Mam dość, czyli k-popowa maszynka do robienia pieniędzy



Wiecie co?
Mam dość.

To że przyjdzie moment, kiedy wybuchnę było do przewidzenia, nie wiedziałam tylko kiedy to nastąpi. Ba! Można powiedzieć, że nawet jestem trochę zdziwiona, że stało się tak właśnie teraz, ale cóż - miarka się przebrała.

Mam dość żerowania na popularnych tematach przez osoby, które nawet nie próbują udawać, że starały się zagłębić w temat a potem wypuszczają różnego rodzaju dziwne twory. I pół biedy, kiedy jest to dostępne bezpłatnie, gdzieś w otchłani internetów - nie jest to najlepsza sytuacja, ale proszę bardzo, niech sobie istnieje. Ale nie jestem w stanie zrozumieć sytuacji, kiedy ludzie wykorzystują popularne tematy na których kompletnie się nie znają do tego żeby zarabiać. A już totalnie irytuje mnie, kiedy żerują przy tym na młodzieży (powiedziała stara ciotka eM).

Mam dość tego, że boję się napisać czegokolwiek, bez sprawdzenia tego w kilku różnych źródłach, żeby nie wprowadzić nikogo w błąd, albo nie wyjść na idiotkę (dokładnie w tej kolejności) a na rynku pojawiają się publikacje, dzięki którym ludzie (a raczej firmy) zarabiają ogromne pieniądze, a które wręcz obrażają odbiorcę. Powiecie, że nie jestem ich targetem - jasne. Ale czy to usprawiedliwia wydawanie czegoś gorszego jakościowo, tylko dlatego, że jest to skierowane do młodzieży?


Wizualizacja mnie obecnie.

Od pewnego czasu, jak pewnie wszyscy zauważyli, zaczęłam interesować się k-popem. Uważam to za całkiem naturalny rozwój wypadków (chociaż i tak mi zajęło dość dużo czasu, żeby się do niego przekonać), biorąc pod uwagę fakt, że zaczynałam swoja przygodę z koreańską popkulturą od oglądania k-dram. I chociaż kiedy mówię o k-popie, najwięcej uwagi poświęcam BTS (to od nich zaczęła się moja przygoda z k-popem. A nie dość, że uwielbiam ich twórczość, to potrafię piszczeć z zachwytu rozmawiając o tym jak pięknie działa ich marketing), to obecnie na swoich playlistach mam całkiem niezły przekrój utworów a z boku śledzę sobie działalność innych grup oraz wydarzenia, które mają miejsce w tym świecie.

Nie ukrywam - jestem wnikliwą bestią i jeżeli jakiś temat mnie zainteresuje, to potrafię przekopać internet wzdłuż i wszerz, żeby dowiedzieć się o nim jak najwięcej, a znajomość angielskiego pozwala mi nie ograniczać się jedynie do polskich stron. Jednak to nie zawsze jest najlepsze wyjście, bo nie dość, że większość ciekawych artykułów jest dość krótka i nie zagłębia w pełni danego tematu, a już na pewno nie w jednym miejscu. Dlatego nieśmiało czekałam na moment, kiedy k-pop wejdzie na polskie salony (a biorąc pod uwagę to co się dzieje dzięki BTS i Blackpink wiedziałam, że była to kwestia czasu) i będę mogła przeczytać coś dłuższego, sprawdzonego - bez nerwowego szukania odnośników czy to na pewno prawda, czy może jednak warto byłoby się upewnić w innym źródle.

Nawet byłam w stanie przełknąć to, że większość ludzi spojrzy na k-pop z perspektywy kolejnego łatwego zarobku na nastolatkach. Nie pierwszy i nie ostatni raz, szczególnie, że to całkiem logiczne - jest popyt na k-pop, to i na około k-popowe rzeczy będzie popyt. A jak jest popyt to i hajs się bedzie zgadzał. Dlatego kiedy w końcu nadszedł ten moment, gdy ktoś w końcu wypatrzył potencjał k-popu (a raczej jego fanów) i zaczął się mu coraz bardziej przyglądać i stwierdził - no dobra, trzeba zacząć działać stwierdziłam, że warto będzie się temu przyjrzeć. W końcu cringe mi nie straszny, kiedy mogę dowiedzieć się czegoś nowego (jak ja się myliłam).


Nie chciałam wierzyć, że będzie aż tak źle, ale niestety...

Zaczęło się…
Można powiedzieć zgodnie z moimi przypuszczeniami. Dostaliśmy dwie książki o BTS, z których jedna była całkiem niezła (chociaż cringe łapał mnie prawie na każdej stronie), a o drugiej, jeżeli muszę coś miłego napisać, to napiszę, że miała ładną okładkę (o zawartości już się wypowiedziałam). Jako że obie książki znalazły się w topkach sprzedażowych empiku, naturalnie niedługo potem pojawiły się kolejne - promowane jako encyklopedia k-popu oraz przewodnik po modzie k-popowej. Nawet gazety zwietrzyły biznes, a dokładniej jedna z nich, bo właśnie dostaliśmy już drugie wydanie Fakt Rozrywka poświęconego k-popowi. I ja wiem, że nie powinnam zbyt wiele po tym oczekiwać (w końcu to Fakt), ale kiedy zobaczyłam to najnowsze wydanie coś we mnie pękło. Bo naprawdę, zrozumiem wiele rzeczy, ale wszystko ma swoje granice.

Dostajemy broszurę (bo gazetą to ja nie mogę tego nazwać), która kosztuje 8,99zł stworzoną z płachty papieru, która po złożeniu daje nam (podaje wymiary w kartkach A4, żebyście mogli to sobie łatwiej wyobrazić):
-1 stronę A4 okładki,
- 8 stron A4 plakatów (po równo 4 strony A4 dla BTS oraz Blackpink)
- 7 stron A4 ‘zawartości, z czego:
- 1 strona A4 poświęcona na promocję książek o kpopie,
- 2 strony A4 poświęcone są na promocję programu w 4funtv o kpopie
- 1 strona A4 poświęcona skandalowi Seungri’ego, ale opisana tak pobieżnie, że tak naprawdę nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi, jeżeli nie śledzi się sprawy na bieżąco (podejrzewam, że to miało uchronić niewinną target grupę przed zbrukaniem ich światopoglądu).
- 3 strony A4 randomowo wklejonych zdjęć i informacji wśród których znajdziecie m.in. screena z wattpada i informacje o tym, że MONT wykonali cover Początku podpisany jako Męskie granie w wykonaniu BTS.

Podkreślam - a to wszystko za 8,99!

Podobna sytuacja miała miejsce w poprzednim numerze, poświęconym jedynie BTS. A przepraszam, tam chociaż było więcej tekstu, bo ktoś wymyślił sobie, że zamiast wszystko pisać samemu, napisze prośbę o pomoc w ustaleniu fenomenu BTS na grupie na facebooku (porównywałam wypowiedzi, które pojawiły się w komentarzach i te które znalazły się w broszurze, tyle dobrego, że były podpisane imionami!) a potem wybiera najciekawsze wypowiedzi, poukłada je tematycznie i doda kilka zdań łączących je ze sobą.


Gdybym mogła, to właśnie tak bym zrobiła.

Dodatkowo, ktoś kto zajmował się szatą graficzną, nawet nie udawał, że się stara. Prawdopodobnie podobny efekt osiągnęłabym sama przy użyciu Painta i Canvy. Ciekawi mnie jeszcze bardzo kwestia plakatów - te z wydania o K-POPie są świeżutkimi zdjęciami, prosto z osatnich sesji z comebacków obu zespołów, czy w ogóle mogło to zostać wykorzystane w ten sposób? Pytam serio, bo nie mogę nigdy znaleźć takiej informacji.

I chociaż wiem, że większość osób potraktuje te gazety, jako możliwość taniego zdobycia plakatów zespołu, to ja poczułam się jakby ktoś zrobił ze mnie idiotę, mimo że nie jestem tego targetem. No bo co to za problem wziąć kilka różnych informacji ze stron zajmujących się k-popem, porozrzucać je na stronie, dodać parę zdań i plakaty jak za starych, dobrych czasów Bravo - fanki wszystko kupią, jeżeli tylko będą wiedziały, że to coś o ich (sprawdza na zapisane na rękach ściągi)* oppie.  

Z punktu widzenia biznesu - super sprawa, która idealnie pokazuje jak się nie narobić, aby zarobić. Ale z punktu widzenia moralnego, coś mi tutaj nie gra. Owszem, wszyscy się nastawili na to, że k-popu słuchają jedynie nastolatki, więc tak będą w większości targetować swoje działania, spoko. Przeżyję. Ale dlaczego muszą traktować je jedynie jako maszynki z pieniędzmi? Serio, ludzie nie są głupi, nawet Ci poniżej 20 roku życia. A nawet szczególnie oni, bo w większości przypadków o których pisałam powyżej, przy odrobinie znajomości angielskiego są w stanie znaleźć te same informacje (oraz zdjęcia!) w internecie. A nawet więcej.
Za darmo (nie licząc kosztów dostępu do internetu, okej?).


Wizualizacja mnie próbującej zrozumieć co tu się dzieje.

Naprawdę miałam w planach czytać wszystko co pojawi się na rynku o k-popie nie po to, żeby to oceniać, ale żeby po ludzku dowiedzieć się czegoś więcej, rozszerzyć swoją wiedzę. Jest masa fascynujących tematów, które można poruszyć rozmawiając o kpopie, nie mówiąc już o całej koreańskiej fali. A co dostajemy? Rzeczy, które większość zainteresowanych osób zdążyła już zobaczyć tak z pięć razy, bo obserwują odpowiednie strony, czy dodali się do grup, na których takie informacje pojawiają się z prędkością światła - co oznacza, że dostają informacje świeże i nie muszą czekać pół roku, aż komuś zabraknie pomysłów na wypełnienie strony, więc dodadzą zdjęcia Jungkooka z BTS z informacją, że został wybrany najprzystojniejszym mężczyzną na świecie (tutaj miałam ochotę krzyknąć niczym moim promotorzy na studiach: ŹRÓDŁO!). Albo wspomną coś o Seungurim, bo przecież to gorący temat - i co z tego, że codziennie pojawiają się nowe doniesienia o kolejnych osobach, które miały z tym coś wspólnego, a cała sprawa już dawno zaczęła wykraczać po za świat celebrytów.

Dlatego też poważnie się zastanawiam do kogo kierowane są takie publikacje (oprócz tego, że dla młodzieży). Do osób, które interesują się k-popem? Z jednej strony tak, bo w końcu mocno to promują (w tym momencie mówię o wszystkich publikacjach), a ludzie spragnieni polskich wersji nie będą mogli przejść obok nich obojętnie. Z drugiej zaś strony, patrząc na zawartość wydaje mi się, że niekoniecznie.

Marzy mi się publikacja, nie ważne, czy w formie książki czy gazety, w której w rzetelny sposób zostaną poruszone kwestie fenomenu BTS i tego jak prowadzą swoją komunikację marketingową (jestem prawie pewna, że z tego można by było stworzyć super pracę magisterska z marketingu - jeżeli ktoś się tego podejmie, koniecznie dajcie mi znać!). Chciałabym przeczytać o k-popie w perspektywie koreańskiej fali. I nie możecie mi powiedzieć, że nie da się tego zrobić - przez długi czas szukałam publikacji, która trochę przybliży mi historię i kulturę Korei, ale w trochę szerszy sposób niż jest to w internecie, ale zarazem nie będzie to pozycja stricte naukowa - aż w końcu wyszła Korea Południowa. Republika Żywiołów Marcina Jacoby, która idealnie wypełniła część luk w wiedzy o tym kraju.


Nic tu się nie dzieje, wszystko jest w porządku!

I możecie nie lubić k-popu, a może nawet nie wiedzieć, że takie coś istnieje, ale podobne sytuacje mają miejsce coraz częściej. W wielu przypadkach chęć zarobku (która powiedzmy sobie szczerze jest zawsze widoczna, ale zaraz całkowicie zrozumiała) zaczyna w zastraszającym stopniu przewyższać stworzenie czegoś co może się przydać w jakikolwiek sposób innym ludziom. Wystarczy wspomnieć o ostatnio poruszanych kwestiach tłumaczenia, korekty i wydania książek - i to nie tylko młodzieżowych! I nawet nie chodzi tu o to, co przez to sobą reprezentują a jak traktują odbiorców.

Dlatego mam dość.

*Jeżeli nie zauważyliście, to to  był sarkazm. Musiałam.

0 Komentarze