[K-pop w książkach] Stephan Lee - K-pop tajne przez poufne



Chyba już możemy powiedzieć, że temat k-popu na dobre pojawił się w świadomości polskiej branży wydawniczej. Nie tylko zaczynają pojawiać się książki dotyczące nie tylko bezpośrednio najpopularniejszych zespołów, tak na dokładkę spora część z nich ma premierę niedługo po tej premierze. Tak jak to było w przypadku K-pop tajne przez poufne Stephana Lee o którym trochę porozmawiamy. 


Zacznijmy od tego, że jest to chyba jedna z nielicznych książek, którą miałam ochotę dosłownie wyrzucić przez okno podczas lektury (a nie zrobiłam tego jedynie dlatego, że czytałam ją na czytniku ebooków i trochę szkoda by mi było się go pozbyć), a cytaty z niej powodowały, że osoby, które je otrzymywały miały ochotę zrobić to samo. A przynajmniej tak wynikało z reakcji. Żeby dobrze zrozumieć dlaczego tak się działo, musimy przejść przez trzy płaszczyzny: samej historii jako takiej, sposobu w jaki została przedstawiona oraz przedstawienia elementów dotyczących k-popu. 


Jeśli patrzeć na samą historię, to nie jest ona taka zła. Ot, kolejna historia o młodej dziewczynie, która chce spełnić swoje marzenia o zostaniu gwiazdą. Tym razem jednak dość specyficzna, bo główna bohaterka jest Koreanką urodzoną i wychowaną w Ameryce, a droga do sławy prowadzi przez przemysł k-popowy. Na tej płaszczyźnie, można stwierdzić, że to historia jakich wiele dla młodych dziewczyn, które również marzą o sławie i o tym, że zauważy je ich idol. Jedyne do czego mogę się przyczepić to zakończenie, bo wygląda na robione na szybko, tak jakby autorowi zaraz miał się skończyć limit słów a chciał umieścić w nim wszystko to co wymyślił. 


Niestety sprawa wygląda gorzej, kiedy przejdziemy do tego w jaki sposób historia została przedstawiona. Ta książka to swoiste potwierdzenie teorii, że mężczyźni nie potrafią pisać kobiecych postaci - a nastolatek to już w ogóle. Candance Park jest z rodzaju tych trochę (albo nawet trochę bardzo) irytujących głównych bohaterek, które przekonują nas (i siebie same) jak bardzo są przeciętne, po czym cały świat przedstawiony stara się temu zaprzeczyć. Wydaje mi się, że można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że mamy tu przykład Mary Sue. Przy czym wszystkie pozostałe postacie są dość jednowymiarowe - najlepsza przyjaciółka jest bardziej koreańska od Candance, uwielbiany idol jest seksowny, największa rywalka jest rywalką, bo się uwzięła. A jeśli chodzi o sam język i styl, to pozwolę sobie przytoczyć dwa fragmenty na których polegałam: “(...) a mnie przydałyby się podwójne wkładki higieniczne i to nie pod pachami a w majtkach" oraz “Wygląda niesamowicie, jak sen jednorożca z mangi”. Ja nawet nie wiedziałam jak to skomentować.


Do tego dochodzą jeszcze dwie kwestie związane z tłumaczeniem. Po pierwsze mamy w pewnych miejscach romanizację koreańskiego (czyli przekonwertowania hangula na alfabet łaciński) o którą wypytywała u źródła Mirabell (wyszło na to, że w taki sam sposób wyglądało to w oryginale), a która nie przypomina żadnej znanej nam wersji, przez co momentami zastanawiałam się czy tak można niektóre słowa zapisywać i czy dobrze myślę co one oznaczają. Bo wiecie, może nie jestem specem od koreańskiego, ale mimo wszystko kilka słów już potrafię rozpoznać a nawet zrozumieć. Druga kwestia dotyczy tłumaczenia stwierdzeń związanych bezpośrednio z k-popem. Osoby interesujące się tym tematem są przyzwyczajone do tego, że większość specyficznych określeń nie jest tłumaczona na polski - używany jest albo język angielski albo romanizacja koreańskiego. Tutaj tłumacz zdecydował się na przetłumaczenie wszystkiego na polski, przez co dostajemy krótkie rajstopy (czyli safety shorts) czy ostre dziewczyny (czyli koncept girl crush) co samo w sobie nie jest złe, jednak dla osób przyzwyczajonych do innych określeń (a które podejrzewam miały być targetem książki) może być… ciekawym doświadczeniem. Należy również uważać na słowniczek terminów k-popowych znajdujący się na końcu książki - nie jest on zły, ale niektóre kwestie mogą zostać źle zrozumiane. 


Jednak to co najbardziej przeszkadzało mi w K-pop tajne przez poufne to samo przedstawienie świata k-popu. Zaczynając już od tego, że autor stworzył dziwną hybrydę świata rzeczywistego i fikcyjnego. Z jednej strony mamy fikcyjne zespoły, które przejęły popularność istniejących zespołów (SLK to coś na wzór BTS a QueenGirl to BLACKPINK), jednak nie przeszkadza mu to w przywoływaniu zespołów naprawdę istniejących - w tym bardzo często, wspomnianych wcześniej BLACKPINK (oprócz nich pojawiło się wspomnienie o Girls’ Generation, BigBang, Red Velvet i kilku innych, jednak w większości były to żeńskie zespoły). Co więcej, na samym początku, kiedy mowa jest ogólnie o branży k-popowej w Korei, zostaje przedstawiona koncepcja czterech największych przedsiębiorstw: YG, JYP, SMtown oraz S.A.Y - trzy pierwsze naprawdę istnieją i są nazywane Big3. Obecnie, kiedy mówi się o największych przedsiębiorstwach faktycznie wymienia się te z Big3 i dołącza do tego Big Hit, czyli wytwórnię BTS. Jedni ani drudzy nie zostali wspomnieni tam ani słowem. Wszystko to powoduje niezły bałagan. Niby autor mruga do nas oczkiem, że mamy fikcyjny świat, ale zespoły są stworzone na podstawie tych istniejących, by zaraz wspomnieć o tylko jednym z tych zespołów. 


Czytając tę książkę miałam też wrażenie, że świat koreańskiego show biznesu został przejaskrawiony. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wiemy i pewnie nigdy nie dowiemy się jak naprawdę wygląda sytuacja k-popowych idoli za kulisami a doniesienia o skandalach dotyczących ich traktowania nie napawają optymizmem, ale warto też spróbować drążyć temat głębiej jeśli chce się o nim pisać i posłuchać wywiadów ex-gwiazd czy trainee, które rzucają światło na to jak to naprawdę wygląda (na przykład jak w praktyce wygląda zakaz randkowania). Dlatego czytając o tym jak trainee są zamknięci na całe tygodnie w jednym budynku, gdzie zarówno śpią jak i ćwiczą (a niżej znajdują się biura wytwórni), przy czym dziewczyny i chłopcy muszą być od siebie bezwzględnie oddzieleni (do tego stopnia, że w ich stołówce znajduje się przezroczysta płyta - ale to tylko dlatego, żeby dziewczyny widząc na sobie wzrok chłopaków jadły mniej) trochę się zdziwiłam. Sposób przedstawienia tego, bardzo przypominał mi to w jaki sposób o k-popie wypowiadają się osoby z zachodniego kręgu kulturowego, które niezbyt wiele o nim wiedzą i nie potrafią zrozumieć, że w jaki sposób k-pop obecnie wygląda wynika bardzo mocno z zasad i kultury reprezentowanej przez koreańskie społeczeństwo. Co jest dla mnie tym bardziej dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że autor jest Koreańczykiem wychowanym w Ameryce, ale będącym w temacie koreańskiej popkultur. Nie zrozumcie mnie źle - uważam, że branża k-popu ma długą drogę przed sobą jeśli chodzi o traktowanie artystów i trainee i cieszę się za każdym razem, kiedy wychodzą informacje o tym, że coś zmierza w dobrym kierunku (tak jak teraz, że pojawią się przepisy regulujące to w jaki sposób mogą pracować nieletni trainee i idole). Ale proszę, nie róbmy z tego bajki z morałem w której dziewczynie z zewnątrz udaje się zrobić coś, czego innym nie udało się zrobić przez lata. 


Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej się zastanawiam, czy sposób przedstawienia branży nie jest wynikiem tego jaka jest to historia i do kogo została skierowana - w końcu mieliśmy już przykłady historii o nastolatkach spełniających marzenia pomimo przeciwności losu i tego okropnego, zachodniego show biznesu. A że tym razem padło na k-pop? W końcu to teraz chwytliwy temat.


K-pop tajne przez poufne to kolejna książka, która potwierdza tezę, że stereotyp o tym jak to większość fanek k-popu ma pomiędzy 13 a 16 lat ma się bardzo dobrze. Nie jest to książka zła, mimo wszystko dało się ją przeczytać, myślę, że osoby będące w targecie będą miały większą frajdę z jej lektury. Ja niestety nie jestem w stanie nie zwracać uwagi na pewne kwestie. Chociaż nie powiem, nic o tym na razie nie wiadomo, ale jestem bardzo ciekawa, czy doczekamy się kontynuacji przygód Candance. 



Postem o K-pop tajne przez poufne rozpoczynamy miesiąc z książkami o k-popie, czekajcie na kolejne opinie! 


0 Komentarze