O kupowaniu książek na prezent opowieść tragiczna


Co roku, kiedy zbliża się Dzień Matki, w sieci (i nie tylko) możemy zauważyć wzmożoną aktywność promocyjną sklepów i marek, które z czystej dobroci serca chcą mieć pewność, że nie zapomnimy o nadchodzącym święcie. Ba! Nawet starają się podpowiedzieć, co będzie idealnym prezentem, żebyśmy sami nie musieli zbytnio się wysilać. I kiedy w tym czasie zaglądam na strony księgarni internetowych i patrzę co jest proponowane jako idealny książkowy prezent dla mamy, muszę zrobić sobie chwilę przerwy. Bo wyobrażam sobie minę mojej mamy, kiedy dostałaby w prezencie radosną obyczajówkę, czy jeszcze gorzej - romans. Dlaczego? Bo moja Mama należy do tych osób, które w książce potrzebują rozlewu krwi. No dobrze, może nie zawsze, ale wiecie o co chodzi - na tapecie są raczej kryminały i przygodówki niż ckliwe czy urocze opowieści.

Oczywiście rozumiem z czego to wynika - przecież księgarnie nie mogą sobie pozwolić na to, żeby obniżyć cenę na cały asortyment, za każdym razem, kiedy jest jakieś święto - dlatego starają się wykorzystywać stereotypy. Niestety obawiam się, że czasami cierpią na tym obdarowywani. Dlaczego? Bo większość ludzi (chociaż zdarzają się wyjątki) nie potrafi kupować książki na prezent. No po prostu nie. I mam na to dowody.

Tak wyglądają niektórzy ludzie, kiedy przypomną sobie, że muszą kupić prezent.

Nie wiem czy wiecie (chociaż jeżeli jesteście zaglądacie tu od jakiegoś czasu, to pewnie o tym czytaliście), że w trakcie studiów miałam dwuletnią przygodę z pracą w księgarni. To było bardzo ciekawe doświadczenie - szczególnie z perspektywy osoby, która uwielbia czytać. I wiem, że chcielibyście przeczytać, że większość czasu spędzałam na czytaniu książek, a rabaty, które dostałam spowodowały, że obecnie śpię na książkach, jednak tak nie było. Moim głównym zajęciem była obsługa klientów - czy to czysto transakcyjna, czy to taka polegająca na pomocy w odnalezieniu danej książki (tak, ten tekst o tym, że ktoś nie pamięta tytułu, ale okładka była niebieska to sama prawda) lub właśnie pomoc w wyborze prezentu.

I to właśnie to ostatnie wywoływało we mnie skrajne emocje (a przy okazji trenowałam dzięki temu cierpliwość). Wiecie jak wyglądało typowe pytanie z prośbą o pomoc w wyborze książki? Dzień dobry, chciałbym kupić książkę na prezent dla mamy, może Pani coś polecić? KROPKA.

Chyba nie muszę Wam pisać, że po takim zdaniu, trudno było cokolwiek zaproponować - bo przecież dobrze by było, żeby prezent się spodobał, a to wymaga, żeby chociaż trochę znać osobę, która ma być obdarowana. Niestety, dla niektórych nie było to takie oczywiste. Zadając pytania pomocnicze (które zaczynałam od podstawowego poziomu, czyli Co Pani mama lubi czytać? Może kojarzy Pani jakiego autora lubi?) widziałam zdziwienie, a czasami nawet przerażenie w oczach pytanego. W takich przypadkach zastanawiałam się, czy nie prościej (i szybciej) byłoby wybrać książkę na chybił trafił. Wtedy też, zaczynałam się zastanawiać jaki jest w ogóle sens dawania prezentów najbliższym, kiedy nawet nie chce się trochę wysilić (wybieranie w ten sposób książki dla osoby, którą niezbyt dobrze znamy jest usprawiedliwione w tym przypadku).

Tak prawdopodobnie wyglądałaby moja reakcja na brak
\wiedzy kupującego o obdarowywanym. Gdybym mogła ją pokazać.

Posłużyłam się przykładem prezentu dla mamy, ale tak naprawdę taki sam scenariusz był stosowany w każdym przypadku - książki zamiast kwiatka na ślub, prezentu dla dziecka (tu jednak kupujący starali się wskazywać wiek dziecka - co tak naprawdę i tak średnio pomagało bo to co czytają dzieci i na jakim poziomie zaawansowania są jest oddzielnym tematem, zahaczającym o to jak wyglądała moja ewolucja czytelnicza).

Ale pomoc w wybieraniu książki na prezent to też miłe wspomnienia - szczególnie, kiedy po pewnym czasie klient wracał z uśmiechem na twarzy, żeby poinformować, że książka się podobała obdarowywanemu i że prosi o więcej. Nigdy też nie zapomnę, jak pomagałam jednej z klientek wybrać książkę, dla jej koleżanki, która była zafascynowana językiem polskim (i chyba nawet studiowała polonistykę!). Tytuł musiał być oczywiście polskiego autora, odpadały lektury - a żeby było ciekawiej, cała rozmowa była prowadzona w języku angielskim, więc miałam dość trudne zadanie szybkiego streszczenia o czym jest m.in. Morfina Szczepana Twardocha (która została ostatecznym wyborem - to tak dla ciekawych). Ale jaką potem miałam satysfakcję!

A jak Wy wybieracie książki na prezent? Prosicie kogoś o radę, wybieracie pierwszą lepszą z brzegu, czy może macie już gotową listę tytułów z której odhaczacie kolejne pozycje?

0 Komentarze