[bukszots] Wicked Fox, Zakon Drzewa Pomarańczy, Ninth House, The Queen of Nothing


W dzisiejszej odsłonie bukszots podzielę się z Wami moją opinią na temat kilku książek, które w ostatnim czasie miałam okazję przeczytać. O większości z tych tytułów powinniście coś słyszeć. Powiedziałabym wręcz, że wszystkie z nich były bardzo oczekiwanymi premierami - czy to w mniejszym czy szerszym gronie czytelników. 

Kat Cho - Wicked Fox (Gumiho #1)




Najbardziej oczekiwana przeze mnie książka tego roku na którą musiałam czekać dłużej niż się spodziewałam, bo po raz kolejny okazało się, że poczta mnie nie lubi (jakby kogokolwiek lubiła). I tak, przyznaję się - nie mogłam się doczekać tej książki przede wszystkim ze względu na piękne zagranie marketingowe i nawiązywanie do k-dram w jej promocji. I chociaż czasami takie promowanie może być rozczarowujące dla potencjalnego czytelnika, tak w tym przypadku byłam w pełni usatysfakcjonowana. 

Tak, w końcu dostaliśmy k-dramę w książkowej wersji! Może troszeczkę zamerykanizowaną w pewnych aspektach przypominającą typowe YA, ale nadal kultura koreańska i zachowania znane z dram są bardzo widoczne (wręcz jestem pewna, że ustrzeliłabym bingo). A to nie wszystko - w końcu mogłam poznać z innej strony wariację na temat Gumiho, czyli stworzenia z mitologii koreańskiej, a przez poznać z trochę innej strony (konkretnie: trochę mniej romansu, trochę więcej bycia Gumiho)

Lekka, przyjemna lektura, która powinna spodobać się nie tylko fanom k-dram. 
Z niecierpliwością czekam na kolejną część! 

Samantha Shannon - Zakon Drzewa Pomarańczy



Przestałam liczyć ile to już lat czekam na kolejną część Czasu Żniw, ale skoro Samantha zaprzestała pisanie jej na rzecz Zakonu Drzewa Pomarańczy, stwierdziłam, że warto byłoby się bliżej przyjrzeć tej historii. Szczególnie, kiedy dowiedziałam się, że będą tam smoki (no bo kto nie kocha smoków, nie?) a inspiracją były m.in. japońska mitologia i podanie o świętym Jerzym i smoku. 

Jak wyszło? Z jednej strony cudownie, bo Samantha stworzyła jeden z najbardziej rozbudowanych światów o których miałam przyjemność czytać w ciągu ostatnich kilku lat, pełnym fascynujących bohaterów (w większości kobiet!), przez co czytanie tej cegły było przyjemnością. Jednak z drugiej strony, można byłoby się przyczepić w pewnym stopniu i do jednego i do drugiego. Chociaż świat jest rozbudowany, to czasami czułam się jakby był aż za bardzo - mamy tylko jeden tom i momentami czuć było jak bardzo jesteśmy zasypywani informacjami. Z bohaterami też są problemy, bo czasami zachowują się zupełnie inaczej niż to jak byli przedstawiani wcześniej. 

Ale mimo tych wad - polecam, szczególnie, kiedy za oknem robi się coraz zimniej i perspektywa zawinięcia się w kocyk z grubą książką brzmi jak idealny plan na wieczór. 

Leigh Bardugo - Ninth House (Alex Stern #1)



Największe rozczarowanie tego roku. 
Leigh Bardugo możecie kojarzyć ze świata Griszów, który jest serią fantasy skierowaną raczej do młodzieży. Ninth House to debiut Leigh w literaturze dla dorosłych. I po przeczytaniu tej książki muszę przyznać, że widać jak bardzo to chciała podkreślić. Wręcz za bardzo. 

Co to oznacza? Że trzeba zdawać sobie sprawę, że pojawiają się tam sceny, motywy i wątki, które nie są odpowiednie dla młodszego czytelnika - przede wszystkim dlatego, że może nie być on w pełni świadomy tego jak sobie z takim wątkami poradzić. A tutaj nie znajdziemy żadnych wyjaśnień, czy moralizatorstwa, które mogłoby dać przykład jak to zrobić. Podkreślam jeszcze raz: TO NIE JEST YA.

Szczerze powiedziawszy, w pewnym momencie chciałam przestać czytać Ninth House. Na początku przez to, że czułam się jakbym nie mogła się odnaleźć w jednym wielkim chaosie, co było spowodowane częstymi zmianami czasu i narratorów. Plus serio, tam się prawie nic nie działo. A potem przyszła scena, po przeczytaniu której zrobiło mi się niedobrze. Są sceny, które się pisze, żeby pokazać jak coś wpływa na bohatera i dlaczego jest jaki jest, a są sceny, które się dowala, tylko po to by szokować. To był ten drugi rodzaj sceny. Niesmacznej i niepotrzebnej. Ale przebrnęłam przez nią, bo chciałam zobaczyć jak będzie dalej. 

Tak zwanych trigger warnings można by naliczyć kilkanaście lub kilkadziesiąt. Jest naprawdę mrocznie i ciężko się to czyta. Teoretycznie im dalej, tym więcej sensu nabierały wydarzenia, które obserwowaliśmy, ale nadal wszystko było okraszone motywami, które miały pokazać jak “dorosła” jest ta książka. 

Nie pomogła też główna bohaterką, której przez długi czas nawet nie potrafiłam opisać - dopóki ktoś jej nie nazwał mroczną wersją Belli Swan - co moim zdaniem jak najbardziej pasuje. Z jednej strony najbiedniejsza dziewczyna, której przytrafiło się wszystko złe co może się przydarzyć (a nawet więcej) a z drugiej strony - wyjątkowy kwiatuszek. 

Czy sięgnę po kolejny tom? Szczerze wątpię. 

Holly Black - The Queen of Nothing (The Folk of the Air #3)



The Queen of Nothing przeczytałam w pół dnia. Nie dość, że stron było jak zwykle za mało, to wszystko działo się tak szybko! Może nawet momentami aż za szybko. Chociaż Holly nie uniknęła przegadanych scen, co przy takiej objętości powodowało, że czułam się jakbym coś traciła. 

No dobrze, jak mi się podobało zakończenie trylogii, której pierwsza część podbiła moje serce prawie dwa lata temu? Szczerze powiedziawszy jestem trochę rozczarowana, może nie jest to złe zakończenie, ale porównując to do pierwszej części, czuję jakby niektóre rzeczy zostały pominięte, przez co dostaliśmy tylko szkielet, bez wypełnienia go scenami, które budowałyby nastrój czy emocje. Okrutny książę podbił moje serce budowaniem napięcia i planowanymi intrygami - tutaj tego mi widocznie zabrakło. 

Co nie oznacza, że spisuję całą serię na straty! Myślę, że ta trylogia to kawał przyjemnej literatury fantasy dla młodzieży i nie tylko. 

0 Komentarze