[bukszots] Żółwie aż do końca, Wieża, An Enchanment of Ravens, Percy Jackson i bogowie olimpijscy


Witajcie w kolejnej odsłonie bukszots w której oprócz tekstów znanych z fanpage'a znajdziecie nowe, jeszcze świeże opinie.
Jak zwykle będzie krótko i bez spoilerów.

John Green - Żółwie aż do końca
Są autorzy, których książki z różnych względów wolę czytać w oryginalne - jednym z nich jest właśnie John Green. Dlatego kilka dni po premierze usiadłam do czytania.
Jak było?
Z jednej strony, to nadal jest stary, dobry Green, który porusza ciężkie tematy w lekki a zarazem bardzo emocjonalny sposób. Oczywiście, znowu są szesnastolatkowie mówiący językiem, którego nie używają nawet starsze osoby? Rozkminy filozoficzne na bardzo wysokim poziomie? Jeżeli przeszkadzało Wam to w poprzednich książkach tutaj nic się nie zmieniło. Mi to nie przeszkadza (tak bardzo), ale wolę Was ostrzec.
Z drugiej strony, tym razem Green nie skupia się na związkach, podróży, czy mniej lub bardziej sensownych poszukiwaniach (no dobra, może trochę). W Żółwiach aż do końca głównym tematem jest choroba psychiczna głównej bohaterki - szesnastoletniej Azy i to jak sobie z nią radzi. Szczerze? Jestem pod wrażeniem - tego nie da się odpisać, to trzeba po prostu przeczytać
Było inaczej, ale czytało się jak zwykle dobrze. Mam nadzieję, że na kolejną książkę Johna Greena nie trzeba będzie tyle czekać.
Przy okazji Bukowy Las wydał polską wersję także w oryginalnej okładce. Zgadnijcie, kto się nie przejmuje, że nie będzie mu pasować do pozostałych książek Greena (bo poprzednimi wersjami nie była zachwycona) i ją kupił? Ale i tak - Bukowy zasługuje na brawa, że zdecydował się na obie opcje!


Daniel O'Malley - Wieża (Archwium Checkquy #1)

Zapiszcie sobie datę 29.11.2017 - to właśnie wtedy premierę miała Wieża Daniela O'Malley.
Nie pamiętam kiedy ostatnio wciągnęłam się w książkę już od pierwszej strony. Chociaż nie mogło być inaczej, skoro historia zaczyna się od listu Myfanwy do jej samej. A dokładniej od Myfanwy, która posiada wspomnienia do Myfanwy, która w niewyjaśniony sposób je straciła, a żeby było ciekawiej, obudziła się w środku parku otoczona trupami w lateksowych rękawiczkach.
Przemiły początek, prawda? (A ze mną wszystko dobrze, miło, że pytacie)
Dodajcie do tego fakt, że nasza główna bohaterka pracuje w sekretnej organizacji, która zajmuje się ochroną Wielkiej Brytanii przed nadnaturalnymi zagrożeniami. Przy czym nie jest kimś, kogo mielibyście przed oczami mówiąc o "wysoko postawionym urzędniku tajnej organizacji, posiadającym supermoce".
Wspomniałam może o sporej dawce humoru, wciągającej historii i pozostałych bohaterach o których czyta się z przyjemnością? Dodatkowo, w Wieży mamy precyzyjnie skonstruowanym świat, idealnie wkomponowany w naszą "szarą" rzeczywistość. A i nie ma wątku romantycznego. Naprawdę!
Także jeżeli w te szare wieczory, szukacie dobrego urban fantasy - łapcie Wieżę - myślę, że się nie rozczarujecie.
Mam nadzieję, że wydawnictwo Papierowy Księżyc mam nadzieję, że drugą część też macie w planach?

PS Coś mi mówi, że niedługo możecie się spodziewać konkursu, gdzie do wygrania będzie własnie Wieża. Zainteresowani?


Margaret Robertson - An Enchantment of Ravens

Przyznam szczerze, że An Enchantment of Ravens zainteresowałam się ze względu na okładkę, którą stworzyła wspaniała Charlie Bowater (kojarzycie sukienkę na okładce Dworu skrzydeł i zguby? Była wzorowana na ilustracji stworzonej przez Charlie).
Niestety, jak to bywa z moim szczęściem do tego rodzaju wyborów książkowych – treść nie dorównała okładce.  Nie było bardzo źle – dawno nie czytałam tak ciekawego przedstawienia faerie – z każdą kolejną stroną chciałam wiedzieć więcej i o faerie i o ich świecie.  Niestety w połowie książki, na sceną wkroczył ulubiony, nadużywany przez autorów YA Wątek Romantyczny, który bez skrupułów wepchnął się na pierwszy plan. I nawet to bym zrozumiała, gdyby ta historia miała jakiś cel. Punkt kulminacyjny? Zapomnijcie. Im bliżej końca, tym bardziej wszystko się rozmywa.
Nie było bardzo źle (dodaję punkty za pomysł, bo jest świetny), jednak gdybym mogła, to nie przeczytałabym An Enchantment of Ravens po raz drugi.


Rick Riordan - Percy Jackson i bogowie olimpijscy (#1-5)

Oh Percy, nawet nie wiesz jak bardzo żałuję, że nie przeczytałam książek o Tobie parę ładnych lat temu – wtedy bym Cię uwielbiała. Teraz niestety musisz się jedynie zadowolić stwierdzeniem, że podobało mi się.


Czytając Twoją historię, przypomniały mi się czasy, kiedy po raz pierwszy czytałam przygody pewnego młodzieńca z blizną na czole. Glonomóżdżku, przez te pięć części miałeś więcej szczęścia niż rozumu (szczególnie, kiedy nie było obok Ciebie Anabeth). Działo się dużo, często było zabawnie - ale były też momenty, że robiło się poważnie. Plus mitologia - czy mogłabym nie polubić czegoś, co czerpie w takim stopniu z mitologii?


Nie martw się – niedługo wrócę sprawdzić co się u Ciebie działo w herosach olimpijskich.
A w tym miejscu chciałabym podziękować Sophie & Bucherwelt za wyzwanie, dzięki któremu (w końcu!) przeczytałam pierwszą serię. I mam zamiar zabrać się za drugą. Niedługo.

0 Komentarze