[eMdramy] Czego nauczyłam się po roku oglądania kdram?


Właśnie mija rok od momentu, kiedy rozpoczęłam swoją przygodę z kdramami (a jeśli  wierzyć źródłom znalezionym przeze mnie w mediach społecznościowych - minął dokładnie rok. Zresztą rzućcie okiem na dowody poniżej). O swoich początkach pisałam jakiś czas temu, jednak wiecie jak to jest - pierwsze wrażenia bywają różne (czasami mylne), dlatego wracam do Was z moimi obserwacjami odnośnie oglądania kdram.

Zacznijmy od tego, że to cholerstwo (przy czym piszę to za całą sympatią jaką posiadam do dram) niesamowicie wciąga. Myślicie, że obejrzycie jedną dramę, żeby przekonać się, czy to coś dla Was i na tym skończycie? Nie ma takiej opcji. Zaraz po zakończeniu ostatniego odcinka zaczniecie się zastanawiać co to było, po czym radośnie pójdziecie szukać kolejnego tytułu do obejrzenia, tak tylko żeby sprawdzić, czy to tylko ta konkretna drama tak ma, czy to we wszystkich dokładnie tak to wygląda (albo podobnie).


Jeżeli jesteście przesiąknięci zachodnią, a w szczególności amerykańską kulturą (tak jak to jest w moim przypadku) przygotujcie wasze mózgi na niezły zestaw ćwiczeń. Pamiętam swoje początki, kiedy byłam przekonana, że doskonale wiem co się za chwilę wydarzy się na ekranie - i moment, kiedy działo się coś innego (czasami zupełnie innego), przez co miewałam krótkie kryzysy postrzegania tego jak można poprowadzić historię (a mój mózg nie mógł tego ogarnąć).

Mózg będzie chciał podpowiedzieć, co powinno się wydarzyć? Nie tym razem. 

Mimo, że już powinnam się przyzwyczaić, to dramy nadal mnie zaskakują - tym, że można zrobić coś inaczej (co brzmi głupio, ale naprawdę tak to czuję). Szczególnie jeżeli chodzi o elementy, które mnie irytują w zachodnich produkcjach. Ale nie myślcie sobie, że w tym przypadku wszystko będzie idealnie. Twórcy dram też nie są bez winy, a czasami bardzo trudno powstrzymać się od facepalma. I w tym momencie czas na kolejne przemyślenie: dramy trzeba oglądać z kimś. Niekoniecznie musi to być ktoś siedzący obok Was (znaczy wiecie, ja tego nie testowałam, bo nikogo nie udało mi się zmusić przekonać do oglądania dram, ale wyobrażam sobie, że komentowanie na bieżąco musi być fajne), zawsze możecie komentować co się dzieje, wymyślać pokrętne teorie i zastanawiać się, jakby wyglądał dany wątek, gdyby został przemielony przez Amerykanów, przez komunikatory internetowe (cześć Gosiarella!) albo znaleźć grupę wsparcia, która rozumie i nie ocenia, bo doskonale wie jak to jest oglądać dramy (albo założyć ją samemu - polecam rozwiązanie i pozdrawiam tych co wiedzą!).  


Dramy wymagają również dobrej organizacji i rozplanowania. W moim przypadku polega to przede wszystkim na podjęciu decyzji o tym, czy dany tytuł będę oglądała na bieżąco, czy może będę go maratonowała już po zakończeniu. W pierwszym przypadku, warto pamiętać o tym, że kiedy opuszcza się jeden dzień emisji (czyli jeden lub dwa odcinki - w sumie godzinę), to nadrobienie tego bywa trudne. A jeżeli chodzi o maratonowanie - polecam trzymać się zasady Jeden weekend = Jedna drama. Samo zapamiętanie na którym odcinku skończyło się seans (i czy przypadkiem już się tego nie oglądało) też stanowi wyzwanie, w którym pomagają serwisy w których można kontrolować i zapisywać co już się obejrzało - w moim przypadku jest to MyDramaList (gdzie możecie zobaczyć co już obejrzałam, co mam w planach a nawet zaprosić mnie do znajomych).


Dramy będą się starały Was oczarować wszystkimi możliwymi sposobami.

Dramy uczą też tego, że nie można być pewnym szczęśliwego zakończenia (a zwłaszcza, kiedy oglądacie dramę historyczną - bądźcie pewni, że połowa obsady skończy w kałuży krwi). Oglądacie komedię romantyczną, gdzie wszystko jest przesłodkie, więc myślicie, że główni bohaterowie będą mieli bajkowe zakończenie - uważajcie na swoje serduszka, bo to błędne podejście. Podobnie jest w przypadku, kiedy drama ma bardzo ciekawy początek - jesteście zachwyceni pierwszymi odcinkami, a potem się okazuje, że scenarzyści chyba zapomnieli co było główny wątkiem. Dlatego jeżeli oglądacie, powinniście być przygotowani na wszystko - teoretycznie brzmi to jak rada przy oglądaniu pierwszego lepszego serialu, ale jeżeli obejrzycie kilka dram, to zrozumiecie o co mi chodziło.


Nie wiem czy wiecie, ale jest wiele form serduszkowania. Dzięki dramom nauczyłam się kilku z nich i nie powiem, uznaję je za przeurocze. Plus dowiedziałam się, że serduszkować można wszędzie i wszystko i wygląda to o wiele lepiej niż lajkowanie. Rok z dramami przekonał mnie również do humoru sytuacyjnego - do pewnego momentu byłam zwolenniczką ironii i sarkazmu, jednak po roku oglądania czasami absurdalnych gagów, chyba zaczęłam się przyzwyczajać. I wiecie co? To naprawdę poprawia humor!


Prawdopodobnie tak właśnie skończycie oglądając dramy

I prawie bym zapomniała - płaszcze (koniecznie pełna szafa!) są główną, niezbędną częścią garderoby. Nie przekonacie mnie, że jest inaczej!

Już mieliście styczność z dramami? Czego ciekawego nauczyliście się podczas ich oglądania? A może chcielibyście zacząć, ale nie wiecie od czego (nie bójcie się, niedługo Wam coś podpowiem!).

0 Komentarze