18:50

[eMdramy] DramaRAR #6

[eMdramy] DramaRAR #6



Przyznam się szczerze - pomimo wielu tytułów, które miałam na oku (i je nadal mam, ale o tym napiszę jak zwykle w grudniu) w tym roku oglądanie dram (a tak naprawdę czegokolwiek) było dla mnie wyzwaniem. Ale wygląda na to, że sytuacja zaczyna się stabilizować - jedną dramę udało mi się obejrzeć za jednym zamachem raczej nikt nie powinien być zdziwiony o jaką chodzi) a drugą dokończyłam po prawie roku jej męczenia. Obie doceniam, ale w ogólnym rozrachunku mam wobec nich mieszane uczucia. Nieśmiało zdradzę, że oglądam kolejną dramę (jestem już na 13 odcinku!) i mam nadzieje, że jeszcze ze dwie w tym roku uda mi się obejrzeć.  


It’s okay not to be ok


Wiem, że narażę się kilku osobom, ale nie jestem w stanie zachwycać się tą dramą tak bardzo jak większość tych, którzy ją obejrzeli. Chociaż naprawdę bardzo, ale to bardzo bym chciała to robić. 


Bo wiecie, wizualnie ta drama to jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały w tym roku. Tak po prostu bardzo dobrze się na nią patrzy, a do tego dochodzi świetny pomysł dotyczący wplecenia w to wszystko dość creepy bajek i przepięknego zilustrowania ich animacjami. Ten bajkowy klimat, widoczny jest również w prawdziwym świecie - zarówno w kadrach jak i samym przedstawieniu postaci. 


Więc w czym problem? It’s okay not to be okay, jako jedna z nielicznych koreańskich dram podjęła się tematu problemów psychicznych - co nie powinno mocno dziwić, w końcu głównym miejscem akcji jest szpital psychiatryczny a głównymi bohaterami jeden z opiekunów w szpitalu oraz antyspołeczna pisarka.  I z jednej strony jest to coś nowego w repertuarze k-dram (chociaż BINGO i tak spokojnie da się ustrzelić), ale z drugiej strony sposób w jaki to wykorzystano mi nie pasował. Bo momentami wyglądało to na karykaturę. 


Ostatnimi czasy bardzo dużo się mówi o tym, jak bardzo ważne jest zdrowie psychiczne i że powinniśmy dbać o nie nie mniej niż o zdrowie fizyczne. Takie podejście bardzo mi się kłóciło z tym, co zostało przedstawione w dramie, bo tam problemy bohaterów zostały potraktowane jako wytrychy do popchnięcia akcji na przód. A na dokładkę momentami było dość stereotypowo. Co spowodowało, że nie mogłam w pełni cieszyć się z oglądania. Zdaje sobie sprawę, że w tej kwestii długa droga przed nami - zarówno w naszym kraju jak i w Korei i po części dobrze, że zaczyna się o tym mówić, jednak wolałabym żeby zwrócono również uwagę w jaki sposób to zrobić. 


Squid Game


Czy ktoś jest zdziwiony, że jedną z tych dram jest Squid Game? Myślę, że nie - w końcu to pierwsza k-drama, która do tego stopnia porwała porwała świat i stała się swego rodzaju fenomenem o których piszą już przewodniki. 


Twórcy tej dramy mieli bardzo dużo szczęścia. To że pojawiające się w niej dziecięce zabawy są wykorzystane w taki a nie inny sposób (znaczy brutalny), myślę że w dużej mierze przyczyniło się do tego, że została ona podchwycona przez twórców na Tiktoku a potem rozprzestrzeniła się na cały świat. 


Pomijając jednak samą popularność - czy Squid Game jest dobrą dramą? Nie można odmówić, że niesamowicie trzyma w napięciu, chociaż jednocześnie jest całkiem przewidywalna - a na pewno dla tych, którzy już k-dramy znają i są przyzwyczajeni do pewnych zasad czy schematów. Na pewno ogromnym plusem jest to, że nie próbowano na siłę wrzucić wątku romantycznego. 


I chociaż nie da się oderwać od oglądania a cała historia może dać nam do myślenia odnośnie tego ile jesteśmy w stanie zrobić, jeśli stawką są ogromne pieniądze, to obejrzeniu całości byłam rozczarowana. Głównie zakończeniem, które tak jak myślę, że większość zauważyła - spokojnie mogłoby wyglądać inaczej i dużo lepiej by wybrzmiało w odniesieniu do całości. Jednak chyba jeszcze większym rozczarowaniem jest dla mnie to, jak do całej tej historii podeszli głównie twórcy internetowi (chociaż także i media jak i twórcy gadżetów), którzy w bardzo szybkim czasie, promując to jako zabawę, zaczęli tworzyć własne Squid Game, co pokazuje jak bardzo nie zrozumieli przesłania. 


Jeśli macie ochotę obejrzeć historię, która ma trochę wad ale niesamowicie trzyma w napięciu i daje do myślenia a przy okazji zobaczyć co jest obecnie na topie - dajcie Squid Game szansę. 



18:20

[bukszots] Panie Czarowne, Północny Sabat, Almond, Pół roku na Saturnie

[bukszots] Panie Czarowne, Północny Sabat, Almond, Pół roku na Saturnie



Przyszedł czas na kolejne bukoszts w których tym razem znajdzie się miejsce na dwa najbardziej widoczne w tym roku trendy, jeśli chodzi o polskie wydawnictwa. Pierwszym z nim jest motyw szeroko pojętych wiedźm. Natomiast drugi to pokłosie coraz bardziej widocznego w Polsce zainteresowania Koreą Południową. 


Jakub Ćwiek - Panie Czarowne



Panie Czarowne to pierwsza książka Jakuba Ćwieka, którą miałam okazję przeczytać i bardzo możliwe, że nie ostatnia.


Jestem bardzo miło zaskoczona, że ktoś zdecydował się wykorzystać motyw wiedźm, ale nie dodawał na siłę elementów słowiańskich, za to skorzystał z miksu różnych wierzeń i motywów. Co ciekawe, przez to że całość ma miejsce we współczesnej Polsce a we wszystko wplecione są aktualne problemy zarówno starsze jak i nowsze, całość nabiera takiego realizmu, że gdyby ktoś mi powiedział, że te wydarzenia naprawdę miały miejsce - zupełnie nie byłabym zdziwiona. 


Jedyne co na początku mi przeszkadzało, to to że zostałam wrzucona w środek akcji i do pewnego momentu trudno było mi się połapać kto jest kim i z czyjej perspektywy obserwujemy wydarzenia. Chociaż miało to swój urok, bo mogliśmy powoli i nienachalnie poznawać ich historię, tak momentami miałam wrażenie, że o tych o których chciałabym i powinnam wiedzieć więcej wiem mniej, niż o tych, którzy są na dalszym planie. 


Agnieszka Sorycz - Północny Sabat (Na skraju burzy #1)



Nie wiem czemu o tej książce nie jest głośniej w książkowym świecie. Nie jest to może odkrywcza historia, ale jest w niej coś, co nie pozwoliło mi się od niej oderwać. Bardzo możliwe, że jest to kwestia tego, że właśnie w niej dostałam rzeczy, których brakowało mi w innych historiach. 


W skrócie - Północny Sabat to trochę taki paranormal romance, ale jednak bardziej skupia się na tej części paranormal niż romance (co wychodzi na dobre). Do tego dziejący się w Polsce (w Warszawie i okolicach i to tak, że nawet ja wiedziałam mniej więcej gdzie są bohaterowie) i z całkiem przyzwoitą dawką słowiańskich wierzeń (które są dość sprytnie wplecione). Nie jest to YA (całe szczęście!), ale nie ma tam wymuszonej brutalności czy graficznych scen seksu. 


Mamy tam i zabawy z czasem (w pewnym sensie) i ciekawy system magiczny (którego może i trochę nie zrozumiałam, ale nie wiem czy to kwestia tego, że nie skupiłam się, czy tego, że są jakieś dziury) i trochę klątwy i dużo tajemnic i tajemniczych zgromadzeń. Struktura historii i wydarzenia momentami przypominają mi te znane z fantasy YA (np. momentami kojarzyły się z Kronikami Nocnych Łowców), ale właśnie przez to, że bohaterowie są starsi, całość prezentuje się zdecydowanie lepiej. Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się w kolejnych częściach, bo równie dobrze mogłaby to być jednotomowa historia. Polecam dla tych, którzy poszukują lekkiej i przyjemnej lektury w fantastycznych klimatach.


Won - pyung Sohn - Almond



Nie będę po raz kolejny pisała jak bardzo się cieszę, że coraz więcej książek koreańskich autorów pojawia się na polskim rynku wydawniczym. Ups. A jak już przy tym jesteśmy przy rzeczach, który nie będzie się robiło - mam nadzieję, że wszyscy znają różnicę między tym, że ktoś czytał książkę a tym, że ktoś ją poleca? Bo niestety widziałam kilka razy, że książką jest promowana na plecach BTS - i faktycznie, Bangtani widać było, że czytali ją w In the Soop, ale nigdzie nie było powiedziane, że ją polecają. 


Skoro mamy to już za sobą, przejdźmy do wrażeń, które są… mieszane. Jak to ostatnio bywa z książkami koreańskich autorów, które mają niewiele ponad 200 stron, Almond czytało mi się bardzo szybko, chociaż sama tematyka nie była łatwa. A raczej nie powinna być, ale wydaje mi  się, że coś do końca nie wyszło. Główny bohater, Yunjae, urodził się z aleksytymią, która utrudnia mu odczuwanie, m.in. strachu czy złości. Temat niespotykany i byłam bardzo ciekawa w jaki sposób autorka go przedstawi. 


Niestety, chyba miałam zbyt wysokie oczekiwania, bo oprócz tego, że narracja była prowadzona dość oszczędnie i sucho, to tak naprawdę nie udało mi się wciągnąć w historię Yunjae z którego perspektywy był pokazany świat. I to był dla mnie największy zgrzyt - bo jak pokazać co się dzieje w świadomości osoby, która musi nauczyć się reagować na świat, bo nie czuje emocji? Pomimo tego, cała reszta bohaterów i sytuacji zmusza do przemyśleń, chociaż i tak musiałam część z nich traktować z dystansem (szczególnie zakończenie). Jestem bardzo ciekawa czy taki był zamiar autorki, czy coś się zgubiło podczas tłumaczenia (książka została przetłumaczona z angielskiego, a nie z koreańskiego). 


Małgorzata Sidz - Pół roku na Saturnie



Mam straszny problem z tą książką. Z jednej strony jestem w stanie wyobrazić sobie co czuje główna bohaterka, która próbuje odnaleźć siebie w momencie, kiedy dostaje od losu możliwość nic nie robienia a wszystko zbiega się w czasie z zakończeniem jej studiów. Hej, mój czas zaraz po studiach też nie należał do najłatwiejszych jeśli chodzi o ogarnianie “dorosłego życia” (które jest mocno przereklamowane, jakby ktoś się pytał), więc trochę to rozumiem. To ile mamy możliwości, ile rzeczy możemy zrobić a zarazem ile się od nas wymaga potrafi przytłoczyć i spowodować, że tak naprawdę nic się nie robi. 


No ale z drugiej strony, bohaterka jest tak chaotyczna i ma się wrażenie, że w jej głowie jest jeden wielki bałagan, który po kilkudziesięciu stronach zaczyna irytować do tego stopnia, że ma się ochotę nią mocno potrząsnąć. Kilkukrotnie. Do skutku. Co staje się momentami dziwne po tym, jak człowiek uświadamia sobie, że Pół roku na Saturnie bardziej przypomina pamiętnik lub dziennik, w którym bohaterka zapisuje wszystkie swoje przemyślenia jednym, nieprzerwanym strumieniem. Co znowu: momentami pozwala się bardziej wczuć w sytuację a zarazem czeka się aż dobrnie się do celu. Ale może to o tym w tym wszystkim chodziło? 


A! I jeśli chcieliście przeczytać tę książkę ze względu na to, że dzieje się w Korei Południowej - nie jest to dobry pomysł. Coś tam jest wspomniane, pojawia się kilka przemyśleń na temat społeczeństwa i kultury, ale jednak to bohaterka sama w sobie jest w centrum zainteresowania. 



17:48

[eMyk] Potęga tiktoka, czyli o fenomenie Squid Game

[eMyk] Potęga tiktoka, czyli o fenomenie Squid Game

Po raz kolejny jesteśmy świadkami sytuacji, która doskonale pokazuje, jaką potęgą jeśli chodzi o promocję jest TikTok. I nie chodzi tu o chłodno wykalkulowaną promocję stworzoną przez ludzi siedziących w agencjach marketingowych (a przynajmniej na to nie wygląda) - chodzi tu po prostu o swojskie pójście w viral. 

W tym momencie, chyba nikomu nie trzeba przedstawiać Squid Game. Ten koreański serial (k-drama) Netflixa podbił świat. Według oficjalnych danych, w ciągu miesiąca stał się najpopularniejszym serialem aż w 90 krajach, a obejrzało go 111 milionów kont. Tym samym rekord Bridgertonów z początku roku (w ciągu miesiąca obejrzało ich ok. 80 mln kont). Robi wrażenie? 

To jeszcze większe powinien zrobić fakt, że do jego sukcesu w dużej mierze przyczynił się TikTok. To właśnie tam zaczęły powstawać filmiki związane z serialem, które w dużej mierze dotyczyły poszczególnych gier - szczególnie pierwszej oraz drugiej. A przynajmniej takie podsuwał mi algorytm. I jak to tam zwykle bywa - kiedy coś się zaczyna robić popularne, coraz więcej ludzi chce sprawdzić o co w tym chodzi oraz nagrać swój film z danym trendem, żeby spróbować samemu się wybić. Dzięki temu coraz więcej osób zaczynało dowiadywać się o serialu i go oglądać. A potem przyszedł czas na media oraz twórców na innych platformach. Wszystko to spowodowało, że chociaż szał na TikToku na Squid Game przeminął, tak sam serial stał się światowym fenomenem. Nawet w Polsce już niedługo będzie miał premierę nieoficjalny przewodnik po serialu. 

Co więcej, popularność Squid Game pociągnęła za sobą korzyści dla dwóch innych dzieł popkultury koreańskiej. W pewnym momencie, do filmików związanych z serialem na TikToku, zaczęto dodawać piosenkę Lisy z BLACKPINK Money jako dźwięk. Do tego stopnia, że niektórzy byli w szoku, kiedy okazało się, że piosenka nigdy nie była soundtrackiem w tym serialu. Nawet teraz jest ona nazywana jako “piosenka ze Squid Game. Pomijając już kwestię tego, że ludzie byli zaskoczeni, że jest to utwór członkini k-popowego zespołu, ogromne wrażenie robi fakt ile to przypadkowe połączenie ze Squid Game dało Lisie. Money pochodzi z jej debiutanckiego single albumu zawierającego dwie piosenki (Money to ta druga, mniej promowana), który dla wielu był rozczarowaniem - co było odzwierciedlone również w wynikach na chartach. Teraz sytuacja wygląda trochę inaczej, bo po prawie dwóch miesiącach, bez dodatkowej promocji, utwór znalazł się na liście Billboard Top 100 na 90 miejscu. 

To samo, ale może trochę na mniejszą skalę, można powiedzieć o kolejnej k-dramie, która miała premierę na Netflixie niedługo po sukcesie Squid Game - My Name. Może i wyniki ani rozgłos nie były tak spektakularne, ale widać, że zainteresowanie zainteresowanie koreańskimi serialami może się zacząć rozprzestrzeniać coraz szerzej. W końcu nie tak łatwo wejść do top 10 najczęściej oglądanych produkcji w danym momencie jedynie kilka dni po dodaniu na platformę.

Podsumowując, mam dwa główne przemyślenia. Po pierwsze, jestem skłonna stwierdzić, że w tym momencie najlepszym narzędziem do promocji a zarazem obserwowania trendów jest TikTok. Może i trendy jak szybko pojawiają się tak znikają, ale nie można zaprzeczyć, że nie mają wpływu. Po drugie, wychodzi na to, że kolejny element koreańskiej kultury stał się źródłem światowego zainteresowania - pytanie tylko, na jak długo utrzyma się zainteresowanie k-dramami? I jaki kolejny element koreańskiej kultury szturmem zdobędzie zainteresowanie ludzi na całym świecie?


18:30

Zagraniczne zapowiedzi: listopad 2021

Zagraniczne zapowiedzi: listopad 2021



Chwilę się zastanawiałam jaki wstęp do zagranicznych zapowiedzi napisać w tym miesiącu - czasami mam wrażenie, że po tylu edycjach tych postów zaczynam się trochę powtarzać. Po czym zobaczyłam jak razem wyglądają okładki książek o których przeczytacie i nie miałam wątpliwości - tu nie trzeba dużo pisać, tu wystarczy popatrzeć, żeby od razu zdać sobie sprawę, że chodzi o listopadowe premiery. 


Amanda Foody, Christine Lynn Herman - All of Us Villains (All of Us Villains #1) 

Premiera: 9 listopada 2021




Po opublikowaniu zawierającej wszystkie sekrety, sprośnej książki, odosobnione miast Ilvernath znajduje się w centrum uwagi świata. Turyści, protestujący oraz reporterzy gromadzą się w jego sklepach z zaklęciami i ruinach, żeby być świadkami rozwijającej się starożytnej klątwy. W każdej generacji, siedem rodzin wybiera wśród siebie championa, który weźmie udział w turnieju na śmierć i życie. Nagrodą dla zwycięzcy będzie możliwość kontrolowania wyłącznie przez jego rodzinę magicznych zasobów miasta, najpotężniejszych zasobów na świecie. 


W przeszłości, złowieszczy Lowes wygrywali prawie każdy turniej a ich champion jest gotowy kontynuować rządy rodziny. Jednak w tym roku, dzięki wpływowi ich nowo odkrytemu rozgłosowi, każdy z championów ma możliwość wygrania. A raczej - szansę na zmianę historii. 


Marrisa Meyer - Gilded (Untitled #1)

Premiera: 2 listopada 2021 




Dawno temu, przeklęta przez boga kłamstwa, córka biednego młynarza rozwija talent do snucia opowieści, które są fantastyczne, urzekające i całkowicie nieprawdziwe. 


A przynajmniej wszyscy tak wierzą. 


Kiedy jedna z dziwnych opowieści Serildy zwraca uwagę złowrogiego Erlkinga i jego nieumarłych łowców, zostaje wciągnięta w ponurym świat, w którym ghule i zjawy grasują po ziemi, a kruki o pustych oczach śledzą każdy jej ruch. Król nakazuje Serildzie wykonanie niemożliwego zadania, jakim jest przędzenie słomy w złoto. Jeśli by jej się nie udało - zginie. Zdesperowana Serilda nieświadomie wzywa na pomoc tajemniczego chłopca. Zgadza się jej pomóc, ale za pewną cenę. Miłość nie ma być częścią umowy.


Wkrótce Serilda zdaje sobie sprawę, że w zamkowych murach kryje się więcej niż jeden sekret. W tym starożytna klątwa, która musi zostać złamana, jeśli ma nadzieję zakończyć tyranię króla i jego dzikie polowanie raz na zawsze. 


Scarlett St. Clair - King of Battle and Blood (Adrian X. Isolde #1)

Premiera: 30 listopada 2021




Isolde de Lara uważa dzień swojego ślubu za dzień śmierci. Aby zakończyć wieloletnią wojnę, ma poślubić króla wampirów, Adriana Aleksandra Wasiliewa a następnie zabić go. ⠀


Jednak próba zabójstwa zostaje udaremniona, a Adrian grozi, że jeśli Isolde ponownie spróbuje go zabić, zmieni ją w nieumarłą. W obliczu możliwości stania się tym, czego nienawidzi najbardziej, Isolde szuka innych sposobów, by mu się przeciwstawić i przetrwać na brutalnym wampirzym dworze. ⠀


Tylko tym czego się obawia najbardziej nie jest dwór - a Adrian. Pomimo niezaprzeczalnej chemii między nimi,  zastanawia się, dlaczego król — zaciekły, dziki, bezlitosny — wybrał ją na małżonkę. ⠀


Odpowiedź zniszczy jej świat.


Dustin Thao - You’ve reached Sam

Premiera: 9 listopada 2021




Siedemnastoletnia Julie ma już zaplanowaną przyszłość — wyprowadzić się z małego miasteczka ze swoim chłopakiem Samem, uczęszczać do college'u w mieście, spędzić lato w Japonii. Ale potem umiera Sam. I wszystko się zmienia.


Załamana Julie opuszcza pogrzeb, wyrzuca rzeczy Sama i próbuje wszystkiego, by zapomnieć o nim i o tragicznym sposobie jego śmierci. Ale wiadomość, którą Sam pozostawił w swoim roczniku, zmusza do powrotu wspomnień. Zdesperowana, by jeszcze raz usłyszeć jego głos, Julie dzwoni na komórkę Sama tylko po to, by odsłuchać jego pocztę głosową.


A Sam odbiera telefon.


W cudownym obrocie wydarzeń Julie dostaje drugą szansę na pożegnanie. Połączenie jest tymczasowe. Ale możliwość usłyszenia głosu Sama sprawia, że ​​znów się w nim zakochuje.  Z każdą kolejną rozmową coraz trudniej jest jej dać mu odejść. Jednak utrzymanie w tajemnicy jej nieziemskich rozmów z Samem nie jest łatwe, zwłaszcza gdy Julie jest świadkiem cierpienia jego rodziny. Julie, nie mogąc stać z boku i patrzeć, jak ich bliscy cierpią, jest rozdarta między ujawnieniem prawdy o swoich rozmowach z Samem a zaryzykowaniem ich związku i utraceniem go na zawsze.



W tym miesiącu premiery będą miały również znane i oczekiwanie kontynuacje znanych juź historii. Zakończenie Aurora Cycle, pisanej przez Jay’a Kristoffa i Amie Kaufman, czyli Aurora’s End, będzie miało premierę 9 listopada 2021. Trzecia część historii o rodzeństwie Montague - The Nobelman’s Guide to Scandal and Shipwrecks ma premierę 16 listopada. Tego samego dnia premierę będzię miało zakończenie dylogii These Violent Delights Chloe Gong -  Our Violent Ends.



Copyright © eM poleca , Blogger