[bukszots] The Winter of the Witch, Wicked Saints



W dzisiejszych bukszots przedstawię Wam swoją opinię na temat dwóch książek, które - jakby mogło być inaczej - mają ze sobą coś wspólnego. Tym razem jest to motyw a wręcz inspiracja kulturą Europy Wschodniej. Co ciekawsze, w jednej z nich znajdziecie wręcz nawiązania do Polski! Jesteście ciekawi?

Katherine Arden - The Winter of the Witch (The Bear and the Nightingale #3)



Zakończenie trylogii, która oczarowała mnie baśniowym klimatem połączonym ze słowiańską kulturą. Dodajcie jeszcze do tego temat ustępowania, a raczej współistnienia chrześcijaństwa i słowiańskich wierzeń, a powinniście mieć całkiem niezły obraz klimatu jaki znajdziecie w tej historii. Jako że jest to ostatnia część trylogii, a w bukszots z założenia opowiadam Wam o danym tytule krótko (a przynajmniej się staram!) i bez spoilerów, to napiszę tyle: jeżeli Was zainteresowało to połączenie motywów i wątków o których pisałam powyżej, to z całą pewnością powinniście przeczytać całość.

I chociaż poprzednie części momentami dłużyły mi się niemiłosiernie, tak tutaj mamy idealne wyważenie tempa akcji. Co więcej, nie możemy narzekać na to, że zostaliśmy bez odpowiedzi, czy że zapomniano o jakiś wątkach - nie wiem jak Wy, ale ja ostatnie podajrzanie często trafiam na takie sytuacje. Katherine Arden postarała się, żeby wszystko ładnie zamknąć. Przez co może i nie jest to seria, po której będziecie mieli kaca książkowego, ale z drugiej strony - czy to jest wyznacznikiem dobrej serii?

Dlatego jeżeli jeszcze nie czytaliście, sprawdźcie co napisałam na temat pierwszej części i nie zastanawiajcie się dłużej. A jeżeli czekacie właśnie na ostatnią część z lekkim niepokojem (w końcu wszyscy wiemy jak czasami wyglądają zakończenia serii) to możecie być spokojni - nie zawiedziecie się.

Emily A. Duncan - Wicked Saints (Something Dark and Holy #1)




W tym momencie przechodzimy do opinii, która będzie jeszcze mniej przypominała recenzję  niż zazwyczaj. A wszystko to przez to, że Wicked Saints okazało się historią, której nie wiedziałam, że potrzebuję.

Zaczęło się niepozornie, od tego że zauważyłam jej zapowiedź, kiedy tworzyłam listę książek oczekiwanych w 2019 roku. Potem im więcej dowiadywałam się o Wicked Saints, tym bardziej chciałam przeczytać książkę. Punktem kulminacyjnym stał się ten tweet Emily A. Duncan:


No czy nie brzmi to wspaniale?
Nie zajęło mi zbyt wiele czasu, żeby przekonać się o tym całkowicie.
Mamy trójkę bohaterów z których każdy jest tak fascynująco inny, a zarazem tak bardzo wpasowują się w pewien schemat bohaterów, których można spotkać w książkach fantastycznych, które dzieją się bliżej nieokreślonych królestwach. I wiecie co? Te schematy mnie wcale nie irytowały - wręcz byłam pod wrażeniem, że można je wykorzystać w kolejny sposób. I chociaż nie lubię porównywać, to żeby dać Wam coś, żebyście sobie mogli wyobrazić jacy są to bohaterowie - pomyślcie o trylogii Grisza Leigh Bardugo, ale bez najbardziej irytujących bohaterów (a raczej bohatera). Ktoś powie, że podobieństw jest nawet więcej - w pewnym stopniu zgodzę się z tym w tym momencie, ale żeby wydać ostateczny werdykt będę potrzebowała kolejnych części (niech mi ktoś przypomni, że miałam to zrobić, jak ta trylogia się skończy, dobrze? Dzięki!).

Warto też wspomnieć, że autorka od razu przyznała, że inspiracją dla jednej z postaci z Wicked Saints był Kylo Ren - tak, ten sam Kylo Ren z Gwiezdnych Wojen. Jestem przekonana, że kiedy zaczniecie czytać, nie będziecie mieli problemów z rozpoznaniem o kogo chodziło.

I tak jak wspomniałam na początku - historia jest inspirowana kulturą Europy Wschodniej, a konkretnie Polski i Rosji. Tylko nie możemy się ekscytować tak bardzo, bo nie są to zbyt duże odniesienia (przynajmniej na razie), ale widać to najbardziej w wykorzystaniu imion, nazwisk, czy nazw miejsc (razem z polskimi znakami!). Dlatego mamy na przykład lake Hańcza, przy którym to dostałam olśnienia, który kraj był jedną z inspiracji.

Fascynujące w Wicked Saints jest również to, że nie byłam w stanie określić kto jest tym złym. Wiecie jak to jest - kiedy zaczynacie zagłębiać się w daną historię po pewnym czasie jesteście w stanie całkiem nieźle określić, kto będzie tym złym. Albo chociaż bardziej złym. Tutaj też teoretycznie mamy takie sugestie, jednak nie chce mi się w nie do końca wierzyć.

Zakończę niewielką uwagę, która może być dla niektórych istotna, bo w książce poruszane są tematy o których nie wszyscy lubią (bądź mogą czytać). Z powodu tego jak wygląda jeden z systemów magicznych, jest tam bardzo dużo krwi a wręcz samookaleczenia. Pojawiają się tam również groteskowe opisy potworów, a jeżeli się dobrze przyjrzeć, to mamy tam też alkoholizm jednego z bohaterów.

W skrócie: ja bym się poważnie zastanowiła zanim przypisałbym tę książkę do literatury YA.

Mimo wszystko, dla mnie to wszystko co opisałam powyżej złożyło się na wciągającą oraz intrygującą historię, której kolejnej części nie mogę się doczekać.

0 Komentarze