[bukszots] Krew i popiół, The Love Hypothesis, Kołysanka dla czarownicy


Pierwsze bukszots w tym roku i od razu z książkami, które w tym momencie są w top 5 ulubionych książek przeczytanych w tym roku! Kolejność całkowicie przypadkowa. A wszystkim, którzy chcą na bieżąco śledzić co czytam przypominam o moim profilu na Goodreads oraz koncie na Twitterze na którym w miarę na bieżąco marudzę (również o blogowaniu!)


Jennifer L. Armentrout - Krew i popiół (Z krwi i popiołu #1)




To tego rodzaju książka, którą czytasz, bo wszyscy inni czytają i się świetnie bawią a Tobie brakuje dobrej zabawy, więc zamykasz marudzącą część siebie gdzieś w ciemnym zakamarku mózgu i postanawiasz dać się ponieść lekturze. I wychodzi na to, że są takie książki, podczas lektury których możesz się świetnie bawić a zarazem wytykać palcami rzeczy, które Ci się nie podobały (moja marudna część jest nie do powstrzymania). 


Nie wiem co autorka dodaje pomiędzy zdania swoich książek, ale pomimo mojego marudzenia, naprawdę trudno jest się od nich oderwać. Tak było w przypadku serii Lux, tak jest i w tym przypadku - chociaż tym razem mamy trochę lepsze tłumaczenie. Nad którym się pochylimy, bo jest jedno słowo, które wywoływało mój chichot za każdym razem, kiedy pojawiało się w zdaniu - sysun. Kiedy pierwszy raz je zobaczyłam od razu skojarzyłam je sobie z szyszunią z Epoki Lodowcowej i po prostu nie mogłam tego traktować na poważnie. Co ciekawe, w oryginale to słowo to craven (a przynajmniej tak udało mi się ustalić), więc biorąc pod uwagę to, że zostały pozostawione, lekko spolszczone nazwy Ascendentów i Descendentów (które w takiej formie bardziej kojarzą się z astrologią, jeśli ktoś by pytał), nie rozumiem decyzji o jego przetłumaczeniu.


I żeby była jasność - nie jest to YA pomimo nazwy wydawnictwa, które wydaje tę serię. Gdybym Krew i popiół miała wrzucić do jakiegoś worka gatunkowego, to pewnie wrzuciłabym go do tego samego, co Dwór Cierni i Róż Sarah J. Maas. Jest trochę ciekawego świata fantasy, ale niekoniecznie jest to na pierwszym planie. Za to jest duuużo romansu a nawet i śmielszych opisów. 


Ali Hazelwood - The Love Hypothesis



Od momentu w którym zobaczyłam okładkę tej książki, wiedziałam, że mam do czynienia z historią, która w ten czy inny sposób była inspirowana Gwiezdnym wojnami a dokładnie shipem Reylo. I nie myliłam się! 


Co więcej, mam jakieś dziwne wrażenie jakbym tę historię (albo bardzo podobną) czytała jeszcze w formie fanfiction. Tak, tak, był czas, że czytałam sporo fanficków z Reylo w roli głównej. Do tego stopnia, że myślę, że jestem w stanie określić jakie postaci z Gwiazdnych wojen były pierwowzorami postaci z The Love Hypothesis. Nie mówiąc już o tym, że to co się tam działo spokojnie można byłoby oznaczyć w reylowym BINGO. 


Ale do rzeczy. The Love Hypothesis jest całkiem przyjemnym romansem, który czerpie z jednego z moich ulubionych fanfickowych motywów, czyli udawanego randkowania (fake dating). Całość dzieje się w społeczności naukowo-akademickiej, czego chyba nigdy wcześniej nie czytałam. A dodatkowo na plus zaliczam to, że oprócz kwestii romansu, poruszony został temat kobiet w nauce i tego z czym muszą się mierzyć. 


Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości książka będzie miała swoją polską premierę, bo myślę, że wiele osób przyjemnie spędzi z nią czas - The Love Hypothesis to bardzo przyjemna lektura. Jak tylko dowiem się czegoś w tym temacie - dam znać!


Edit: I już wiadomo! Love Hypothesis zostanie wydane po polsku przez wydawnictwo You and Ya już 27 lipca! Nie zdziwcie się, bo na okładce widać oryginalny tytuł.



Magdalena Kubasiewicz - Kołysanka dla czarownicy (Jagoda Wilczek #1) 




Wiecie jak to jest przeczytać opowiadanie w antologii i stwierdzić, że wszystko fajnie pięknie, tylko szkoda, że to tylko opowiadanie, mieć kaca książkowego (opowiadaniowego?) przez kilka dni, wyleczyć się z niego innymi książkami po czym po ponad pół roku dowiedzieć się, że bohaterowie z tej historii dostaną nie tylko własną książkę, a SERIĘ KSIĄŻEK? 


Napisać, że byłam podekscytowana, kiedy dowiedziałam się, że premierę będzie miała Kołysanka dla Czarownicy Magdaleny Kubasiewicz, której opowiadanie Sen nocy miejskiej z antologii Harde baśnie, stało się jednym z ulubionych tworów (czyli zarówno książek jak i opowiadań), które miałam okazję przeczytać w 2021. 


Kołysanka dla czarownicy to urban fantasy i pomysł, który można powiedzieć, że jest dość znany i popularny w tym gatunku (czyli ludzie władający magią, którzy żyją obok, ale jednak ukrywają się przed zwykłymi ludźmi a przy okazji mają a do tego wszystkiego kryminalna zagadka). Jednak to co mnie wciągnęło w tej historii to wykorzystanie różnego rodzaju motywów (czy to baśniowych, jak Śpiąca Królewna, czy tych typowych dla gatunku jak np. nauczyciela i ucznia) w trochę inny sposób i sprawne poskładanie ich ze sobą. Nie wspominając już o tym, że jest to przykład książki bardzo dobrze wyważonej jeśli chodzi o tempo - chociaż marudzę, że chciałabym więcej, to muszę przyznać, że nie trzeba tam nic dodawać, ale nie trzeba też jej skracać. 


A jeśli chodzi o to o co mogłabym się przyczepić, to to, że stosunkowo tam mało Warszawy w Warszawie. Są opisy, ale przez większość czasu miałam wrażenie, że miejsce akcji jest niedopowiedziane. Jako człowiek, który trochę (ale tylko trochę!) w Warszawie się orientuje, czekałam na mrugnięcie okiem, żeby móc lepiej zakotwiczyć akcję w odpowiednim miejscu. Ale to raczej moje preferencje, niż poważny zarzut bo i bez tego bawiłam się świetnie podczas lektury. 


0 Komentarze