22:04

Dziewięć lat eM poleca

Dziewięć lat eM poleca


Nie wiem kiedy, ale właśnie minęło dziewięć lat od momentu, kiedy na tym właśnie blogu pojawił się pierwszy post. Patrząc na to jak zmieniła się blogosfera (bardzo) i ile razy miałam ochotę wszystko rzucić w cholerę (częściej niż myślicie) to to, że eM poleca nadal istnieje jest nie lada wyczynem. Nie wspominając już o tym, że mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jest to najdłużej działający projekt w moim wykonaniu. 


Wszystko zaczęło się od tego, że ludzie mieli mnie dosyć. A raczej mojego gadania na żywo o popkulturze - o tym, że powinnam dorosnąć i zacząć interesować się prawdziwym życiem, słyszałam tyle razy, że aż w końcu przestało to robić na mnie wrażenie. Bo tak naprawdę, co jest tego wyznacznikiem? Po latach wiem, że jeśli fascynowanie się szeroko rozumianą popkulturą, dyskusje na ten temat i odkrywanie nowych horyzontów to bycie dzieckiem - to ja nigdy nie chce dorosnąć. 


Blogowanie na samym początku było dla mnie dziecinnie proste. Od samego początku wiedziałam, że nie chce iść utartymi ścieżkami recenzji, bo przecież ja recenzji nie potrafię pisać (za wbicie mi tego i innych rzeczy, z którymi potem musiałam walczyć, do głowy serdecznie nie-dziękuję mojej polonistce), ale mam coś co mnie samą zawsze przekonuje do przeczytania, czy obejrzenia czegoś - emocje. I to właśnie o nich i na ich podstawie chciałam pisać. Wiecie, że pierwsze posty dzięki temu potrafiły powstać w ciągu godziny? Ha! Pamiętam jak potrafiłam pisać post przed samym wyjściem na zajęcia na studiach. Nie mówiąc o eMniusach, których część powstała na moim pierwszym smartfonie na korytarzach uczelni. Aż mnie ciarki przechodzą, jak przypomnę sobie, ile trzeba było się wtedy naklikać. 


Wracając do tych postów, nie powiem, żebym była z nich teraz zadowolona. Pisałam tak, że nawet mi teraz ciężko jest zrozumieć, o co chodziło. Ale nie wstydzę się tego, bo w miarę upływu czasu widać jak na dłoni jak zmienia się nie tylko sposób pisania ale i moje podejście do niego. Zaczynałam pisać posty w trzeciej osobie - było mi z tym wtedy o tyle łatwiej, że miałam wrażenie, że to nie ja się wypowiadam a ktoś inny. Że ta eM, to taka ściana, dzięki której łatwo było mi z siebie wyrzucić wszystko, o czym myślałam na temat danej książki, serialu, czy czego tam wymyśliłam. Chociaż nie powiem, moment, w którym śmieje się z własnych sucharów, jest całkiem satysfakcjonujący. 


Wszystko zaczęło się sypać, kiedy skończyłam studia. Nigdy nie byłam wybitnym blogerem, jeśli chodzi o regularność publikowania postów na blogu. Do dziś wypomina mi się wymówki związane z brakiem czasu spowodowanym pisaniem sesji, co w ekstremalnych warunkach potrafiło przeciągnąć się do kilku miesięcy (wymówka, nie sesja - całe szczęście). I słusznie. Jednak kiedy skończyłam studia i zaczęłam pracować, poczułam się jakby moja cała struktura organizacyjna upadła o ziemię i się potłukła. Bardzo długo nie mogłam się ogarnąć, a co za tym idzie, byłam bardzo bliska porzucenia bloga, bo nie dość, że nie byłam zadowolona z tego co robię, to jeszcze (a wręcz przede wszystkim) prowadzenie go przestało sprawiać mi frajdę.


Jednak wróciłam. Trochę wyciągnięta za uszy, z nowymi pomysłami a co więcej z nowymi tematami, bo właśnie w 2018 pojawił się już na dobre temat koreańskiej popkultury. I z nowym podejściem, bo przyszedł ten moment, w którym stwierdziłam, że pisanie w trzeciej już mnie nie satysfakcjonuje. Zaczęły się pojawiać serie postów - bukszots, zagraniczne zapowiedzi, przewodniki po książkach, które pomogły wprowadzić trochę struktury. 


Wtedy też zaczęło docierać do mnie, że są takie tematy, o których wiem jednak trochę więcej niż inni i że mogłabym zacząć wykorzystywać swoją wiedzę. Nie powiem, żeby proces uświadamiania się skończył, bo należę do osób, które zasadniczo zakładają, że ogólnodostępna wiedza jest wykorzystywana i tylko się dziwi, że jednak tak nie jest. Dlatego świadomość tego, że mogę być dla kogoś rzetelnym źródłem informacji jest dla mnie zarówno zadziwiająca jak i budująca, że coś co tworzę nie idzie jedynie w przestrzeń, ale ma również odbiorców. 


Bo może i zmieniłam podejście do blogowania jako takiego, tak nadal jest mi niezmiernie miło, że są ludzie, którzy czytają i wręcz czekają na to, jak coś nowego się pojawi. Przez to jest mi momentami niezmiernie głupio, kiedy obiecane posty się nie pojawiają, bo z regularnością mimo zmian w nastawianiu jest czasami lepiej a czasami gorzej. Dlatego chciałabym w końcu wyjaśnić, czemu tak się dzieje. 


Jestem złotą rybką. I mam ludzi, którzy mogą to potwierdzić. W moim mózgu kotłuje się bardzo dużo myśli i nawet w trakcie rozmowy muszę się mocno pilnować, żeby trzymać się tematu i nie wypalić czegoś z zupełnie innej beczki albo wyprzedzającego rozmowę o kilka kroków, bo o czymś pomyślałam, nie opowiedziałam swojego procesu myślowego, tylko przeskoczyłam do przodu wywołując u rozmówcy zmieszanie. Tak samo wygląda u mnie proces twórczy, co kończy się na tym, że jeśli nie mam wszystkiego dokładnie zaplanowanego i nie skupię się na jednej rzeczy, to może się okazać, że zamiast na pisaniu, skończę na reasearchu najbardziej randomowych rzeczy (albo oglądania randomowych filmików), które do tekstu na pewno mi się nie przydadzą. Raz, czy dwa może to być nawet fajne, ale w moim przypadku wiem, że muszę uważać bo inaczej nic nie zrobię. Serio. 


Szczególnie teraz, bo tak jak wszystkim sytuacja związana z pandemia dała mi się we znaki. Zmiany i różne wydarzenia w życiu prywatnym połączone z przejściem na całkowitą pracę zdalną nie były dla mnie najlepszą kombinacją. Teraz jest już trochę lepiej, coraz częściej wiem jak zaplanować, żeby w końcu coś zrobić, ale nadal niestety pojawiają się momenty, kiedy siedzę i patrzę się w pusty dokument z zamiarem napisania czegoś, nawet z planem na to jak to zrobić a nic z tego nie wychodzi. 


Zauważyłam też, że dużo wolniej zaczęłam konsumować popkulturę. Przestało mi zależeć na tym ile przeczytam czy obejrzę a staram się dobrać wszystko tak, żeby sprawiało mi to przyjemność. Chociaż stare nawyki czasami przypominają o sobie i momentami mnie stresują, tak podejście do tego z dystansem zaczyna mi się coraz bardziej podobać. 


Jakie mam plany, jeśli chodzi o przyszłość bloga? Nie mam takich, bo jakoś tak wychodzi, że wszechświat uwielbia śmiać się z moich planów i robić wszystko, żebym ich nie wykonała. Dlatego będzie, co będzie. Pomysły mam, wszystkie są spisane w zeszycie a nowe dochodzą prawie każdego dnia - więc tematów raczej mi nie zbraknie. Oby nie zabrakło mi tylko chęci. 


Bo pisanie bloga, to tak naprawdę całkiem fajna sprawa. Pisałam już o tym jak zauważyłam poprawę w tym jak piszę i o tym jak miło mi być źródłem informacji. Nie mogę nie wspomnieć też o bardzo ważnej części tego wszystkiego - czyli o ludziach. Zarówno tych, którzy są czytelnikami od początku, tych, którzy pojawili się dopiero niedawno jak i tych którzy znaleźli się przez przypadek. Nie ważne czy się wypowiadacie, czy tylko zerkacie - cieszę się, że jesteście. I mam nadzieję, że mimo wszystko zostaniecie. 


Na koniec podziękowania dla wszystkich tych, których dzięki blogowi poznałam i z którymi utrzymuję kontakt, nawet jeśli niektóre z Waszych blogów pokryły się kurzem. Dzięki, że jesteście, dzięki że mogę z Wami ponarzekać i dziękuję, że potraficie mnie kopnąć w tyłek nawet na odległość. 


xoxo

eM


18:51

[eMniusy] Audiobooki na Spotify

[eMniusy] Audiobooki na Spotify



Kilka dni temu na moim radarze pojawiła się bardzo ciekawa informacja - mianowicie okazuje się, że na Spotify są dostępne audiobooki. Oczywiście nie można mieć wszystkiego i nie dość, że audiobooków w języku polskim jest niewiele to są to głównie lektury. Jednak sytuacja wygląda lepiej w przypadku innych języków. W związku z tym, że w takich przypadkach głównie posługuję się językiem angielskim to właśnie na nim się skupię, chociaż nie mogę nie wspomnieć o audiobookach, które znalazłam w języku niemieckim. 


Zacznijmy od podstawowej kwestii: Spotify nie ułatwia znalezienia audiobooków w swoim serwisie. Jak muzykę i podcasty mamy pięknie podzielone, wyróżnione i opisane tak, że nie potrzebujemy dużo czasu, żeby coś znaleźć, tak w przypadku audiobooków musimy się nagrzebać, żeby chociaż sprawdzić jakie są w ogóle dostępne w serwisie. Bo nie wiem czemu, ale ktoś pomyślał, że najlepszym sposobem na stworzenie bazy audiobooków, będzie stworzenie playlist w których można mieć nawet po kilkaset plików. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że w samych playlistach mamy różny sposób dodawania książek. Znajdziemy zarówno pierwszy plik danej książki (co ciekawe, może być to np. pierwszy plik pierwszej ale również i trzeciej części serii - nie oznacza to, że pozostałe części są w danej playliście wyróżnione), ale możemy również na playliście znaleźć wszystkie pliki składające się na daną książkę. W rezultacie, żeby znaleźć coś ciekawego trzeba się dobrze nascrollować i naklikać - dlatego przed Wami kilka podpowiedzi z mojej strony. 


Jak znaleźć audiobooki na Spotify: 


Opcja A


  1. Wpisujemy “Audiobooks” w wyszukiwarkę na Spotify,

  2. Wybieramy playlistę, która najbardziej nas zaciekawi,

  3. Wybieramy plik, który nas interesuje, klikamy na autora,

  4. Na profilu autora wchodzimy w playlistę odpowiadającą danemu tytułowi,

  5. Cieszymy się audiobookiem!


Opcja B


  1. Wpisujemy w wyszukiwarkę Spotify imię i nazwisko autora, który nas interesuje, 

  2. Sprawdzamy jakie playlisty są dostępne, 

  3. Wybieramy playlistę z interesującym nas audiobookiem, 

  4. Słuchamy!


Dodatkowe rady: 


Koniecznie słuchajcie danej książki z dedykowanej jej playlisty - wtedy macie pewność, że będziecie słuchali tego, co chcecie, a nie trzech książek jednocześnie (chyba, że tak właśnie chcecie). A zanim zaczniecie słuchać, warto sprawdzić ustawienia odtwarzania, szczególnie jeśli chodzi o opcję shuffle, bo jednak myślę, że wolelibyście słuchać rozdziały w kolejności. 

Ze względu na specyfikę darmowego konta na Spotify, słuchanie audiobooków jest tam utrudnione.


Kilka playlist na początek: 


Wszystkie angielskie audiobooki

Angielskie audiobooki Fantasy i Sci-Fi

Angielskie audiobooki YA

Angielskie audiobooki Romanse

Angielskie audiobooki Bestsellery

Niemieckie audiobooki Fantasy


Tytuły, które mogą Was zainteresować: 



Rin Chupeco - Wicked as you wish

Alexis Hall - Boyfriend Material

Christelle Dabos - A Winter’s Promise

Joan He - Descendant of the Crane

P.M. Freestone - Shadowscent

Jennifer Lynn Barnes - Little White Lies

Alice Broadway - Ink

Victoria Schwab - City of Ghosts

Libba Bray - Beauty Queens

J.K. Rowling - Harry Potter (cała seria)

Suzanne Collins - The Hunger Games (cała seria)

Maggie Stiefvater - The Raven Boys


Sama zaczęłam testować (słucham Boyfriend Material) i muszę przyznać, że może to być pierwszy w moich życiu audiobook, którego wysłucham do końca. Skorzystacie z możliwości słuchania audiobooków na Spotify




10:25

Zagraniczne zapowiedzi: maj 2021

Zagraniczne zapowiedzi: maj 2021


Nie powiem, jestem zaskoczona ilością książek o których chciałabym wspomnieć w majowych zagranicznych zapowiedziach - i to pomimo tego, że już doskonale wiem, kiedy spodziewać się, że będzie ich więcej a kiedy mniej. Dlatego nie przedłużając, przed Wami sześć tytułów, które podzieliłam na dwie grupy: książki obyczajowe oraz książki z motywem azjatyckim. 



Zaczynamy od nowej książki autorki Red, White and Royal Blue, czyli Casey McQuiston, której One Last Stop (premiera: 6.05.2021) opowiada o 23 letniej dziewczynie, która zdaje sobie sprawę, że jej sympatia z metra pochodzi z roku 1970 z Brooklynu. Musi zrobić wszystko, żeby jej pomóc - i spróbować nie zakochać się w dziewczynie zagubionej w czasie - zanim będzie za późno. 


People We Met on Vacation (premiera: 11.05.2021) Emily Henry to historia Poppy i Alexa, których różni wszystko, jednak po tym jak pewnego roku połączyła ich wspólna podróż samochodem i od tego czasu są przyjaciółmi, którzy co roku spędzają wspólnie tydzień wakacji. Do momentu kiedy dwa lata temu zniszczyli wszystko i przestali od tego momentu rozmawiać. 


Natomiast The Soulmate Equation (premiera: 18 maja 2021) Christiny Lauren, to historia samotnej matki, Jess Davis, która sceptycznie podchodzi do najnowszej firmy, która na podstawie DNA ma być w stanie znaleźć bratnie dusze. Jess nie ufa jej, szczególnie, kiedy okazuje się że jej bratnią duszą miałby być założyciel firmy - Dr. River Pena, za którym mówiąc delikatnie, nie przepada. Jednak kiedy GeneticAlly przedstawia propozycję: spróbuj się poznać z Dr. Pena my Ci zapłacimy, Jess nie może odmówić. Kiedy para chodzi od spotkania do spotkania, żeby podnieść wartość firmy, Jess zaczyna zdawać sobie sprawę, że naukowiec - i nauka kryjąca się za bratnią duszą - mogą być czymś więcej, niż sądziła.



Najnowsza książka autorki Descendant of the Crane, Joan He, The Ones We’re Meant to find (premiera: 4.05.2021) to historia Cee, która przez trzy lata była uwięziona na opustoszałej wyspie bez wspomnień z wcześniejszego życia, bez możliwości przypomnienia sobie jak się tam znalazła. Wszystko co wie, to to, że gdzieś tam, za horyzontem ma siostrę o imieniu Kay. Zdeterminowana, żeby ją odnaleźć, Cee poświęca swoje dni na budowę łodzi ze złomu znalezionego na wyspie, robiąc wszystko w swojej mocy by przetrwać aż do dnia, kiedy opuści wyspę i spotka się ze swoją siostrą. 


Kiedy przeczytałam opis Tokyo Ever After (premiera 18.05.2021) Emiko Jean miałam jedno skojarzenie: Pamiętniki Księżniczki, ale w japońskiej wersji - dziewczyna mieszkająca w Ameryce, odkrywa, że jej ojciec jest księciem koronnym Japonii. 


Luck of the Titanic (premiera: 4.05.2021) opowiada o siedemnastoletniej Valorii Luck brytyjsko-chińskiego pochodzenia, która rzuciła pracę i została przeszmuglowana na Titanica z dwoma celami w głowie: spotkać się ze swoim bratem bliźniakiem Jamiem - jej jedyną rodziną, gdy oboje ich rodzice nie żyją - oraz przekonać szefa cyrku Ringling Brothers, żeby zatrudnił bliźniaków jako akrobatów. Sprytnej Val udaje się dostać do pierwszej klasy i znajduje Jamie’ego z grupą innych chińskich pracowników w klasie trzeciej. Jednak pewnej nocy dzieje się coś nie do pomyślenia - niezatapialny statek tonie - a Val i jej kompani nagle znajdują się w wyścigu o przetrwanie. 


A jeśli jesteście ciekawi co pojawi się na polskim rynku wydawniczym - wpadajcie do Gosiarelli.



Copyright © eM poleca , Blogger