Jak przekraczać granice, historia z Serialconem w tle


Jakimś dziwnym trafem 2018 rok staje się dla mnie rokiem spełniania marzeń i przekraczaniem granic. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia czemu, bo sama jakoś bardzo się o to nie staram (no dobra, staram się wrócić do nauki włoskiego o czym wszystkim dookoła powtarzam, ale jak na razie wychodzi mi to z marnym skutkiem) a wszystko wychodzi na mniejszym lub większym spontanie. I żeby była jasność - z chęcią utrzymam ten stan rzeczy do końca roku, a nawet dłużej. I właśnie jednym z takich momentów było współprowadzenie razem z Gosiarellą prelekcji na temat k-dram podczas tegorocznego Serialconu.

Przyznam szczerze, że niewiele by brakowało, a nie zgodziłabym się wziąć udziału w tym przedsięwzięciu. Ba, już w poprzednich latach Gośka próbowała mnie zmusić zachęcić do udziału, ale nie dałam się. Bo wiecie, tutaj mogę sobie pisać na spokojnie, przemyśleć czy dany suchar jest mniej czy bardziej suchy (dlatego też pisanie zajmuje mi tak dużo czasu), albo czy to co napisałam w ogóle ma sens. Niestety, jeżeli chodzi o wystąpienia publiczne (wszelakiego rodzaju) od jakiegoś czasu mam problem. Zaczynam się denerwować i zastanawiać jak mówię (zamiast co mówię), mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą jak na kosmitę i w ogóle to zanim zacznę z chęcią bym już skończyła (nie ważne ile czasu się przygotowywałam i jak dobrze znała temat). No i zdarza się, że stres mnie całkowicie pożera, przez co nie mogę wydusić z siebie nawet pół słowa.

Dlatego też, kiedy kilka miesięcy temu Gosiarella napisała do mnie z pytaniem jak spędzam majówkę i czy nie mam ochoty prowadzić z nią prelekcji po kilku dniach zastanowienia odpowiedziałam, że nie dam rady (wysyłając przy tym wyjaśnienia na kilkadziesiąt linijek). Ale po krótkim przemyśleniu sprawy (składającym się z przeczytania motywującego tekstu od Gosiarelli, również na kilkadziesiąt linijek, oraz zobaczeniem jak ludzie wokół mnie próbują nowych wyzwań) stwierdziłam, że raz kozie śmierć, w końcu trzeba podejmować jakieś wyzwania - najwyżej będę paprotką do przełączania slajdów (co jest dla mnie bardzo zabawne będąc już po prelekcji, gdzie zupełnie zapomniałam o istnieniu slajdów, a co dopiero o ich przełączaniu).


Potem przez kilka tygodni nachodziły mnie napady paniki co to będzie, ale jakoś dawałam radę nad nimi zapanować, szczególnie, że w miarę szybko razem z Gosiarellą udało nam się stworzyć wstępny plan prelekcji oraz wybrać tytuł - K- dramy. Poradnik dla początkujących. Za to jeżeli chodzi o stworzenie samego tekstu prelekcji - to zabawna sprawa - trwało to dość długo. A dokładnie tak długo, że całokształt powstał dzień przed moim przyjazdem do Krakowa, a ostateczne poprawki były wprowadzane na dzień przed prelekcją. Co pewnie było przezabawne dla Gosiarelli, której od początku powtarzałam, że potrzebuję wiedzieć o czym będziemy mówić, żeby się tak bardzo nie stresować (a koniec końców to ja nie miałam zbyt wiele czasu, żeby nad tym usiąść). I jeszcze dwie mini rady na przyszłość, jeżeli będziecie prowadzić prelekcję: jeżeli chcecie pokazać prezentację - pamiętajcie, że trzeba ją najpierw zrobić (pozdrawiam nasze olśnienie dzień wcześniej) i mieć pewność, że na sali na której macie prelekcję macie rzutnik i komputer (pozdrawiam naszą panikę).

Ale wiecie co? Było warto.
Nie wiecie jaką miałam radochę, kiedy w programie Serialconu zobaczyłam swoje imię i nazwisko podpisane jako współprowadzącą prelekcję. I tak, oczywiście, że pierwsze co zrobiłam to zdjęcie, które wysłałam mamie (no dobra i reszcie znajomych).

A potem pozostało jedynie stresowanie się, czy uda mi się cokolwiek powiedzieć, jak wszystko wypadnie i czy ktokolwiek na naszą prelekcję przyjdzie (bo nie ukrywajmy, temat był dość specyficzny, a godzina trafiła nam się późna - co w pewnym stopniu jest zasługą Gosiarelli, która do godziny 15 przypomina zombie. Naprawdę). Ku mojemu zdziwieniu wszystko poszło dobrze.

Zdjęcie dzięki Wanna Pełna Zombie

Ale to przede wszystkim zasługa tego, że miałyśmy przecudowną widownię, która nie bała się naszych żartów. Co więcej, przez to, że zostało nam trochę czasu, a pytań z widowni było niewiele - to my (no dobra Gosiarella) zaczęłyśmy zadawać pytania widowni - co przerodziło się w przemiłą dyskusję o początkach oglądania dram. Było na luzie, było wesoło i było uroczo (pamiętam co najmniej trzy razy, kiedy wszyscy robili awww). A żeby tego było mało - nawet po oficjalnym zakończeniu prelekcji dyskusja trwała jeszcze kilkadziesiąt minut. Kiedy tak o tym myślę, sama chciałabym kiedyś być na takiej prelekcji, gdzie wszyscy tak radośnie podchodzą do tematu.

Jeżeli ktoś z nami był - koniecznie dajcie znać jak Wam się podobało i czy zachęciłyśmy do oglądania dram. Dla tych, których nie było a chcieliby posłuchać co miałyśmy do powiedzenia - niestety nie mamy nagrania, ale nieśmiało powiem, że pracujemy nad tym. A w międzyczasie rzućcie okiem na wpisy ode mnie o początkach z dramami: Kilka rzeczy o których powinniście wiedzieć zanim zaczniecie oglądać dramy, Czego nauczyłam się po roku oglądania dram; oraz Gosiarelli: Poradnik k-dram.

Podsumowując, próba wyjścia ze strefy komfortu zakończyła się sukcesem. Co pewnie nie udałoby się gdyby nie wsparcie wielu osób - a szczególnie mojej współprowadzącej Gosiarelli, która ma do mnie anielską cierpliwość. Cieszę się, że znalazła się osoba, która zmotywowała mnie do zrobienia czegoś nowego. Jeżeli macie takiego w swoim otoczeniu - dajcie się czasami namówić na coś nowego. Jest szansa, że dzięki temu zdobędziecie świetne wspomnienia.

PS. Przy okazji chciałabym zdementować jedną kwestię - nie jest minionem Gosiarelli, po prostu mi się przypomniało, że jak ktoś zadaje pytanie z widowni, to reszta widowni może go nie słyszeć, dlatego warto wykorzystać jeden mikrofon!

0 Komentarze