Pokazywanie postów oznaczonych etykietą k-pop w książkach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą k-pop w książkach. Pokaż wszystkie posty

20:09

[K-pop w książkach] Lyla Lee - I'll Be the One

[K-pop w książkach] Lyla Lee - I'll Be the One



Kolejna książka w naszej (a raczej mojej, bo to ja to wszystko czytam) podróży po książkach z k-pop w tle, to I’ll be the One, którą napisała Lyla Lee. Tytuł ten nie doczekał się jeszcze polskiego wydania - a szkoda, bo jak na razie okazał się najlepszą książką z wątkiem k-popu, którą miałam okazję przeczytać. A przynajmniej jeśli chodzi o oryginalność w porównaniu do tego co już miałam okazję przeczytać - w końcu K-pop tajne przez poufne oraz Lśnić były do siebie na tyle podobne, że momentami śmiałam się, że czytam tę samą książkę, ale w innej okładce. 


Czego nie mogę powiedzieć o I’ll be the One. Chociaż po raz kolejny mamy dziewczynę, która marzy o tym, żeby zostać gwiazdą k-popu, tak tym razem oprócz znanej dobrze historii o tym jak ciężki jest show biznes dostajemy coś więcej. Główna bohaterka, Sky Shin, jest biseksualną Koreanką mieszkającą w Stanach Zjednoczonych, której figura jest daleka od standardów piękna w Korei a już w ogóle jeśli chodzi o koreański show biznes (krótko i dosłownie mówiąc: jest plus-size). Zupełnie nie przeszkadza jej to jednak we wzięciu udziału w przesłuchaniach do koreańskiego talent show w którym poszukiwane są osoby z potencjałem na stanie się gwiazdą. 


I bardzo dobrze, bo w końcu mamy bohaterkę, która jest doskonale świadoma swoich umiejętności (nie jest to szara myszka, która nie wie, czemu wszyscy się nią zachwycają) oraz jest gotowa na to co może ją spotkać ze względu na swoją sylwetkę. A zdaje sobie z tego sprawę całkowicie, bo musi się z tym mierzyć codziennie ze względu na podejście do tej kwestii jej własnej matki. W ogóle jestem mile zaskoczona tym jak w tak stosunkowo krótkiej książce udało się zmieścić dobry wątek relacji Sky z rodzicami - zarówno właśnie z matką jak i z ojcem. Sposób w jaki zostały one przedstawione nie zdarza się zbyt często w powieściach młodzieżowych. 


Relacje z innymi postaciami też są na plus. Bo z jednej strony mamy wątek romantyczny, który może nie był niczym odkrywczym, ale przynajmniej miałam wrażenie, że mógł się rozwinąć w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób. Dodajmy do tego również pokazanie, że mimo brania udziału w konkursie i rywalizacji, dziewczyny mogą się wspierać! Oczywiście, są też postacie negatywne, ale jednak tych pozytywnych relacji było na tyle więcej, że byłam zdziwiona do tego stopnia że co chwilę spodziewałam się, że zaraz wyjdzie jakaś drama. 


I’ll Be the One dużo zyskało na tym, że cała akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych, przez co wydaje się nie dość, że bardziej oryginalna (w porównaniu do innych tytułów z k-popem w tle), ale mimo tego porusza kwestie dotyczące koreańskiego społeczeństwa w trochę inny sposób. Wydaje mi się, że to dzięki temu, że autorka również jest Koreanką mieszkającą w USA to udało jej się uchwycić to historię w sposób bliski jej sercu. 


Jeśli chodzi o samą kwestię przedstawienia k-popu - na tyle na ile o nim mowa, bo nie ma tego zbyt wiele, nie mogę się do niczego przyczepić. Zarówno pokazano ile pracy trzeba włożyć w przygotowania i treningi, żeby coś osiągnąć, jak i jak bezwzględne jest postrzeganie kanonów urody. A do tego wspomniano o artystach z Korei (bo nie tylko k-popowych), których warto znać (m.in. Epik High, czy Ailee). 


Podsumowując, I’ll Be the One jest pouczającą, ale nie moralizatorską historią, która może być ciekawą lekturą zarówno dla osób zainteresowanych k-popem, ale również dla tych, którzy chcą miło spędzić czas. Chociaż nie ma w niej niczego odkrywczego, a momentami ilość tematów, która została poruszona może irytować (bo jest tego wszystkiego dość sporo), to bardzo miło spędziłam czas poświęcony na lekturze tej książki. Nieśmiało liczę na to, że chociaż na razie nic o tym nie słychać, to w niedalekiej przyszłości pojawi się druga część tej historii. 


Książki z k-popem w tle: 

K-pop tajne przez poufne

Lśnić


16:17

[K-pop w książkach] Jessica Jung - Lśnić

[K-pop w książkach] Jessica Jung - Lśnić


Nie można zaprzeczyć, że to jakie nastawienie mamy do czytania danego tytułu dość znacząco może wpłynąć na to jaki jest jest nasz odbiór całej historii. Nawet jeśli będziemy się starali to i tak podświadomie zupełnie inaczej będziemy traktować książki naszych ulubionych autorów, inaczej debiutantów a jeszcze inaczej osób, które wiemy, że mają ogromną wiedzę na temat o którym piszą. I tak jak w większości przypadków niewiele mi trzeba, żeby zacząć kręcić nosem jeśli chodzi o książki związane z tematyką k-popu, tak w przypadku Lśnić, które otrzymałam z księgarni TaniaKsiążka.pl, napisane przez jedną z członkiń legendarnego zespołu k-popowego Girls’ Generation - Jessicę Jung, bardzo trudno było mi to zrobić. 


Głównie dlatego, że od samego początku książka była promowana jako historia inspirowana tym co sama przeżyła Jessica i nawet dla osoby, która nie wie zbyt wiele o Girls’ Generation (czytajcie: mnie) nie trudno było znaleźć podobieństwa w jej biografii do głównej bohaterki - Rachel. Pikanterii wszystkiemu dodaje jeszcze fakt, że Jessica została wyrzucona z zespołu w niezbyt jasnych okolicznościach 29 września 2014 roku - premiera jej książki miała miejsce dokładnie 6 lat później. Przypadek? Z resztą sami przeczytajcie wywiad z autorką.


Patrząc jednak na samą historię opowiedzianą w Lśnić, to nie wydaje się ona zbyt porywająca. Kolejna historia o dziewczynie, która chce zostać gwiazdą i która musi zdecydować się co tak naprawdę jest dla niej ważne. Schemat bardzo podobny do tysięcy historii o nastolatkach próbujących odnieść sukces w show biznesie. Rachel Kim, czyli główna bohaterka, też nie wyróżnia się zbytnio niczym szczególnym na tle koleżanek, które przebyły taką samą drogę u innych autorów. Znając realia k-popu, również bardzo łatwo było się domyślić jak skończy się wątek romantyczny, który był dla mnie najbardziej infantylnym elementem historii. 


Lśnić wypada dużo lepiej, jeśli popatrzymy na całokształt. Tak jak pisałam powyżej, możliwe że tak ją odbieram, bo wiem, że została napisana przez osobę, która wie o czym pisze i może niektóre kwestie zostały trochę podkolorowane (w końcu dramy są potrzebne, szczególnie w literaturze młodzieżowej), ale jednak nie do tego stopnia jak zostało to zrobione w innych, podobnych tytułach. Tutaj nie mamy jednoznacznie pokazanego wszystkiego co dzieje się za kulisami jako złe. Powiedziałabym nawet, że dostajemy dość duże pole do tego, żeby samemu wysnuć wnioski na temat tego co sądzimy o kulisach świata k-popu. Zarówno jeśli chodzi o zachowanie firm, ale jak również samych trainee czy idoli. 


Byłam bardzo mile zaskoczona, że w Lśnić podjęto temat o którym istnieniu wiedzą wszyscy, którzy bardziej interesują się k-popem, a który mimo to nie jest zbyt często poruszany. Chodzi tu o podwójne standardy wobec żeńskich i męskich idoli czy nawet i trainee. I jedni i drudzy mają ciężko, ale niestety dziewczyny, a potem kobiety są w tej branży traktowane gorzej. Zaczynając od złośliwych komentarzy dotyczących wyglądu, standardów dotyczących wagi czy za krótkich spódnic aż po wrzucanie ich pod autobus w momencie, kiedy na jaw wychodzą związek z idolami (tak, aby uratować jego reputację). To co mi dodatkowo zaimponowało, to pokazanie jak nieświadomi wobec tego procederu mogą być męscy idole i trainee. 


Jednak żeby nie było do końca kolorowo, to muszę przyczepić się do bardziej technicznej strony. Trochę nie rozumiem, co tu się wydarzyło jeśli chodzi o tłumaczenie koreańskich zwrotów (chyba w większości nie zostały przetłumaczone) oraz o przypisy (jest ich dosłownie pięć i nie wiem czy są one potrzebne). Z jednej strony potrafię to zrozumieć, bo w końcu czytelnikami Lśnić będą głównie osoby siedzące w koreańskiej popkulturze, więc które coś kojarzą jeśli chodzi o koreański, ale nie można zapomnieć o osobach, które zbytnio nie ogarniają języka. Albo przez przypadek trafiły na ten tytuł. 


Kontynuacja historii została już potwierdzona - Bright, zostanie wydane w oryginale w październiku 2021. Nie cichną również plotki o ekranizacji. Na pewno to nie jest ostatni raz, kiedy usłyszymy o tej historii. 


Lśnić to moim zdaniem jedna z najlepszych książek, które zawierają w sobie wątek k-popu. Może nie jest ambitną, nieprzewidywalną lekturą, ale przez świadomość, że świat opisywany jest przez osobę, która doświadczyła tego wszystkiego sama powoduje, że czyta się to całkiem przyjemnie. I w końcu lekturze nie towarzyszy zażenowanie. 


Powyższa opinia, jest częścią serii tekstów w których dzielę się opiniami na temat książek z wątkami k-popowymi. Jeśli interesuje Was więcej tematów: 

K-pop tajne przez poufne


Koniecznie sprawdźcie ofertę książek o k-popie na stronie księgarni TaniaKsiążka.pl


14:22

[K-pop w książkach] Stephan Lee - K-pop tajne przez poufne

[K-pop w książkach] Stephan Lee - K-pop tajne przez poufne



Chyba już możemy powiedzieć, że temat k-popu na dobre pojawił się w świadomości polskiej branży wydawniczej. Nie tylko zaczynają pojawiać się książki dotyczące nie tylko bezpośrednio najpopularniejszych zespołów, tak na dokładkę spora część z nich ma premierę niedługo po tej premierze. Tak jak to było w przypadku K-pop tajne przez poufne Stephana Lee o którym trochę porozmawiamy. 


Zacznijmy od tego, że jest to chyba jedna z nielicznych książek, którą miałam ochotę dosłownie wyrzucić przez okno podczas lektury (a nie zrobiłam tego jedynie dlatego, że czytałam ją na czytniku ebooków i trochę szkoda by mi było się go pozbyć), a cytaty z niej powodowały, że osoby, które je otrzymywały miały ochotę zrobić to samo. A przynajmniej tak wynikało z reakcji. Żeby dobrze zrozumieć dlaczego tak się działo, musimy przejść przez trzy płaszczyzny: samej historii jako takiej, sposobu w jaki została przedstawiona oraz przedstawienia elementów dotyczących k-popu. 


Jeśli patrzeć na samą historię, to nie jest ona taka zła. Ot, kolejna historia o młodej dziewczynie, która chce spełnić swoje marzenia o zostaniu gwiazdą. Tym razem jednak dość specyficzna, bo główna bohaterka jest Koreanką urodzoną i wychowaną w Ameryce, a droga do sławy prowadzi przez przemysł k-popowy. Na tej płaszczyźnie, można stwierdzić, że to historia jakich wiele dla młodych dziewczyn, które również marzą o sławie i o tym, że zauważy je ich idol. Jedyne do czego mogę się przyczepić to zakończenie, bo wygląda na robione na szybko, tak jakby autorowi zaraz miał się skończyć limit słów a chciał umieścić w nim wszystko to co wymyślił. 


Niestety sprawa wygląda gorzej, kiedy przejdziemy do tego w jaki sposób historia została przedstawiona. Ta książka to swoiste potwierdzenie teorii, że mężczyźni nie potrafią pisać kobiecych postaci - a nastolatek to już w ogóle. Candance Park jest z rodzaju tych trochę (albo nawet trochę bardzo) irytujących głównych bohaterek, które przekonują nas (i siebie same) jak bardzo są przeciętne, po czym cały świat przedstawiony stara się temu zaprzeczyć. Wydaje mi się, że można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że mamy tu przykład Mary Sue. Przy czym wszystkie pozostałe postacie są dość jednowymiarowe - najlepsza przyjaciółka jest bardziej koreańska od Candance, uwielbiany idol jest seksowny, największa rywalka jest rywalką, bo się uwzięła. A jeśli chodzi o sam język i styl, to pozwolę sobie przytoczyć dwa fragmenty na których polegałam: “(...) a mnie przydałyby się podwójne wkładki higieniczne i to nie pod pachami a w majtkach" oraz “Wygląda niesamowicie, jak sen jednorożca z mangi”. Ja nawet nie wiedziałam jak to skomentować.


Do tego dochodzą jeszcze dwie kwestie związane z tłumaczeniem. Po pierwsze mamy w pewnych miejscach romanizację koreańskiego (czyli przekonwertowania hangula na alfabet łaciński) o którą wypytywała u źródła Mirabell (wyszło na to, że w taki sam sposób wyglądało to w oryginale), a która nie przypomina żadnej znanej nam wersji, przez co momentami zastanawiałam się czy tak można niektóre słowa zapisywać i czy dobrze myślę co one oznaczają. Bo wiecie, może nie jestem specem od koreańskiego, ale mimo wszystko kilka słów już potrafię rozpoznać a nawet zrozumieć. Druga kwestia dotyczy tłumaczenia stwierdzeń związanych bezpośrednio z k-popem. Osoby interesujące się tym tematem są przyzwyczajone do tego, że większość specyficznych określeń nie jest tłumaczona na polski - używany jest albo język angielski albo romanizacja koreańskiego. Tutaj tłumacz zdecydował się na przetłumaczenie wszystkiego na polski, przez co dostajemy krótkie rajstopy (czyli safety shorts) czy ostre dziewczyny (czyli koncept girl crush) co samo w sobie nie jest złe, jednak dla osób przyzwyczajonych do innych określeń (a które podejrzewam miały być targetem książki) może być… ciekawym doświadczeniem. Należy również uważać na słowniczek terminów k-popowych znajdujący się na końcu książki - nie jest on zły, ale niektóre kwestie mogą zostać źle zrozumiane. 


Jednak to co najbardziej przeszkadzało mi w K-pop tajne przez poufne to samo przedstawienie świata k-popu. Zaczynając już od tego, że autor stworzył dziwną hybrydę świata rzeczywistego i fikcyjnego. Z jednej strony mamy fikcyjne zespoły, które przejęły popularność istniejących zespołów (SLK to coś na wzór BTS a QueenGirl to BLACKPINK), jednak nie przeszkadza mu to w przywoływaniu zespołów naprawdę istniejących - w tym bardzo często, wspomnianych wcześniej BLACKPINK (oprócz nich pojawiło się wspomnienie o Girls’ Generation, BigBang, Red Velvet i kilku innych, jednak w większości były to żeńskie zespoły). Co więcej, na samym początku, kiedy mowa jest ogólnie o branży k-popowej w Korei, zostaje przedstawiona koncepcja czterech największych przedsiębiorstw: YG, JYP, SMtown oraz S.A.Y - trzy pierwsze naprawdę istnieją i są nazywane Big3. Obecnie, kiedy mówi się o największych przedsiębiorstwach faktycznie wymienia się te z Big3 i dołącza do tego Big Hit, czyli wytwórnię BTS. Jedni ani drudzy nie zostali wspomnieni tam ani słowem. Wszystko to powoduje niezły bałagan. Niby autor mruga do nas oczkiem, że mamy fikcyjny świat, ale zespoły są stworzone na podstawie tych istniejących, by zaraz wspomnieć o tylko jednym z tych zespołów. 


Czytając tę książkę miałam też wrażenie, że świat koreańskiego show biznesu został przejaskrawiony. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wiemy i pewnie nigdy nie dowiemy się jak naprawdę wygląda sytuacja k-popowych idoli za kulisami a doniesienia o skandalach dotyczących ich traktowania nie napawają optymizmem, ale warto też spróbować drążyć temat głębiej jeśli chce się o nim pisać i posłuchać wywiadów ex-gwiazd czy trainee, które rzucają światło na to jak to naprawdę wygląda (na przykład jak w praktyce wygląda zakaz randkowania). Dlatego czytając o tym jak trainee są zamknięci na całe tygodnie w jednym budynku, gdzie zarówno śpią jak i ćwiczą (a niżej znajdują się biura wytwórni), przy czym dziewczyny i chłopcy muszą być od siebie bezwzględnie oddzieleni (do tego stopnia, że w ich stołówce znajduje się przezroczysta płyta - ale to tylko dlatego, żeby dziewczyny widząc na sobie wzrok chłopaków jadły mniej) trochę się zdziwiłam. Sposób przedstawienia tego, bardzo przypominał mi to w jaki sposób o k-popie wypowiadają się osoby z zachodniego kręgu kulturowego, które niezbyt wiele o nim wiedzą i nie potrafią zrozumieć, że w jaki sposób k-pop obecnie wygląda wynika bardzo mocno z zasad i kultury reprezentowanej przez koreańskie społeczeństwo. Co jest dla mnie tym bardziej dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że autor jest Koreańczykiem wychowanym w Ameryce, ale będącym w temacie koreańskiej popkultur. Nie zrozumcie mnie źle - uważam, że branża k-popu ma długą drogę przed sobą jeśli chodzi o traktowanie artystów i trainee i cieszę się za każdym razem, kiedy wychodzą informacje o tym, że coś zmierza w dobrym kierunku (tak jak teraz, że pojawią się przepisy regulujące to w jaki sposób mogą pracować nieletni trainee i idole). Ale proszę, nie róbmy z tego bajki z morałem w której dziewczynie z zewnątrz udaje się zrobić coś, czego innym nie udało się zrobić przez lata. 


Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej się zastanawiam, czy sposób przedstawienia branży nie jest wynikiem tego jaka jest to historia i do kogo została skierowana - w końcu mieliśmy już przykłady historii o nastolatkach spełniających marzenia pomimo przeciwności losu i tego okropnego, zachodniego show biznesu. A że tym razem padło na k-pop? W końcu to teraz chwytliwy temat.


K-pop tajne przez poufne to kolejna książka, która potwierdza tezę, że stereotyp o tym jak to większość fanek k-popu ma pomiędzy 13 a 16 lat ma się bardzo dobrze. Nie jest to książka zła, mimo wszystko dało się ją przeczytać, myślę, że osoby będące w targecie będą miały większą frajdę z jej lektury. Ja niestety nie jestem w stanie nie zwracać uwagi na pewne kwestie. Chociaż nie powiem, nic o tym na razie nie wiadomo, ale jestem bardzo ciekawa, czy doczekamy się kontynuacji przygód Candance. 



Postem o K-pop tajne przez poufne rozpoczynamy miesiąc z książkami o k-popie, czekajcie na kolejne opinie! 


Copyright © eM poleca , Blogger