[Seriale] Czy da się obejrzeć Wiedźmina bez znajomości książek?


Zrobiłam to specjalnie dla Was. Żyłam w całkowitej nieświadomości aż do teraz, żeby zostać papierkiem lakmusowym (co brzmi bardzo źle) dotyczącym bardzo ważnego pytania odnośnie netflixowego Wiedźmina - czy osoba, która nie czytała wcześniej książek, nie oglądała polskiej wersji (wiem co zaraz powiecie, ale hej, musiałam!), ani nie grała w gry - będzie w stanie się połapać w historii a co ważniejsze, czy ta historia i sposób jej przedstawienia spodoba jej się? 

A tak na serio, to jakoś tak wyszło, że książki pana Sapkowskiego mam na półce już ponad rok, ale jestem eM, więc zamiast przeczytać wszystko wcześniej, to przekładałam lekturę na coraz to później i później i wyszło na to, że w końcu serial jest dostępny, a ja nie przeczytałam. A jako że ostatnio próbuję, jednak patrzeć bardziej pozytywnie niż negatywnie na świat (gdyby był ktoś ciekawy: idzie mi to dość ciężko), to postanowiłam wykorzystać swoje lenistwo (nie idźcie moim przykładem) i wiecie co? Cieszę się, że oglądałam Wiedźmina bez możliwości porównywania go do czegokolwiek. Dawno nie oglądałam serialu czy filmu będącego adaptacją bez takiej… Presji? 

I chyba to jest dobry moment, żeby ostrzec Was odnośnie dwóch kwestii:

1) Istnieje duże prawdopodobieństwo, że przez kilka następnych tygodni ludzie wokół mnie będą musieli uważać, bo czasami odczuwam wewnętrzną potrzebę śpiewania Grosza daj Wiedźminowi i wtedy nie ma zmiłuj - muszę zaśpiewać.
2) Mam dużo gifów z Jaskrem i nie zawaham się ich użyć (co w tym poście uczynię)

A teraz do konkretów. 

Nie jestem w stanie wyrazić słowami jak bardzo jestem zachwycona sposobem poprowadzenia tej historii. Ja wiem, że dużo osób marudziło na temat przeskoków czasowych i prowadzenia w jednym odcinku wątków, które działy się w różnym czasie przy braku wyraźnego zaznaczenia (np. w formie napisu na ekranie), ale mi to zupełnie nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie, w końcu poczułam się, że twórcy nie traktują mnie jak idiotki i dają wszystkie potrzebne informacje poprzez dialogi bohaterów. Nie zliczę ile razy zaczynałam się zastanawiać jak dane wydarzenia umiejscowić na osi czasowej i w danym momencie, któryś z bohaterów odnosił się do czegoś, co już miało miejsce. Dlatego nie martwcie się o osoby, które nie czytały pierwowzoru - dadzą sobie radę, jeżeli tylko będą słuchały co się dzieje. A to jak w końcu wszystkie wątki złączyły się w jednym czasie i miejscu? Cudo! 



Równie przyjemnie Wiedźmin wypada wizualnie - przy czym oprócz scenografii i pięknych krajobrazów, chciałabym powiedzieć, że szanuję bardzo tego, kto stwierdził, że warto czasami skupić się na pewnej tylnej części ciała męskiej części obsady (szczególnie jeśli mówimy o Geralcie, ale i Jaskier miał swój czas). Sceny walki też były dość przyjemne do oglądania (chociaż trochę krwi się lało, to nie było tego aż do przesady), chociaż nie wiem, chociaż żadna nie podbiła mojego serca (tak, mam swoje ulubione choreografie scen walki)

Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że dostaliśmy kolejny epicki bromance - Geralt i Jaskier to duet, który słusznie jest nazywany Shrekiem i osłem w końcu ich relacja wygląda prawie tak samo (plus pytanie czy byłam jedyną osobą, która żałowała, że w odcinku ze smokiem Jaskier nie krzyknął “Przecież to smoczyca”?). Sam w sobie Geralt jest bardzo ciekawą postacią, biorąc pod uwagę jego mrukliwość i to jak często robi zupełnie coś innego od tego czego można byłoby się spodziewać po tego typu postaci (spodziewałabym się raczej bezmyślnego i cynicznego podążania za kasą i kolejnymi zdaniami). Jednak to w połączeniu z innymi bohaterami naprawdę lśni. Tego przykładem są zarówno poboczni bohaterowie jak i Jaskier (którego bym pewnie zaklepała, gdybym nadal zaklepywała) i Yennefer. 

Z którą mam ogromny problem. To że nie czytałam ani nie grałam w Wiedźmina nie oznacza, że nie słyszałam zachwytów dotyczących jej postaci. I tego jak wszyscy ją uwielbiają. Po obejrzeniu serialu niestety nie jestem w stanie tego zrozumieć, bo zupełnie nie mogłam jej polubić. Ale chyba właśnie o to czasami chodzi - nie trzeba bohatera lubić, żeby docenić jego historię. A to w jaki sposób zaprezentowano historię Yen i to jak się zmieniła przez te kilkadziesiąt lat podobało mi się bardzo. Widać było jak wydarzenia ją kształtowały i jak zmieniały się jej motywacje. 


I  tak jak o tym dłużej myślę, to nie widzę niczego co by mi popsuło przyjemność z oglądania i czego mogłabym się jednoznacznie przyczepić? Co jak na mnie jest dość zaskakujące, bo zawsze gdzieś znajdę dziurę w całym. Może to naprawdę kwestia tego, że wcześniej nie znałam książek i byłam w stanie oglądać bez porównywania? 

A może tego, że oglądałam Wiedźmina w okresie świątecznym razem z rodzicami (i to w wersji z dubbingiem bo zostałam przegłosowana). Znaczy moja mama teoretycznie nie oglądała, ale jak coś się działo i chciała wiedzieć co będzie dalej to mój tata (który i czytał książki i oglądał polską wersję) odpowiadał jej używając nazwisk obsady polskiej tak żeby ja nie prychała, że spoileruje (co i tak robiłam).

Ale jeśli zastanawialiście się, czy ktoś kto nie czytał książek ani nie grał w grę, będzie w stanie ogarnąć wszystko co się tam dzieje i czy jest szansa, że takiej osobie Wiedźmin się spodoba mam jedną rzecz do napisania: 

Szansę daj Wiedźminowi!

0 Komentarze