19:58

[bukszots] Jedyne takie miejsce, Współlokatorzy, Descendant of the Crane, Aurora Rising

[bukszots] Jedyne takie miejsce, Współlokatorzy, Descendant of the Crane, Aurora Rising


Co roku przychodzi moment w którym dostaję czytelniczej blokady. Nigdy nie wiem, kiedy to nastąpi i nie mam na to sprawdzonego planu, który by się sprawdzał niczym niezawodne lekarstwo - wiem, że najlepiej wtedy działa lektura jakiegoś lekkiego tytułu, który spowoduje, że chęć do czytania wróci, ale co roku jest to zupełnie inny tytuł. W tym roku, czułam że wypadło na obyczajówkę z wątkiem romansowym którą uda mi się szybko przeczytać i jeszcze szybciej o niej zapomnieć. Dlatego zaczęłam szukać. A pierwsza próba zakończyła sukcesem, bo przeczytałam coś co jak najszybciej chciałam wymazać z pamięci, dlatego od razu sięgnęłam po kolejną książkę. 

Klaudia Bianek - Jedyne takie miejsce



Ja naprawdę chciałam dać tej książce szansę. Już samo to, że zaczęłam ją czytać (a nawet bardziej to, że ją skończyłam) powinno o tym świadczyć. W końcu ta historia wygrała konkurs zorganizowany przez We Need YA i dzięki temu została wydana. Ludzie, którzy mieli okazję ją przeczytać podkreślali jak cudownie się ją czyta i ile przy niej płakali. 

No ja też płakałam, ale bardzo mało, bo raczej ze śmiechu. Chociaż najczęstszym uzewnętrznieniem moich emocji podczas lektury był facepalm. Przyznam, że nie jestem w stanie zrozumieć pozytywnych opinii, które zebrała ta książka. Co jest dla mnie zastanawiające, bo zazwyczaj nawet jeśli stwierdzę, że to nie było coś dla mnie, to jestem w stanie określić jakiej grupie docelowej może się to spodobać. W tym przypadku mam ogromny problem. 

Bo nawet jeśli pominiemy kwestię schematów, które pojawiają się jeden za drugim i jeżeli czytaliście odpowiednią liczbę książek (lub nawet fanficków, bo to trochę nawet fanfickowe było) to spokojnie będziecie wiedzieli co się wydarzy dalej, to i tak pozostaje kwestia jednowymiarowych bohaterów o których to inni nam opowiadają jacy oni są, a sami swoim zachowaniem czy wyborami tego nie pokazują. Pojawiają się tam również krzywdzące stereotypy (np. ocenianie ludzi po wyglądzie) jak i sytuacje, które powinny zostać odpowiednio rozwiązane, czy też wyjaśnione (na przykład to, dlaczego nikt mocniej nie naciskał, żeby dowiedzieć się, dlaczego nastolatka zaszła w ciążę. Serio, większość bohaterów stwierdziła, że to jej sprawa i nie będą jej naciskać. SERIO) a nie zostało to zrobione. 

Dlatego tak jak pisałam, jest to jedna z książek, której nawet nie mam komu polecić, bo nie wyobrażam sobie, komu mogłabym to zrobić. 

Beth O’Leary - Współlokatorzy


Współlokatorzy natomiast byli dokładnie tym, czego potrzebowałam. Lekka (chociaż nie do końca) historia, z ciekawymi bohaterami (Ona pracuje w wydawnictwie, ale zajmujący się trochę.. innymi tematami niż książkoholikom mogłoby się wydawać - na przykład szydełkowaniem. On natomiast pracuje w szpitalu) których okoliczności życiowe zmuszają do tego, że wynajmują wspólnie mieszkanie. I śpią w jednym łóżku, chociaż nigdy się nie widzieli. Więcej nie zdradzę - sami będziecie musieli przeczytać jak taki układ może funkcjonować i jak to się wszystko skończy. 

Dlatego jeżeli chcecie przeczytać coś w miarę lekkiego, co nie sieknie Was dramatyzmem, ale zarazem nie będzie infantylne, czy wręcz bezsensu - Współlokatorzy są czymś dla Was. 

Joan He - Descendant of the Crane



Też nie możecie napatrzeć się na tę okładkę? Piękna, prawda? Jak tylko ją zobaczyłam, zapomniałam o moich złych doświadczeniach z książkami o pięknych okładkach (które okazywały się mieć niezbyt piękne wnętrze) i postanowiłam przeczytać tę książkę. Szczególnie, że miała być inspirowana Chinami a ostatnio motywy azjatyckie w literaturze bardzo mnie interesują. 

Czy i tym razem się dałam się oszukać? I tak i nie. Z jednej strony mam ogromny problem z tym w jaki sposób ta historia została poprowadzona. Najpierw skupiamy się na śledztwie, które przeprowadza świeżo upieczona Królowa Hesina, która stara się dowiedzieć kto stoi za zabójstwem jej ojca. Potem nagle dostajemy wyrwę w historii (serio, trzy razy sprawdzałam, czy nie zgubiłam jakiegoś rozdziału pomiędzy dwoma innymi, ale wszystko się zgadzało), żeby następnie historia skupiła się na czymś zupełnie innym (co można byłoby ogólnie określić jako pałacowe intrygi i odkrywanie własnej historii). Zupełnie nie mogę zrozumieć z czego to wynika - czy ktoś zmusił autorkę do skrócenia powieści? Czy lepiej wyszłaby na rozbudowaniu historii na kilka części? Trudno powiedzieć.

Z drugiej strony, jak już udało mi się ogarnąć o co w tym wszystkim chodzi, to zakochałam się w tym świecie na tyle, że z chęcią przeczytałabym o nim więcej. Ba! Samo zakończenie spowodowało, że chętnie przeczytałabym kontynuację tej historii, ale nie tylko, bo nie pogardziłabym również opowieścią o tym co działo się przed wydarzeniami z Descendant of the Crane. Na co podobno są szanse - sama autorka stwierdziła, że w swojej głowie ma już dwie historie, które nie można nazwać kontynuacją, ale dzieją się w tym samym świecie. 

Amie Kaufman, Jay Kristoff - Aurora Rising (The Aurora Cycle #1)



Jeżeli po Aurora Rising spodziewacie się tego samego co po Illuminae, to muszę od razu Wam to wybić z głowy. Nie mamy tutaj kolejnej cegły pełnej plików, obrazków czy czatów. To jedyne co łączy te dwie serie to nazwiska autorów i to że dzieją się w kosmosie. I żeby była jasność: oficjalnie potwierdzono, że te dwie historie dzieją się w zupełnie innych światach. 

Czy to oznacza, że powinniście spisać na straty Aurora Rising? Nie, wręcz przeciwnie. 

Tym razem dostajemy szóstkę zupełnie różnych bohaterów, którzy w dość przypadkowy sposób zostali wybrani, żeby razem pracować. I jak to bywa w takich przypadkach, udają się na wspólną misję, która nie idzie tak jak to było zaplanowane. Mamy tutaj i dużo przygody, trochę miłostek, ciekawie stworzone organizacje międzyplanetarne (wiecie o co chodzi) jak i sytuację polityczną, sporo humoru, ludzie zamrożonych przez kilkaset lat, kosmitów oraz elitarną szkołę dla służb porządkowych. 

W skrócie: jeżeli tak jak ja uwielbiacie motyw współpracy przypadkowych bohaterów (coś w stylu Szóstki Wron czy Pozłacanych wilków) a także podróże w kosmosie - uważam, że będziecie zadowoleni z lektury. 

21:50

Dlaczego książkowe podróże wcale nie są takie fajne?

Dlaczego książkowe podróże wcale nie są takie fajne?

Podczas promowania czytelnictwa samego w sobie możemy usłyszeć (bądź przeczytać) różnego rodzaju zwroty, żeby nie napisać frazesy, które powtarzane są niczym refren w piosence disco polo. 

Jeden z nich dotyczy magicznej właściwości książek, które mogą nas przenieść do innego świata. Muszę przyznać, że nigdy się nie zastanawiałam się nad głębszym sensem tego stwierdzenia. Wtem przyszedł moment, kiedy postanowiłam stworzyć listę światów książkowych do których fajnie byłoby się wybrać podczas wakacji. I żeby nie było - ja naprawdę nad tym długo myślałam (bo tak jak zwykle u mnie bywa, pomysł powstał już jakiś czas temu, a jego wykonanie jakimś dziwnym trafem było odkładane na coraz to późniejszy termin). Aż do teraz, kiedy po całej tej długiej analizie stwierdziłam, że nie jestem w stanie przygotować takiej listy. 

Bo tak naprawdę, wszystkie światy, którymi jestem zafascynowana i o których mogłabym napisać, że chciałabym się tam wybrać i przeżyć przygodę, czy chociaż poznać tych, których historia gra tam pierwsze skrzypce, są światami w których bym długo nie przeżyła. I żebyście mieli jasność, mam na myśli te światy o których czytam - czyli głównie nad tymi fantastycznymi i sci-fi. 

Zacznę od skrajnego przykładu, który pokazuje, że jednak czytelnicy nie są masochistami i jakiś tam instynkt zachowawczy mają. Kojarzycie, żeby ktokolwiek powiedział Wam, że chciałby się znaleźć w świecie Igrzysk śmierci

No właśnie! 

(a jeżeli ktoś naprawdę Wam kiedyś tak powiedział, to proszę, sprawdźcie czy u tej osoby wszystko w porządku)



Na kompletnie drugim końcu skali mamy za to Harry’ego Pottera, gdzie trudno znaleźć osobę, która przeczytała czy obejrzała tę historię i nie czekała na list z Hogwartu (nawet jeśli miała więcej niż 11 lat w momencie lektury, wiecie jak to jest z biurokracją). I oczywiście, sama stałabym w pierwszym rzędzie i ekscytowała się, gdyby była taka możliwość, ale z drugiej strony… Dlaczego?

W końcu chociaż magia wydaje się fajną sprawą, tak jak się nad tym mocniej zastanowić, to czarodzieje wcale nie mają prostego życia. Nawet jeśli założymy, że przeniesiemy się w spokojne czasy (znaczy takie, gdzie Voldemort nie siał paniki), to czeka nas ogromna liczba zasad i bycie cały czas czujnym. CAŁY. CZAS. Bo przecież w każdej chwili można zostać zauważonym przez mugoli. No chyba, że jest się w miejscu tylko dla czarodziejów, ale wtedy za to można oberwać jakimś zaklęciem, czy nie wiem… Zostać zaatakowanym przez fantastyczne zwierzę. A Hogwart? Czy wy wyobrażacie sobie, ile trzeba byłoby się uczyć? I może transfiguracja wydaje się na pierwszy rzut oka fajniejsza niż matematyka, tak obstawiam, że po dwóch lekcjach z chęcią wróciłabym do rozwiązywania zadanek. 

Podobnie ma się sprawa w przypadku książek typu paranormal romance - ja nie wnikam kto ma jakie preferencje, ale patrząc na najbliższe (no i może trochę dalsze) otoczenie bohaterek, których wybrańcami są wampiry, to bardziej prawdopodobne będzie raczej zostanie uśmierconym przez supernaturalne stworzenie niż znalezienie takiego, co się dla nas (Was?) zmieni i przejdzie z Wami na drogę miłości. Plus nie wiem czy to jest nawet wykonalne, bo jak popatrzymy na to jakimi bohaterkami są panny w których gustują wampiry czy inne wilkołaki (patrzę na Ciebie Bella. I na Ciebie Elena też!), to tak trochę nie jestem pewna, czy w prawdziwym świecie można być aż tak irytującym. 

To może zostańmy Nocnymi Łowcami? Walczmy z tymi niedobrymi potworami i demonami, miejmy supermoce dzięki ładnym tatuażom i w ogóle bądźmy ładni, bo nie ma nieładnych Nocnych Łowców. I będziecie mogli zwiedzać różne kraje, dzięki portalom i w ogóle będzie super. Tylko nie wiem, czy pamiętacie, że no… Przewidywana średnia życia Nocnych Łowców jest strasznie niska, no bo… Narażają życie, żeby chronić resztę ludzi od potworów i demonów? I nawet nie zaczynajcie, że moglibyście być któryś z nadnaturalnych stworzeń - czy wiecie ile zasad muszą przestrzegać, żeby przypadkiem (albo nie przypadkiem) nie zginęli? Czy wyobrażacie sobie jakie to musi być męczące? 



Zaczęłam się zastanawiać, czy może któraś z historii z elfami, czy faerie nadawałaby się do wycieczki, ale też nie! Nie dość, że mówią zagadkami (od których może rozboleć głowa, bo wszystko fajnie, pięknie ale spróbuj przeprowadzić jakąkolwiek rozmowę w taki sposób, jeżeli nie jest to zagadka, która ma Ci pomóc w dalszej wyprawie mającej na celu uratowanie świata) to dodatkowo/lub nie potrafią kłamać, więc mówią wszystko w taki sposób, że nawet jeśli zagadki słowne, to Wasze drugie imię (co byłoby fascynujące, dajcie znać!) to na pewno załatwią Was tak, że się nie pozbieracie przez… Pewnie nigdy. 

No chyba, że weźmiemy pod uwagę jeszcze świat(y?) stworzone przez Sarah J. Maas. Wtedy mamy terytorialnych Fae, jeżeli ktoś chciałby wybrać się w podróż w celach matrymonialnych, ale znowu - przeżywalność wygląda słabo, patrząc na nieprzewidywalność rządzących i piszącej (musiałam)

A może podróże w czasie? A może warto byłoby się wcześniej zapoznać ze zjawiskiem efektu motyla, który nieważne jaki bardzo się starasz i tak Cię dopadnie. Serio, nawet Marvela dopadł. 

Po tych wszystkich rozkminach, kiedy zaczęło mi brakować pomysłów, spojrzałam na półkę i spróbowałam znaleźć, czy może któryś z autorów, jednak stworzył świat do którego warto byłoby się wybrać, żeby było przyjemnie. Pech chciał, że mój wzrok trafił akurat na mój zbiór książek V.E. Schwab i Jaya Kristoffa, więc nawet nie próbowałam zastanawiać, się dlaczego ktoś chciałby się do światów przez nich stworzonych wybrać. 

Podsumowując, może i fajnie byłoby zwiedzić światy, którymi się zachwycamy podczas lektury, ale wydaje mi się, że prawdopodobieństwo przeżycia w nich wyglądałoby dość marnie. A ja chyba jednak bardziej wolę być żywa, niż przeżyć niesamowitą przygodę w świecie o którym czytałam. 

Dlatego ja to chyba jednak wolę pojechać sobie gdzieś nad morze, o! 

14:34

Zagraniczne zapowiedzi: sierpień 2019

Zagraniczne zapowiedzi: sierpień 2019

Chociaż za oknami gorąco, to tego samego nie można powiedzieć o atmosferze na anglojęzycznym rynku wydawniczym, na którym bardzo trudno jest znaleźć równie gorące premiery. Przyznam szczerze, że o większości z tych tytułów dowiedziałam się podczas poszukiwań książek o których mogę Wam napisać - oczywiście są tutaj również kontynuację serii, ale z wiadomych względów (spoooileeeryy) nie będę się zagłębiała w ich akcję, a jedynie wspomnę, że się pojawią (bo nie wiem czy też tak macie, ale ja zbyt często jestem zaskoczona, że wyszła kolejna część historii na która czekałam)

Erin A. Craig - House of Salt and Sorrows

Premiera: 6 sierpnia 2019



Annaleigh mieszka w Highmoor, dworze przy morzu razem z siostrami, ojcem i macochą. Kiedyś było ich dwanaście, jednak samotność wypełnia wielkie korytarze od kiedy życie czterech dziewcząt skończyło się za wcześnie. Każda ze śmierci była bardziej tragiczna niż poprzednia - zaraza, gwałtowny upadek, utonięcie, poślizgnięcie się - a wśród mieszkańców okolicznych wsi panuje przekonanie, że rodzina jest przeklęta przez bogów. 

Zaniepokojona serią widmowych wizji, Annaleigh zaczyna coraz bardziej podejrzewać, że te  śmierci nie były przypadkowe. Jej siostry wymykały się każdej nocy, żeby uczestniczyć w balach, tańcząc aż do rana w jedwabnych sukniach i mieniących się pantofelkach i Annaleigh nie jest pewna, czy powinna je zatrzymać czy dołączyć do ich eskapad. Ponieważ z kim, lub z czym tak naprawdę tańczą? 

Kiedy relacja Annaleigh z tajemniczym nieznajomym, który ma własne sekrety, robi się coraz bliższa, rozpoczyna się wyścig by zapobiec ciemności, która dopadła jej rodzinę - zanim pochłonie i ją. 

Mara Rutherford - Crown of Coral and Pearl (Crown of Coral and Pearl #1)

Premiera: 27 sierpnia 2019



Przez pokolenia książęta Ilary brali za żony najpiękniejsze panny z oceanicznej wioski Verania. Jednak chociaż każda dziewczyna chciałaby zostać wybrana na kolejną księżniczkę, koszt zostania członkiem rodziny królewskiej jest większy niż mogłoby się im wydawać...

Nor marzyła kiedyś, żeby zobaczyć bogactwo i piękno Ilary, królestwa, które rządzi jej wioską tak długo jak tylko pieta. Jednak kiedy wypadek z dzieciństwa zostawia na jej twarzy bliznę na stałe okazuje się, że jej siostra bliźniaczka Zadie prawdopodobnie zostanie wybrana aby poślubić Księcia Koronnego - Nor pozostanie sama, nie mogąc postawić stopy na lądzie. 

Kiedy Zadie zostaje poważnie ranna, to Nor jest wysłanado Ilary, żeby zająć jej miejsce. Ku niezadowoleniu Nor, jej przyszły mąż, Książę Ceren jest równie niegościnny i chłodny jak jego dom - zamek w górach do którego nie dochodzi światło słoneczne. Im bardziej zbliża się do jego brata, Księcia Talina, Nor odkrywa przerażającą prawdę o królewskiej krwi, zamordowanej królowej… i planie zniszczenia domu, który kiedyś tak bardzo chciała opuścić. 

Żeby ocalić swoich ludzi, Nor musi nauczyć się lawirować wokół protokołu dworu w którym rządzą kłamstwa i obsesja. Jednak odkrycie jej własnej, potężnej siły może spowodować, że jednym ruchem straci wszystko: koronę, Varenię i Zadie. 

Stacey Lee - The Downstairs Girl

Premiera: 13 sierpnia 2019



W ciągu dnia siedemnastoletnia Jo Kuan pracuje jako pokojówka okrutnej córki jednego z najbogatszych mężczyzn w Atlancie. W nocy zaś, Jo pisze pod pseudonimem autorską kolumnę z poradami dla dystyngowanych pań z Południa - “Droga Panno Sweetie”. Kiedy jej kolumna staje się popularna, zaczyna używać potęgi słowa, żeby zaadresować część społecznych problemów, jednak nie jest przygotowana na reakcję zwrotną, która pojawia się, kiedy próbuje podważyć zakorzenione idee dotyczące rasy i płci. 

Podczas gdy jej oponenci starają się odkryć sekretną tożsamość Panny Swetie, tajemniczy list powoduje, że Jo wyrusza na poszukiwania własnej przeszłości i rodziców, którzy porzucili ją jako dziecko. Kiedy jej starania prowadzą ją do bycia na celowniku najbardziej niebezpiecznego kryminalisty w Atlancie, Jo musi zdecydować czy dziewczyna, która  przyzwyczaiła się do życia w cieniu jest gotowa wyjść na światło. 

Rainbow Rowell, Faith Erin Hicks - Pumpkinheads

Premiera: 27 sierpnia 2019



Deja i Josiah są sezonowymi najlepszymi przyjaciółmi. 

Każdej jesieni, przez całe liceum, pracowali ze sobą na najlepszej fabryce dyni na całym świecie (niezbyt wiele osób wie, że znajduje się ona w Omaha w Nebrasce, ale tak jest naprawdę). Żegnają się w każde Halloween i wracają każdego 1 września. 

Jednak to Halloween jest inne. Josiah i Deja są w ostatniej klasie liceum i jest to ich ostatni sezon na farmie dyni. Ich ostatnie wspólne zmiany. Ich ostatnie pożegnanie. 

Josiah jest gotowy pogrążyć się w melancholii z tego powodu. Deja nie chce pozwolić mu odejść. Ma plan - co jeśli, zamiast marudzenia i typowego rzucania nasionami fasoli w hatkę Succotash - odejdą z przytupem? Mogliby wszystko zobaczyć! Mogliby spróbować wszystkich przekąsek! I Josiah mógłby w końcu porozmawiać z tą uroczą dziewczyną do której wzdycha od ponad trzech lat...

Co jeśli ich ostatnia zmiana zamieni się w przygodę? 

Kontynuacje




Z innych ciekawych premier, które będą miały premierę w sierpniu, warto wspomnieć o kontynuacji The Poppy War R.F. Kuang, czyli The Dragon Republic (premiera 6 sierpnia 2019) oraz o drugiej części Dance of Thieves Mary E. Pearson (autorki Fałszywego Pocałunku) o tytule Vow of Thieves (premiera 6 sierpnia 2019) 

A jeżeli jesteście ciekawi co ciekawego słychać na polskim rynku wydawniczym, idźcie zobaczyć co przygotowała Gosiarella.
Copyright © eM poleca , Blogger