Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańska popkultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańska popkultura. Pokaż wszystkie posty

18:50

Subiektywny przegląd k-popu - II połowa 2021

Subiektywny przegląd k-popu - II połowa 2021


Nie wiem czy to kwestia tego, że coraz bardziej trendy w k-popie starają się dopasować do tego co lubi młodsza generacja, czy może wytwórnie ze względu na ograniczone możliwości zarobku zdecydowały się nie ryzykować, ale w 2021 czułam się trochę zagubiona. Niby pojawiały się piosenki, które koniec końców polubiłam, ale z większością z nich musiałam się wcześniej długo osłuchać (co czasami robiłam wbrew swojej woli - dzięki TikTokowi). Tak jak pisałam w podsumowaniu pierwszej połowy roku, niby, ale nie ma tego wow, które w poprzednich latach chociaż raz się trafiło. Poniżej znajdziecie jedynie wybrane piosenki w teledyskach lub występach, całość znajdziecie na playliście tutaj.


W tym roku, chyba jeszcze bardziej niż w poprzednim, potrzebowałam więcej muzyki, która potrafiłaby mi poprawić trochę humor. Jeśli chodzi o radośniejszy vibe, to oczywiście nie mogło zabraknąć Twice z ich angielskim singlem The Feels oraz z koreańskim comebackiem, który spodobał mi się chyba nawet bardziej, czyli Scientist. A do tego dość bezpieczne (jak na ponad roczną przerwę) Queendom i Pose od Red Velvet. 




Kontynuując bardziej energiczne klimaty, mamy ITZY i LOCO, które jest typowym utworem ITZY, ale przynajmniej lepszym od Mafia In the Morning (tak, powiedziałam to). Do tego Zombie w uroczym wydaniu od Purple Kiss (możliwe, że podczas oglądania All of Us are Dead nuciłam od czasu do czasu refren - tylko bez spoilerów, bo nadal nie skończyłam oglądać!). Do ucha w tym czasie wpadło mi kilka piosenek zarówno StayC oraz formis_9, ale skoro mamy podsumowanie drugiej połowy 2021 roku, to podrzucam jedynie odpowiednio: Stereotype oraz Talk & Talk




Na mojej liście obowiązkowo musiały się pojawić także piosenki z survivalu który umilał mi (a przynajmniej tak sobie powtarzam) jesienne piątki, czyli Girls Planet 999. Jak do piosenki tytułowej musiałam się przekonać, tak U+Me = Love oraz Shine (to drugie nawet bardziej) pokochałam od pierwszego usłyszenia. Możliwe, że przez dwa tygodnie próbowałam wymachiwać nóżką jak dziewczyny w finałowej choreografii (co mi zupełnie nie wychodziło). 



W podsumowaniu nie mogło zabraknąć miejsca dla dwóch piosenek, które ewidentnie weszły mi w ucho tylko i wyłącznie dzięki temu, że osłuchałam się z nimi na TikToku. Pierwsza z nich to XOXO Jeon Somi, druga to okrzyknięty początkiem piątej generacji k-popu debiut IVE, czyli Eleven



A żeby nie było tak, że ja tylko lżejsze i weselsze brzmienia preferowałam, to do listy dorzucam Go Big or Go Home od Enhypen, które stało się moją ulubioną piosenką z ich ostatniego comebacku - wiem, że to ze względu na to, że poruszyli we mnie sentymentalną nutę i coś mi ta piosenka przypomina, ale nadal nie jestem w stanie określić co. Za to Cold Blooded od Jessi świetnie się sprawdza, kiedy jest się pod wpływem negatywnych emocji (przetestowane!)



Na koniec zostawiłam piosenki, które nazwałabym takimi idealnymi na długie podróże samochodem - gdybym miała prawo jazdy. Ale nie powiem, na słuchawkach w autobusie czy pociągu też się sprawdzają! I tak w zależności od humoru do wyboru jest Loser = Lover od Tomorrow by Together (dla tych, którzy chcą się poczuć trochę emo), I can’t make you love me od Kinda Blue i Hwasy (dla tych, którym jest smutno i słuchają smutnych piosenek, żeby było im jeszcze smutniej) oraz My Universe czyli collab Coldplay i BTS (dla tych którzy jednak są najbardziej pozytywnie nastawieni).




A jak Wam minęła druga połowa 2021 roku, jeśli chodzi o k-pop? Czy macie coś, czego nadal słuchacie, a może nie potraficie sobie przypomnieć żadnej z piosenek, która miała premierę w tym czasie?

 

19:31

[eM dramy] 10 koreańskich dram z 2021 do obejrzenia w 2022

[eM dramy] 10 koreańskich dram z 2021 do obejrzenia w 2022


Zeszły rok znowu nie był najlepszy, jeśli chodzi o to ile k-dram udało mi się obejrzeć. Nie oznacza to jednak, że nie było dram, które miałam na oku i w odpowiednim momencie tylko kilka kliknięć dzieliło mnie od rozpoczęcia oglądania - o nie! Dram było sporo, czasu mało, więc poniższa lista znowu będzie bardziej listą k-dram, które chciałabym nadrobić. Chociaż coś do polecenia też się znalazło! 


Poprzednie edycje: 2020 ll 2019 ll 2018


I od tych właśnie zaczniemy. Chyba nikogo nie zdziwi to, że jedną z nich będzie Squid Game? W pewnym momencie uznałam za punkt honoru obejrzenie k-dramy o której mówią ludzie, którzy wcześniej się podśmiewywali z tego, że k-dramy oglądam. Opowiada ona o grze w której zadaniami są popularne gry dla dzieci a zwycięzca może wygrać 45,6 miliarda won. Ostrzeżenie: jest brutalnie i krwawo. Zupełnym przeciwieństwem jest druga drama, którą obejrzałam. Hometown Cha Cha Cha było niczym ciepły kocyk a momentami od nadmiaru słodkości miałam myśl, żeby wybrać się do dentysty. A właśnie dentystą jest główna bohaterka, która przeprowadza się do małej nadmorskiej miejscowości by otworzyć tam klinikę dentystyczną. Nie przewiduje jak bardzo zostanie wciągnięta w życie lokalnej społeczności. 


Kolejne k-dramy reprezentują te które zaczęłam oglądać, z różnych względów przestałam, ale bardzo chciałabym do nich wrócić. Pierwsza z nich to Doom at Your Service, która opowiada o pracującej jako edytorka web noweli Dong Kyung, która dowiaduje się, że ma raka mózgu i zostało jej niewiele życia. Zawiera pakt z Myeol Mangiem, tytułowym Doomem, który jest w stanie spełnić jej życzenia przez 100 dni, żeby mogła żyć tak jak chce. Youth of May to drama, która ma miejsce w czasie Masakry w Gwanjgu w czasie której przeplatają się losy młodych ludzi. Natomiast Vincenzo to historia prawnicza z dodatkiem motywu włoskiej mafii. 


Kolejne dwie dramy są mocno związane z tematem k-popu. Jedna z nich to Imitation, opowiadająca o drugiej szansie związanej z możliwością debiutu jako zespół k-popowy. W Idol: The Coup historia toczy się wokół zespołu, który ma ostatnią szansę na sukces przed disbandem.  


Na fali popularności Squid Game, głośno było także o My Name, czyli historii kobiety szukającej zemsty za morderstwo swojego ojca, która w tym celu, jako członkini gangu, infiltruję policję. Mouse ma odpowiadać na pytanie co by było gdyby można było identyfikować psychopatów z wyprzedzeniem, kiedy wśród ludzi panuje strach ze względu na szalejącego seryjnego mordercę. Oczywiście lista nie byłaby kompletna, gdybym nie wspomniała o chociaż jednej dramie historycznej. Tym razem będzie to King’s Affection, które ma miejsce w czasach dynastii Joseon a główna bohaterka musi wcielić się w rolę brata bliźniaka, Księcia Koronnego, który został zabity. 

Jestem ciekawa jak prezentują się Wasze listy k-dram do nadrobienia. A może coś z mojej listy już oglądaliście i wiecie co powinnam nadrobić w pierwszej kolejności?

18:50

[eMdramy] DramaRAR #6

[eMdramy] DramaRAR #6



Przyznam się szczerze - pomimo wielu tytułów, które miałam na oku (i je nadal mam, ale o tym napiszę jak zwykle w grudniu) w tym roku oglądanie dram (a tak naprawdę czegokolwiek) było dla mnie wyzwaniem. Ale wygląda na to, że sytuacja zaczyna się stabilizować - jedną dramę udało mi się obejrzeć za jednym zamachem raczej nikt nie powinien być zdziwiony o jaką chodzi) a drugą dokończyłam po prawie roku jej męczenia. Obie doceniam, ale w ogólnym rozrachunku mam wobec nich mieszane uczucia. Nieśmiało zdradzę, że oglądam kolejną dramę (jestem już na 13 odcinku!) i mam nadzieje, że jeszcze ze dwie w tym roku uda mi się obejrzeć.  


It’s okay not to be ok


Wiem, że narażę się kilku osobom, ale nie jestem w stanie zachwycać się tą dramą tak bardzo jak większość tych, którzy ją obejrzeli. Chociaż naprawdę bardzo, ale to bardzo bym chciała to robić. 


Bo wiecie, wizualnie ta drama to jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały w tym roku. Tak po prostu bardzo dobrze się na nią patrzy, a do tego dochodzi świetny pomysł dotyczący wplecenia w to wszystko dość creepy bajek i przepięknego zilustrowania ich animacjami. Ten bajkowy klimat, widoczny jest również w prawdziwym świecie - zarówno w kadrach jak i samym przedstawieniu postaci. 


Więc w czym problem? It’s okay not to be okay, jako jedna z nielicznych koreańskich dram podjęła się tematu problemów psychicznych - co nie powinno mocno dziwić, w końcu głównym miejscem akcji jest szpital psychiatryczny a głównymi bohaterami jeden z opiekunów w szpitalu oraz antyspołeczna pisarka.  I z jednej strony jest to coś nowego w repertuarze k-dram (chociaż BINGO i tak spokojnie da się ustrzelić), ale z drugiej strony sposób w jaki to wykorzystano mi nie pasował. Bo momentami wyglądało to na karykaturę. 


Ostatnimi czasy bardzo dużo się mówi o tym, jak bardzo ważne jest zdrowie psychiczne i że powinniśmy dbać o nie nie mniej niż o zdrowie fizyczne. Takie podejście bardzo mi się kłóciło z tym, co zostało przedstawione w dramie, bo tam problemy bohaterów zostały potraktowane jako wytrychy do popchnięcia akcji na przód. A na dokładkę momentami było dość stereotypowo. Co spowodowało, że nie mogłam w pełni cieszyć się z oglądania. Zdaje sobie sprawę, że w tej kwestii długa droga przed nami - zarówno w naszym kraju jak i w Korei i po części dobrze, że zaczyna się o tym mówić, jednak wolałabym żeby zwrócono również uwagę w jaki sposób to zrobić. 


Squid Game


Czy ktoś jest zdziwiony, że jedną z tych dram jest Squid Game? Myślę, że nie - w końcu to pierwsza k-drama, która do tego stopnia porwała porwała świat i stała się swego rodzaju fenomenem o których piszą już przewodniki. 


Twórcy tej dramy mieli bardzo dużo szczęścia. To że pojawiające się w niej dziecięce zabawy są wykorzystane w taki a nie inny sposób (znaczy brutalny), myślę że w dużej mierze przyczyniło się do tego, że została ona podchwycona przez twórców na Tiktoku a potem rozprzestrzeniła się na cały świat. 


Pomijając jednak samą popularność - czy Squid Game jest dobrą dramą? Nie można odmówić, że niesamowicie trzyma w napięciu, chociaż jednocześnie jest całkiem przewidywalna - a na pewno dla tych, którzy już k-dramy znają i są przyzwyczajeni do pewnych zasad czy schematów. Na pewno ogromnym plusem jest to, że nie próbowano na siłę wrzucić wątku romantycznego. 


I chociaż nie da się oderwać od oglądania a cała historia może dać nam do myślenia odnośnie tego ile jesteśmy w stanie zrobić, jeśli stawką są ogromne pieniądze, to obejrzeniu całości byłam rozczarowana. Głównie zakończeniem, które tak jak myślę, że większość zauważyła - spokojnie mogłoby wyglądać inaczej i dużo lepiej by wybrzmiało w odniesieniu do całości. Jednak chyba jeszcze większym rozczarowaniem jest dla mnie to, jak do całej tej historii podeszli głównie twórcy internetowi (chociaż także i media jak i twórcy gadżetów), którzy w bardzo szybkim czasie, promując to jako zabawę, zaczęli tworzyć własne Squid Game, co pokazuje jak bardzo nie zrozumieli przesłania. 


Jeśli macie ochotę obejrzeć historię, która ma trochę wad ale niesamowicie trzyma w napięciu i daje do myślenia a przy okazji zobaczyć co jest obecnie na topie - dajcie Squid Game szansę. 



19:18

Subiektywny przegląd k-popu - I połowa 2021

Subiektywny przegląd k-popu - I połowa 2021


Pierwsza połowa 2021 roku w k-popie nie powaliła mnie. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że powiało nudą. A to że wytwórnie zaczęły się rozkręcać z comebackami i debiutami dopiero w maju, też nie pomogło. Dlatego przed Wami znacząco krótsze, w porównaniu do poprzednich, subiektywne podsumowanie k-popu w pierwszej połowie 2021. 

[LINK]: Podsumowanie I połowy 2020 roku

[LINK]: Podsumowanie II połowy 2020 roku


Jak na razie rok 2021 uznaję za rok solistek w k-popie. Nie dość, że coraz więcej członkiń zespołów debiutuje jako solistki (m.in. Wheein z Mamamoo, Wendy i Joy z Red Velvet czy Rose z Blackpink), to te które debiut już dawno (albo i nie tak dawno) mają za sobą pokazują, że dalej dają radę. Jeśli chodzi o moje typy, to podzieliłabym piosenki solistek na dwa rodzaje: chillowanie i coś mocniejszego. Do tej pierwszej kategorii zalicza się IU i jej Lilac oraz Coin (ku mojemu zdziwieniu, nie jestem wielką fanką Celebrity) oraz Wheein z Watercolor. Gdybym układała playlisty na każdą porę roku (czego udaję, że nie robię), to obie panie i ich utwory znalazłyby się w wiosennych klimatach, które dają ciepło i nadzieję. 





Oczywiście coś mocniejszego też się znajdzie. A raczej ciemniejszego, jeśli chodzi o klimat. Bo pisząc o pierwszej połowie 2021 nie mogłabym nie wspomnieć o Sunmi i Tail z jedną z najlepszych choreografii tego roku oraz kocim klimatem (chciałam już napisać, że z kocią muzyką, ale to zupełnie nie o to chodzi). Na playliście ulubionych piosenek z 2021 roku bardzo szybko znalazła swoje miejsce również Chungha z Bicycle (w ogóle cała jej płyta Querencia, jest dość miła dla ucha!)




Zostając w podobnym klimacie, należałoby wspomnieć o dość nowych wydaniach Twice, czyli Perfect World (nie wiem jak Wy, ale ja zauważyłam, że dużo bardziej lubię japońskie wydania Twice niż te koreański) oraz LOONA i Paint the Town, które byłoby jeszcze lepszą piosenką, gdyby nie refren, który cierpi na to, na co cierpi bardzo dużo refrenów w k-popie, czyli brak tekstu oraz onomaptopeje. Warto też wspomnieć w tym miejscu o moim ulubionym tegorocznym debiucie, czyli Purple Kiss z Ponzona, która ma niepokojący klimat, trochę przypominający piosenki Billie Eilish. 





Powiedzieć, że jestem obecnie zakochana w brzmieniu jakim uraczyły nas zespoły z Big Hit Music i BeLift Lab podczas comebacków, to jakby nic nie powiedzieć. W tym momencie w mojej czołówce piosenek z 2021 jest Tomorrow by Together i ich 0x1= Lovesong (I know I love you), które podejrzewałam, że będzie dobre, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Zaraz po nim jest Anti- Romantic oraz Magic a tak naprawdę również i pozostałe piosenki z ich albumu The Chaos Chapter: Freeze. Zaraz po nich jest Enhypen z Drunk-Dazed, którego teledysk spowodował, że miałam flashbacki do Zmierzchu (ale w pozytywnym znaczeniu, jeśli można to tak nazwać) i już nie mogę się doczekać ich kolejnego comebacku i dalszej części historii ich uniwersum. Nie może tu też zabraknąć BTS i ich wakacyjnych bopów, czyli Butter (nawet nie wiecie ile sucharów dotyczących tej piosenki stworzyłam) i świeżo wydanego Permission to Dance. 






Zostając przy wakacyjnych klimatach na mojej letniej playliście (której nadal udaję, że nie mam) a raczej jej początkach, należałoby wspomnieć o Oh My Girl z ich Dun Dun Dance, które może nie jest nadzwyczajną piosenką, ale za każdym razem, kiedy ją słyszę to humor automatycznie mi się poprawia. A całość zakończymy Alcohol Free od Twice, które musiało mnie zaatakować na Tiktoku, żebym je doceniła oraz jeszcze jedna piosenka z ich płyty, która moim zdaniem powinna być title trackiem, czyli Scandal




Jeśli jesteście ciekawi całości tego bardzo subiektywnego zestawienia, to łapcie link do playlisty ze wszystkimi piosenkami z pierwszej połowy 2021. Natomiast ja czekam na Wasze komentarze i to czego Wy słuchaliście - może macie swoje top 5?  


20:09

[K-pop w książkach] Lyla Lee - I'll Be the One

[K-pop w książkach] Lyla Lee - I'll Be the One



Kolejna książka w naszej (a raczej mojej, bo to ja to wszystko czytam) podróży po książkach z k-pop w tle, to I’ll be the One, którą napisała Lyla Lee. Tytuł ten nie doczekał się jeszcze polskiego wydania - a szkoda, bo jak na razie okazał się najlepszą książką z wątkiem k-popu, którą miałam okazję przeczytać. A przynajmniej jeśli chodzi o oryginalność w porównaniu do tego co już miałam okazję przeczytać - w końcu K-pop tajne przez poufne oraz Lśnić były do siebie na tyle podobne, że momentami śmiałam się, że czytam tę samą książkę, ale w innej okładce. 


Czego nie mogę powiedzieć o I’ll be the One. Chociaż po raz kolejny mamy dziewczynę, która marzy o tym, żeby zostać gwiazdą k-popu, tak tym razem oprócz znanej dobrze historii o tym jak ciężki jest show biznes dostajemy coś więcej. Główna bohaterka, Sky Shin, jest biseksualną Koreanką mieszkającą w Stanach Zjednoczonych, której figura jest daleka od standardów piękna w Korei a już w ogóle jeśli chodzi o koreański show biznes (krótko i dosłownie mówiąc: jest plus-size). Zupełnie nie przeszkadza jej to jednak we wzięciu udziału w przesłuchaniach do koreańskiego talent show w którym poszukiwane są osoby z potencjałem na stanie się gwiazdą. 


I bardzo dobrze, bo w końcu mamy bohaterkę, która jest doskonale świadoma swoich umiejętności (nie jest to szara myszka, która nie wie, czemu wszyscy się nią zachwycają) oraz jest gotowa na to co może ją spotkać ze względu na swoją sylwetkę. A zdaje sobie z tego sprawę całkowicie, bo musi się z tym mierzyć codziennie ze względu na podejście do tej kwestii jej własnej matki. W ogóle jestem mile zaskoczona tym jak w tak stosunkowo krótkiej książce udało się zmieścić dobry wątek relacji Sky z rodzicami - zarówno właśnie z matką jak i z ojcem. Sposób w jaki zostały one przedstawione nie zdarza się zbyt często w powieściach młodzieżowych. 


Relacje z innymi postaciami też są na plus. Bo z jednej strony mamy wątek romantyczny, który może nie był niczym odkrywczym, ale przynajmniej miałam wrażenie, że mógł się rozwinąć w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób. Dodajmy do tego również pokazanie, że mimo brania udziału w konkursie i rywalizacji, dziewczyny mogą się wspierać! Oczywiście, są też postacie negatywne, ale jednak tych pozytywnych relacji było na tyle więcej, że byłam zdziwiona do tego stopnia że co chwilę spodziewałam się, że zaraz wyjdzie jakaś drama. 


I’ll Be the One dużo zyskało na tym, że cała akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych, przez co wydaje się nie dość, że bardziej oryginalna (w porównaniu do innych tytułów z k-popem w tle), ale mimo tego porusza kwestie dotyczące koreańskiego społeczeństwa w trochę inny sposób. Wydaje mi się, że to dzięki temu, że autorka również jest Koreanką mieszkającą w USA to udało jej się uchwycić to historię w sposób bliski jej sercu. 


Jeśli chodzi o samą kwestię przedstawienia k-popu - na tyle na ile o nim mowa, bo nie ma tego zbyt wiele, nie mogę się do niczego przyczepić. Zarówno pokazano ile pracy trzeba włożyć w przygotowania i treningi, żeby coś osiągnąć, jak i jak bezwzględne jest postrzeganie kanonów urody. A do tego wspomniano o artystach z Korei (bo nie tylko k-popowych), których warto znać (m.in. Epik High, czy Ailee). 


Podsumowując, I’ll Be the One jest pouczającą, ale nie moralizatorską historią, która może być ciekawą lekturą zarówno dla osób zainteresowanych k-popem, ale również dla tych, którzy chcą miło spędzić czas. Chociaż nie ma w niej niczego odkrywczego, a momentami ilość tematów, która została poruszona może irytować (bo jest tego wszystkiego dość sporo), to bardzo miło spędziłam czas poświęcony na lekturze tej książki. Nieśmiało liczę na to, że chociaż na razie nic o tym nie słychać, to w niedalekiej przyszłości pojawi się druga część tej historii. 


Książki z k-popem w tle: 

K-pop tajne przez poufne

Lśnić


14:02

Subiektywny przegląd k-popu - II połowa 2020

Subiektywny przegląd k-popu - II połowa 2020



Minęło kolejne pół roku w którym momentami wydawało się, że nowa muzyka od k-popowych zespołów (a może nawet lepiej napisać twórców) pojawiała się codziennie (i w niektórych momentach tak było). Druga połowa 2020 charakteryzowała się znacznym przebudzeniem w samej branży (bo tyle tego wychodziło w tak krótkim czasie). Dla mnie osobiście był to czas, w którym przekonałam się do kilku piosenek artystów z którymi zazwyczaj nie mam po drodze - ku miłemu zaskoczeniu. Ale o tym za chwilę. 


Subiektywny przegląd k-popu - I połowa 2020



Zaczniemy jednak od dwóch płyt, którymi jestem zachwycona w całości. W moim odczuciu nie ma na nich ani jednej piosenki, której nie chciałabym słuchać, albo która by odstawała jakością. Nikogo nie powinno zdziwić, że pierwszą z nich będzie BE od BTS, ale może Was zdziwić dlaczego tak bardzo mi się spodobała. Słuchając jej po raz pierwszy, miałam wrażenie, że ktoś otulił mnie ciepłym kocykiem. Wrażenie nie tylko ze mną zostało, ale to właśnie BE stało się jedną z dwóch płyt (pierwszą było 25 od Adele) przy której zasypiam. Jeśli chodzi o utwory, które szczególnie polecam, to oprócz bijącego wszelkie rekordy Dynamite (z którym mam obecnie relację love-hate), promującego płytę Life Goes On, szczególnie polecam Dis-ease




Drugą płytą, którą polecam w całości jest Travel od Mamamoo. Jeśli chodzi o brzmienie, jest zdecydowanie bardziej różnorodna niż BE, jednak każda z piosenek ma w sobie to coś, co powoduje, że chce się ich słuchać. Szczerze mówiąc, tytuł tej płyty jest idealny w odniesieniu do jej zawartości, bo faktycznie słuchając Travel przeżywamy muzyczną podróż przez różne klimaty. Moje ulubione utwory? Na pierwszym miejscu jest Diamond, zaraz po nim AYA (które po pierwszym przesłuchaniu może nie wpaść do ucha, ale im dłużej się słucha, tym bardziej się ją docenia) oraz Dingga. Bo radosnych piosenek w 2020 potrzeba było więcej niż mniej. 




W drugim comebacku w 2020 nie zawiodło również Tomorrow x Together. I chociaż może na początku brakowało mi ich trochę mocniejszego brzmienia, tak naprawdę szybko przekonałam się do tego, że ich concept w Blue Hour czy We Lost the Summer pasuje do nich jak do nikogo innego. Natomiast ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, że w końcu wpadły mi do ucha piosenki Stray Kids. Ich muzyka, jeszcze sprzed debiutu podobała mi się, ale niestety potem nasze drogi się rozeszły. Aż do Back Door, które nie dość, że wpadło mi w ucho, to zaimponowało mi choreografią. I to właśnie dzięki tej piosence przekonałam się również do God's Menu i teraz jestem ciekawa, czy ich kolejny comeback również przypadnie mi do gustu. 







Gdybym miała wybierać, to dużo bardziej podobała mi się odsłona Twice w drugim półroczu. More&More nie było złe, ale to w I can’t stop me zakochałam się od pierwszego  przesłuchania (i nawet próbowałam nauczyć się choreografii, co mi oczywiście nie wyszło, ale oznacza to, że naprawdę mi się podobało) - może to kwestia wszędobylskiego retro. Natomiast to Cry for me jest dla mnie obecnie najlepszą piosenką Twice, która pokazuje ich chyba najbardziej dojrzałą odsłonę. Jestem bardzo ciekawa, co zaprezentują w tym roku. Wracając do klimatów retro - GFRIEND wydały MAGO w momencie, kiedy miałam lekki przesyt tym tematem, jednak nie mogłam nie dać się porwać zarówno piosence jak i teledyskowi (który dla mnie jest najlepszym teledyskiem w klimacie disco w kpopie w tym roku). Nie obyło się również bez niespodzianek. Po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawiła się piosenka BLACKPINK, którą jestem w stanie słuchać nieirocznicznie (nie mogę jedynie znieść choreografii, która psuje mi odbiór całości). Lovesick Girls spowodowało, że w końcu poczułam emocje z ich strony. Może i słodko-gorzkie, ale była to miła odmiana od ich typowej twórczości i mam nadzieję, że nie będzie to ich ostatnia odsłona w takim wydaniu. 





Bardzo dobrze radzą sobie też dziewczyny z czwartej generacji k-popu. Zarówno Itzy, których Not Shy podobało mi się dużo bardziej niż ich wcześniejszy Wannabe Me (plus bardzo się cieszę, że zaczynają łączyć swoje występy i śpiew na żywo), jak i Everglow, które moim zdaniem są takim czarnym koniem - ich comeback z La Di Da idealnie wpasował się w klimaty retro panoszące się w k-popie w tym roku, ale jednak był trochę inny (przez inny mam na myśli, że ciemniejszy/mroczniejszy niż w przypadku innych zespołów). 




Kolejny przypadek w którym przekonałam się w końcu do piosenki zespołu z którym zazwyczaj mi nie po drodze, to Why Not od LOONA, które imponują mi zmianami formacji podczas tańca - przy tylu osobach uważam, że to nie lada wyczyn. Zostając przy stronie tanecznej występów, nie mogłabym nie wspomnieć o choreografii, która zaprezentowała Chungha do jej kolejnego singla zapowiadającego pierwszy pełny album. Dream of You to piosenka, która od premiery nie schodziła z najbardziej odtwarzanych przeze mnie piosenek. A przegląd k-popu zamykają Dreamcatcher z BOCA, które po raz udowadniają, że można robić coś innego w k-popie niż cała reszta. 





Gdybyście sami robili listę najlepszych piosenek k-popowych z drugiego półrocza 2020 jakie utwory by się tam znalazły? A może macie kogoś, kto Was wyjątkowo rozczarował? Moją listę piosenek wraz z występami znajdziecie w tym miejscu.




18:38

[eM dramy] 10 koreańskich dram z 2020 do obejrzenia w 2021

[eM dramy] 10 koreańskich dram z 2020 do obejrzenia w 2021



 Minął kolejny rok w którym pojawiło się więcej nowych k-dram niż ktokolwiek jest w stanie obejrzeć - no chyba, że ogląda tylko dramy i nie robi niczego innego (jeśli istnieje praca, która zakłada taką możliwość, dajcie namiary!). To również kolejny rok, podczas którego obejrzałam mniej niż chciałam. Dlatego postanowiłam kontynuować tradycję i również w tym roku podzielić się z Wami listą dram z 2020 roku, które albo obejrzałam i polecam, albo których nie obejrzałam, ale chciałam obejrzeć i mam cichą nadzieję, że jednak mi się to uda. Kiedyś. 


Poprzednie edycje: k-dramy z 2018 roku ll k-dramy z 2019 roku





Itaewon Class to drama, która z tego co słyszałam nie przypadła wszystkim do gustu, ale uważam, że warto się jej przyjrzeć - nie dość, że jest ona na podstawie popularnego webtoona, to została w niej poruszona ogromna liczba tematów, których trudno znaleźć w innych - nie dość, że dobitnie pokazane są zasady, którymi kieruje się społeczeństwo, tak podejmowane są również tematy dotyczące mniejszości - zarówno rasowych jak i seksualnych. Przyznam się, że potrzebowałam czasu, żeby wkręcić się w oglądanie The King: Eternal Monarch - głównie ze względu na brak czasu. Jednak kiedy wróciłam do oglądania, okazało się, że jest to dokładnie to czego potrzebowałam - bajka z księciem na białym koniu opierająca się w głównej mierze na światach równoległych. Trzecią, a zarazem ostatnią dramą, którą zaczęłam oglądać w 2020 jest It’s Okay Not to Be Okay, o którym sama dużo nie mogę jeszcze powiedzieć (bo jestem na trzecim odcinku od dwóch miesięcy), ale bardzo podoba mi się jej klimat, jak to było mi zachwalane, taki w stylu Tima Burtona. Podoba mi się także jak bardzo różnią się od siebie główni bohaterowie - mamy tu empatycznego pracownika szpitala psychiatrycznego oraz antyspołeczną autorkę opowiadań dla dzieci. 



A teraz przejdziemy do k-dram, których nie miałam okazji obejrzeć, ale chciałabym to zrobić. Zaczniemy od Start-Up, której tytuł wydaje mi się wyjaśniający sam w sobie o czym ona będzie - czyli o biznesie i start-upach. Co więcej, widziałam komentarze ludzi z wykształceniem biznesowym (które podobno posiadam), którzy mówią, że świetnie im się z tej perspektwy oglądało. Następnie mamy Record of Youth, którym zainteresowałam się, bo w głównych rolach mamy Park Bo Guma (czyli naczelnego miłego chłopca Korei, chyba że akurat nie jest miłym chłopcem) i Park So Dam (którą możecie kojarzyć z Parasite). Sama historia to podążanie młodych za marzeniami i próba odnalezienia się w dorosłym życiu. Kolejną ekranizacją webtoona na liście jest True Beauty, czyli historia nastoletniej dziewczyny, która odmienia swoje życie dzięki makijażowi. Drama jest ostatnio na językach, ze względu na to, że dopatrzono się, że sam webtoon wygląda na swego rodzaju fanfiction, gdzie głównymi bohaterami jest sama autorka i… Jin z BTS. Natomiast When the Weather is Fine wydaje się klimatyczną historią wiolonczelistki i właściciela księgarni w małym mieście. 




Extracurricular to historia trójki uczniów liceum, którzy zaczynają popełniać przestępstwa, aby zarobić pieniądze. Mr. Queen natomiast to coś, co już dawno chciałam obejrzeć w wydaniu koreańskich dram - czyli historia współczesnego faceta, który nie tylko przenosi się w czasie, ale dodatkowo budzi się w ciele kobiety. I to nie byle jakiej, bo samej królowej. Tale of the Nine-Tailed to nie tylko k-drama w której gra Lee Dong Wook (czyli Ponury Żniwiarz z Goblina), ale również historia w której mamy mityczne stworzenie - Gumiho. 


Jeśli oglądacie k-dramy, koniecznie dajcie znać jaka była Wasza ulubiona drama w 2020 roku? A może też nie udało Wam się czegoś obejrzeć i chcecie to nadrobić w 2021 roku? Koniecznie dajcie znać! 


A jeśli chcielibyście poczytać więcej o k-dramach, to coś ciekawego na pewno znajdziecie tutaj. 



16:17

[K-pop w książkach] Jessica Jung - Lśnić

[K-pop w książkach] Jessica Jung - Lśnić


Nie można zaprzeczyć, że to jakie nastawienie mamy do czytania danego tytułu dość znacząco może wpłynąć na to jaki jest jest nasz odbiór całej historii. Nawet jeśli będziemy się starali to i tak podświadomie zupełnie inaczej będziemy traktować książki naszych ulubionych autorów, inaczej debiutantów a jeszcze inaczej osób, które wiemy, że mają ogromną wiedzę na temat o którym piszą. I tak jak w większości przypadków niewiele mi trzeba, żeby zacząć kręcić nosem jeśli chodzi o książki związane z tematyką k-popu, tak w przypadku Lśnić, które otrzymałam z księgarni TaniaKsiążka.pl, napisane przez jedną z członkiń legendarnego zespołu k-popowego Girls’ Generation - Jessicę Jung, bardzo trudno było mi to zrobić. 


Głównie dlatego, że od samego początku książka była promowana jako historia inspirowana tym co sama przeżyła Jessica i nawet dla osoby, która nie wie zbyt wiele o Girls’ Generation (czytajcie: mnie) nie trudno było znaleźć podobieństwa w jej biografii do głównej bohaterki - Rachel. Pikanterii wszystkiemu dodaje jeszcze fakt, że Jessica została wyrzucona z zespołu w niezbyt jasnych okolicznościach 29 września 2014 roku - premiera jej książki miała miejsce dokładnie 6 lat później. Przypadek? Z resztą sami przeczytajcie wywiad z autorką.


Patrząc jednak na samą historię opowiedzianą w Lśnić, to nie wydaje się ona zbyt porywająca. Kolejna historia o dziewczynie, która chce zostać gwiazdą i która musi zdecydować się co tak naprawdę jest dla niej ważne. Schemat bardzo podobny do tysięcy historii o nastolatkach próbujących odnieść sukces w show biznesie. Rachel Kim, czyli główna bohaterka, też nie wyróżnia się zbytnio niczym szczególnym na tle koleżanek, które przebyły taką samą drogę u innych autorów. Znając realia k-popu, również bardzo łatwo było się domyślić jak skończy się wątek romantyczny, który był dla mnie najbardziej infantylnym elementem historii. 


Lśnić wypada dużo lepiej, jeśli popatrzymy na całokształt. Tak jak pisałam powyżej, możliwe że tak ją odbieram, bo wiem, że została napisana przez osobę, która wie o czym pisze i może niektóre kwestie zostały trochę podkolorowane (w końcu dramy są potrzebne, szczególnie w literaturze młodzieżowej), ale jednak nie do tego stopnia jak zostało to zrobione w innych, podobnych tytułach. Tutaj nie mamy jednoznacznie pokazanego wszystkiego co dzieje się za kulisami jako złe. Powiedziałabym nawet, że dostajemy dość duże pole do tego, żeby samemu wysnuć wnioski na temat tego co sądzimy o kulisach świata k-popu. Zarówno jeśli chodzi o zachowanie firm, ale jak również samych trainee czy idoli. 


Byłam bardzo mile zaskoczona, że w Lśnić podjęto temat o którym istnieniu wiedzą wszyscy, którzy bardziej interesują się k-popem, a który mimo to nie jest zbyt często poruszany. Chodzi tu o podwójne standardy wobec żeńskich i męskich idoli czy nawet i trainee. I jedni i drudzy mają ciężko, ale niestety dziewczyny, a potem kobiety są w tej branży traktowane gorzej. Zaczynając od złośliwych komentarzy dotyczących wyglądu, standardów dotyczących wagi czy za krótkich spódnic aż po wrzucanie ich pod autobus w momencie, kiedy na jaw wychodzą związek z idolami (tak, aby uratować jego reputację). To co mi dodatkowo zaimponowało, to pokazanie jak nieświadomi wobec tego procederu mogą być męscy idole i trainee. 


Jednak żeby nie było do końca kolorowo, to muszę przyczepić się do bardziej technicznej strony. Trochę nie rozumiem, co tu się wydarzyło jeśli chodzi o tłumaczenie koreańskich zwrotów (chyba w większości nie zostały przetłumaczone) oraz o przypisy (jest ich dosłownie pięć i nie wiem czy są one potrzebne). Z jednej strony potrafię to zrozumieć, bo w końcu czytelnikami Lśnić będą głównie osoby siedzące w koreańskiej popkulturze, więc które coś kojarzą jeśli chodzi o koreański, ale nie można zapomnieć o osobach, które zbytnio nie ogarniają języka. Albo przez przypadek trafiły na ten tytuł. 


Kontynuacja historii została już potwierdzona - Bright, zostanie wydane w oryginale w październiku 2021. Nie cichną również plotki o ekranizacji. Na pewno to nie jest ostatni raz, kiedy usłyszymy o tej historii. 


Lśnić to moim zdaniem jedna z najlepszych książek, które zawierają w sobie wątek k-popu. Może nie jest ambitną, nieprzewidywalną lekturą, ale przez świadomość, że świat opisywany jest przez osobę, która doświadczyła tego wszystkiego sama powoduje, że czyta się to całkiem przyjemnie. I w końcu lekturze nie towarzyszy zażenowanie. 


Powyższa opinia, jest częścią serii tekstów w których dzielę się opiniami na temat książek z wątkami k-popowymi. Jeśli interesuje Was więcej tematów: 

K-pop tajne przez poufne


Koniecznie sprawdźcie ofertę książek o k-popie na stronie księgarni TaniaKsiążka.pl


Copyright © eM poleca , Blogger