco (ja akurat od kilku lat omijam tę wątpliwą przyjemność, bo bycie blogerem w końcu się do czegoś przydaje. Ale tylko w tym momencie!).



Idąc na Targi Książki, nie nastawiałabym się na zakupy, bo chociaż książki wołają do Was ze wszystkich stron to obniżki są niewielkie w porównaniu do księgarni internetowych. Mimo to, na wszelki wypadek weźcie ze sobą gotówkę (dokładnie odliczoną kwotę) lub kartę (ustawcie sobie limit na koncie) oraz dodatkową torbę (jeżeli się da - bierzcie coś co jest bardzo pojemne i wygodnie jest to nosić z obciążeniem przez kilka godzin). Tam naprawdę unosi się coś dziwnego powietrzu, co powoduje, że niektórzy doznają dziwnych zaników pamięci i budzą się  już przy wyjściu obładowani książkami.

Musicie się również przygotować na kolejki do wejścia - szczególnie, jeśli przychodzicie na samo otwarcie. Może się okazać, że te kilkanaście minut snu dłużej zaoszczędzi Wam czekania. No chyba, że lubicie kolejki, to weźcie ze sobą książkę - niech cały ten czas będzie dobrze wykorzystany, a co!

W weekend prędkość poruszania się na terenie targów jest tak zawrotna, że nie nastawiajcie się na bezproblemowe szusowanie
z prędkością światła między stoiskami, a raczej na trenowanie stawiania jak najmniejszych kroków, żeby przypadkiem nie pozbawić kogoś przed Wami obuwia.


Lubicie tlen? Mam dla Was złą wiadomość.  Musicie o nim zapomnieć, a jeżeli już naprawdę będzie Wam potrzebny (serio, do czego Wam jest potrzebny tlen?), to możecie spróbować przebić się w stronę trybun, gdzie jak miejsce pozwoli, można na chwilę usiąść i zaplanować strategię na kolejne stoiska czy punkty programu. A właśnie - strategia to dobra rzecz (i mapka!) bo może się okazać, że żeby dostać się do kolejnego stoiska musicie obejść prawie cały teren targów (co może też spowodować, że będziecie spóźnieni).


Warto ze sobą zabrać kogoś do towarzystwa. Albo do targania książek, których się przecież nie kupiło. Albo do zajmowania miejsca w dwóch kolejkach do autorów jednocześnie. Dodatkowo uwaga: zachowanie łączności telefonicznej jest dość istotne, bo łatwo jest się zgubić. A wspominając o kolejkach - sprawdźcie za czym dana kolejka stoi, czy przypadkiem nie jest to kolejka do autora trzy stoiska dalej.

Jeżeli szukacie sal w których mają mieć miejsce wydarzenia (np. wymiana książek czy jakieś dyskusje) - idźcie za ludźmi którzy wyglądają na takich co wiedzą co robią i idą w kierunku windy (to akurat w przypadku warszawskich targów). Ja co roku szukam tych samych sal i nigdy nie pamiętam jak rok wcześniej tam dotarłam, a ta metoda o dziwo działa za każdym razem.

A na zakończenie, czy wspominałam już, że będzie dużo chodzenia i stania w kolejkach? Także wiecie, załóżcie jakieś wygodne buty - no chyba, że jesteście masochistami w takim przypadku szpilki albo nierozchodzone buty będą w sam raz!

Mam nadzieję, że powyższe rady komuś się przydadzą, a jeżeli jesteście stałymi bywalcami targów książkowych - dajcie znać, czy dodalibyście coś jeszcze.

A przy okazji - kto z Was będzie na targach w Warszawie?

12:40

eM radzi: jak zapomnieć o kanonie?

eM radzi: jak zapomnieć o kanonie?


Kanon (z ang. canon) - w rozumieniu fandomu, zbiór wszystkich faktów, które zostały udostępnione przez twórcę danego dzieła i które są traktowane przez jego odbiorców jak świętość. Możemy wyróżnić kanon-który-trudno-obalić pochodzący bezpośrednio z dzieła (z książki, odcinka serialu, filmu) oraz kanon-który-jak-zdejmiemy-okulary-to-możemy-go-przeoczyć (wywiady z twórcami, spotkania z fanami, wypowiedzi twórców w social media). 

Tak, tak. Dzisiaj będziemy rozmawiać o tym, co zrobić, kiedy twórca twierdzi, że powinniśmy pogodzić się z tym, że z naszymi kochanymi bohaterami (lub zasadami rządzącymi światem) stało się coś bardzo dziwnego, co odbiega od poprzednich zachowań bądź informacji otrzymanych przez nas na ten temat. 


W takim momencie istnieją dwie możliwości:
  • trzeba zaakceptować to, że nic w tym świecie nie jest idealne i uznać nowe informacje za część kanonu,
  • wyprzeć się i zapomnieć o istnieniu kanonu. 

W przeciągu ostatniego roku eM miała wątpliwą przyjemność bycia w takiej sytuacji (Przeklęte dziecko, Sherlock 4), dlatego podzieli się z Wami kilkoma pomysłami jak ją przetrwać. 

Pierwszą rzeczą, której możecie spróbować, jest próba zapomnienia o tym, że kiedykolwiek mieliście styczność z tym dziełem. Wiecie, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Dodatkowo, warto używać argumentu dotyczącego niewypowiadania się o czymś, czego się nie widziało, kiedy ludzie próbują wciągnąć Was w konwersację na ten temat. 

By unikać tego tematu, warto informować na każdym kroku swoich znajomych (żeby przypadkiem nie zapomnieli jaki jest Wasz stosunek do dzieła), że jeszcze nic nie widzieliście i że mają nawet nie myśleć, o najmniejszym nawet spoilerowaniu. Przy czym trzeba uważać, bo znajomi potrafią być złośliwymi bestiami, które będą próbowały uprzykrzyć Wam życie. 

Tak może wyglądać eM, kiedy nie zgadza się z kanonem

Jeżeli nie zgadzacie się z tym, co się stało w książce lub serialu, zawsze możecie przeprowadzić dogłębną analizę kanonu przed i po, której wyniki pozwolą stwierdzić, że dzieło wcale nie jest prawdziwą częścią kanonu, a jedynie żartem twórcy, który prawdziwą wersję wypuści w najmniej oczekiwanym momencie. Popatrzcie tylko na fandom Sherlocka! 

Zawsze można znaleźć też jakiś argument, który pozwoli na stwierdzenie, że dzieło jest swego rodzaju fanfiction. Na przykład twórca miał niewielki wpływ na to dzieło, albo użyczył swojego świata komuś innemu. A przecież wszyscy wiedzą, że fanfiction nie może być kanonem, prawda? eM patrzy na ciebie, Przeklęte Dziecko. 

Ekstremalna wersja, dla ludzi z dużą kasą pod ręką: wykupcie prawa do świata, obalcie stary kanon (no dobra, chodzi bardziej o obalenie tego, co Wam się nie spodobało) a na jego miejsce stwórzcie nowy (ewentualnie może być oparty na starym, bo przecież nie wszystko musiało być złe, prawda?). Chyba eM nie musi podawać przykładu. 

Zawsze też możecie spróbować przenieść się w czasie i zapobiec stworzeniu dzieła przez twórcę. Że niby nie da się podróżować w czasie? Jeżeli macie tak ważną misję, na pewno dacie radę obejść taki problem. 

A jeżeli nie chcecie ingerować w proces twórczy, żeby nie wyszło coś jeszcze gorszego (czyli jeżeli jesteście pesymistami), możecie się przenieść w czasie i zapobiec zapoznaniu się z dziełem przez Was samych. Proste? Proste. A skoro jesteśmy znowu w temacie zapominania, to wiecie, amnezja to sposób na zapomnienie. Istnieje jednak ryzyko, że sobie przypomnicie. Albo znowu się zetkniecie z dziełem. 
Tak wyglądałaby rozmowa niezadowolonych fanów z twórcami kanonu.

Spróbujcie sprawdzić, czy na pewno nie śpicie. Koszmary potrafią przybierać różne formy, a kanon, który poszedł w złym kierunku może być przerażającym koszmarem. Albo pomyślcie sobie, że to był tylko sen bohatera, który nie potrafi rozróżnić tego co się dzieje naprawdę od marzeń sennych (punkt dla Was: dzięki temu możecie się zgadzać z częścią wydarzeń!).

Jeżeli informacja wyszła od twórcy w czasie wywiadu, w mediach społecznościowych lub na spotkaniu z fanami, zawsze możecie stwierdzić, że nie uznajecie kanonu, który nie pochodzi bezpośrednio z dzieła. Trudność polega na tym, że powinniście się wyprzeć takiego kanonu w całości, bez żadnych wyjątków, żeby sprawiać wrażenie osoby, która wie co robi. 

Przy negacji kanonu, przydaje się grupa wsparcia (razem zawsze raźniej!), której członkowie mają problem z nowościami w kanonie. Dzięki temu będzie Wam łatwiej przekonać cały fandom, że pewne elementy tak naprawdę nie istnieją. Warto po cichu rozprowadzać informacje o innych elementach kanonu, tak, żeby nikt już nie wiedział co jest kanonem, a co kanonem danej osoby (headcanon). 

A Wy? Jaki macie stosunek do kanonu? Jesteście jego strażnikami, którzy kręcą nosem na każde odstępstwo, czy traktujecie go luźno? Co robicie, kiedy widzicie, że twórców poniosło i nie zgadzacie się z tym co się stało?

23:17

eM radzi: Co czytać w Święta ?

eM radzi: Co czytać w Święta ?

Alternatywny tytułu tego postu: Książki, które kojarzą się eM ze świętami.

eM nie wie jak to u Was wygląda, ale oprócz jedzenia i spędzania czasu z rodziną (chociaż chyba i tak to wszystko na jedno wychodzi), Święta, szczególnie te Bożego Narodzenia, kojarzą się eM z czasem, kiedy można nadrobić swoje czytelnicze statystki. 

A kiedy jeszcze za oknem biało i zimno (czy ktoś może oświecić eM jaka jest prognoza na te Święta? Biało chyba nie będzie, a co z zimnem?) i nie chce się wychylać nawet nosa spoza domu, najlepsze co wtedy można zrobić, to zawinąć się w kocyk i poczytać. 

eM po analizie swoich świątecznych lektur z kilku ostatnich lat, stwierdziła, że widzi w swoich wyborach pewną prawidłowość. I stwierdziła, że się z Wami nią podzieli, bo nie przypomina sobie, żeby kiedykolwiek się zawiodła.
Chyba, że to ten świąteczny klimat na nią działa tak pozytywnie.
Albo po prostu ma bardzo duże szczęście. 


A to właśnie plany eM na Święta.
Studnia wstąpienia już się czyta.
Więcej ładnych zdjęć na instagramie. 

Grube książki

eM nie wie jak Wy, ale ostatnio, najczęstszym miejscem w którym ma czas i ochotę czytać jest komunikacja miejska (no chyba, że jest problem z miejscem, to wtedy nawet czas i ochota nie pomogą w czytaniu). Co za tym idzie, kiedy eM wybiera książkę w wersji papierowej do spakowania na podróż, często oprócz chęci przeczytania, kieruje się również jej gabarytami.
Oczywiście, że ten problem można rozwiązać książką w wersji elektronicznej, ale jak już się kupiło cegłę, to chciałoby się nią nacieszyć, prawda?

Dlatego eM zostawia sobie książki, które mogłyby spowodować kontuzję jej ramienia (lub ręki) na czas, kiedy nie musi się z nimi przemieszczać.
W przypadku eM, grube książki na półce oznaczają, że czeka na nią historia w której cały czas coś się dzieje. I czego tu nie lubić?

Klasyka

W przypadku klasyki ważny jest czas.
Oczywiście, są książki, które mają swoje zaszczytne miejsce na liście książek, które trzeba przeczytać, i nie są wcale takie straszne, ale wiecie, zawsze warto spróbować zabezpieczyć sobie odpowiednią ilość czasu.

Klasyka w przypadku utworów autorów, którzy już dawno przeminęli, przypomina eM o tym, jak to kiedyś było. Co było uważane za ważne, jak zachowywali się ludzie, co nimi motywowało.

Szczególnie na ten okres, eM poleca Przeminęło z wiatrem, książki sióstr Bronte, czy Jane Austen. 

Prezenty spod choinki

Kiedy eM dostaje książkę pod choinkę (co wcale nie dzieje się aż tak często wbrew powszechnemu przekonaniu) istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pochodzi ona z listy książek, którą eM rozpowszechnia, dlatego bywa tak, że książka od razu po odpakowaniu trafia na pierwsze miejsce stosu książek do przeczytania.

Ale książki których się nie spodziewamy też mogą być wspaniałą lekturą, która pozwoli na odkrycie czegoś, czegoś nigdy sami byśmy nie wybrali. A po przeczytaniu może się okazać, że zostaliśmy fanami zupełnie nowej serii. Po za tym hej, przecież ktoś (Mikołaj oczywiście!) kto wybrał dany tytuł dla nas, chyba kierował się naszym gustem, a nie tylko chęcią pożyczenia danej pozycji i przeczytania jej osobiście, prawda?

Oczywiście, zawsze można zaliczyć wszystkie te trzy punkty jedną książką, kiedy dostanie się pod choinkę grubą książkę, którą można nazwać klasyką.
eM jest ciekawa, jakie Wy macie spostrzeżenia dotyczące czytania książek w czasie Świąt.
Macie jakieś konkretne tytuły, które są na waszej tegorocznej liście?
A może wracacie do starych, sprawdzonych tytułów?
Koniecznie dajcie znać.

A teraz eM życzy Wam wszystkim NAPRAWDĘ Wesołych Świąt. 
Zapomnijcie o zmartwieniach, najedzcie się, spędźcie miło czas z rodziną.
Przeczytajcie coś? 
Copyright © eM poleca , Blogger