Dlaczego boję się zakończenia Szklanego tronu?


Wielkimi krokami zbliża się moment, kiedy świat pozna zakończenie serii która podbiła serca milionów czytelników. Już w październiku, dowiemy się jak zakończą się przygody królowej Terrasenu i jej dworu. Możliwe, że już kilka dni po premierze zostanie odnotowany wzrost sprzedaży chusteczek napędzany złamanymi sercami czytelników cierpiących po stracie ulubionych bohaterów (proszę tylko nie tykać Rowana i Manon, dobrze? I Doriana też proszę zostawić całego i zdrowego, jeśli można). I chociaż jestem jedną z osób, które z niecierpliwością czeka, co się wydarzy (już jakiś czas temu zamówiłam Kingdom of Ash w przedsprzedaży), to cały czas z tyłu głowy siedzi mi myśl, że to zakończenie może nie spełnić moich oczekiwań, a nawet może mnie zupełnie rozczarować i zirytować.

Zaraz pewnie odezwą się głosy, że to przecież oczywiste, że książka (a szczególnie zakończenie serii, która była wydawana przez kilka ładnych lat) może nie spełnić oczekiwań. Przez taki czas bardzo łatwo przyzwyczaić się do bohaterów, dać się ponieść teoriom przez co w naszych głowach mamy pewne wyobrażenie, które może odbiegać od tego jak autor chce zakończyć historię. I to jest dla mnie całkowicie jasne i zrozumiałe – chyba nie czytałam serii, która w 100% skończyłaby się po mojej myśli. Owszem, są zakończenia przewidywalne, ale nawet one powodują, że zaliczam facepalm z zaskoczenia, że naprawdę nie można było nic ciekawszego wymyślić.
No to w czym problem? Patrząc na całokształt twórczości Sarah (mam na myśli zarówno Szklany tron jak i Dwór cierni i róż), a szczególnie na zakończenie Dworu skrzydeł i zguby oraz ewolucję Wieży świtu z nowelki do pełnowymiarowego tomu (sama autorka potwierdziła, że trzeba go przeczytać, żeby zrozumieć co się będzie działo w ostatnim tomie, a na goodreads klasyfikowany jest jako tom 6) to zaczęłam się zastanawiać Czy ona na pewno wie co robi i czy trzyma się jakiegokolwiek planu, czy radośnie tworzy, a potem to się zobaczy (co ogólnie jest najbardziej zgodne z moim stylem tworzenia czegokolwiek , ale ja jestem jedynie małym blogerem, a ona poczytną autorką, także wiecie). I to jest chyba ten moment, gdzie uprzejmie informuję, że w poniższym tekście znajdziecie informacje, które można nazwać spoilerami, jeżeli nie czytaliście Imperium burz. O Wieży świtu i drugiej serii Maas też wspominam, ale spoilerów nie stwierdzono.

Proszę bardzo, oto dowód na to, że Wieża Świtu to szósta część.
I nie mówcie mi, że nie można ufać goodreads, bo co jak co, ale jeżeli chodzi o kolejność,
to jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. 
Pierwsze (bardzo, ale to bardzo nieśmiałe) głosy, że coś jest chyba nie tak pojawiły się jeszcze wcześniej – bo nie mówcie, że nie zauważyliście diametralnej różnicy między drugim a trzecim tomem Szklanego tronu. Moim zdaniem akurat to wyszło to na dobre – bo nie porzuciłam serii, tylko ją polubiłam. Ale musicie przyznać – mało który autor dodaje do prawie środka historii zupełnie nowych bohaterów, a co za tym idzie narracje. Może i Rowan dostał głos dopiero w późniejszych częściach, ale Manon z całą ekipą pojawiła się ni z tego ni z owego właśnie w Dziedzictwie ognia i od razu zaczęła rozpychać się łokciami. Nie wiem jak wy, ale na samym początku wątek Manon mnie irytował i psuł mi flow całej historii. Dopiero po połączeniu wątków wszystko (no dobra, prawie wszystko) nabrało sensu. A ja zaczęłam uwielbiać nowych bohaterów nawet bardziej niż tych, których już poznaliśmy.
Kolejnym przykładem, tym razem już powszechnie zauważonym przez fandom była zmiana zachowania bohaterów w Królowej cieni. Chociaż teoretycznie burza mogła być spowodowane tym, że rozpadł się związek, któremu kibicowała masa osób (dla tych którzy jakimś cudem nie pamiętają: Aelin i Chaol), to kiedy fandom czasami potrafi przesadzać (jak to fandom), tak duże wrażenie wywarły na mnie słowa Samanthy Shannon (autorki Czasu Żniw), która przed premierą czwartej części była przekonana, że Aelin i Chaol będą docelowym związkiem, przez to jakiego języka używa Sarah. Zakładam, że Samantha wie co pisze (a przynajmniej więcej niż ja), bo nie tylko studiowała literaturę w Oxfordzie, ale jej napisała kilka całkiem niezłych książek cieszących się uznaniem na całym świecie. Czytelnicy podnosili jeszcze kwestię samego zachowania bohaterów, które zmieniło się niemal z jednego tomu na drugi (i tu znowu, szczególnie głośno było o Aelin). Ja tę zmianę także zauważyłam, ale jestem w stanie wytłumaczyć ją tym, że zdarzenia z trzeciego tomu miały tak ogromny wpływ na bohaterów, że chyba dziwniejsze byłoby gdyby się nie zmienili w ogóle, ale wiecie – może po prostu chcę to tak widzieć.


Przywyczaiłam się do tego, że mam inne zdanie niż inni,
dlatego dajcie znać, co Wy o tym sądzicie! 


A teraz przyszła pora na mój ulubiony temat w tej kwestii – Wieżę świtu. Kiedy okazało się, że w Imperium burz po raz pierwszy zabraknie perspektywy Chaola (co nie powinno nikogo dziwić, bo i tak piąty tom już bez niej był ogromnym tomiszczem) w fandomie zawrzało. Niedługo potem w świat poszła informacja, że powstanie nowelka opowiadająca o losach Chaola i Nesryn (dlaczego tak dużo ludzi zapomina o Nesryn – niech ją ktoś przytuli!) w czasie, kiedy nie było ich z główną ekipą. Wszystko fajnie, pięknie – aż do momentu, kiedy Sarah poinformowała, że trochę ją poniosło i zamiast nowelki zrobił się pełnowartościowy tom. To mocno daje do myślenia, bo czy to nie oznacza, że miała coś zaplanowane, ale radośnie zaczęła tworzyć, wyszło więcej, więc raz się żyje – wydajemy wszystko i idziemy dalej z historią, następny tom jakoś się napisze? Co więcej, oprócz odpowiedzi na kilka pytań, które pozwalają nam na zrozumienie przeciwnika Aelin i ekipy dostaliśmy kolejny nowy, dość duży kawałek świata i bohaterów o których byłoby miło usłyszeć, albo chociaż dowiedzieć się później co się z nimi stało. Czy to było w planach? Czy związkowe rewolucje też były zaplanowane? Patrząc na to jak zostały opisane – szczerze w to wątpię.
Tak jak wspomniałam wcześniej, jest jeszcze kwestia trzeciego tomu Dworu cierni i róż, a raczej tej całej serii, bo przecież dawno przestało to być trylogią. Rozumiem, że Sarah wpadła na pomysł, że może jeszcze odpowiedzieć historię dziejącą się w tym świecie, ale czy naprawdę musiał na tym ucierpieć Dwór skrzydeł i zguby? Dawno nie czytałam książki, która nie tylko nie miała jakiegokolwiek klimatu, ale zamiast chociaż udawać, że skupia się na zamknięciu wątków z poprzednich tomów w sensowny sposób, radośnie buduje podstawy pod kolejne tomy. Nie wspominając już o nowelce A Court of frost and starlight, która najdelikatniej może zostać przeze mnie określona jako fanservice o jakości słabiutkiego fanfica. Wszystko to powoduje, że za każdym razem, kiedy pomyślę o tym, że Kingdom of Ash będzie ostatnim tomem serii, zaczynam się obawiać co dostaniemy w tej cegle (bo że będzie to cegła możemy być pewni, bo Sarah już ją pokazywała).




Nie ukrywajmy, że dla Maas będzie to pierwsze zakończenie serii. Chyba, że niedługo wyskoczy z informacją, że tylko żartowała i że planuje jeszcze kolejne tomy. Co by mnie nawet nie zdziwiło, bo po sześciu poprzednich tomach mamy ogromną liczbę wątków, które fajnie byłoby zamknąć. Czy uda jej się to zrobić w jednym (nawet ogromnym) tomie? Obawiam się, że nie będzie to możliwe. No chyba, że zdecydowała się nie wnikać w szczegóły i skupić się na ogólnym kształcie historii - ale wtedy obawiam się, że mocno ucierpi na tym jakość książki i przyjemność z czytania. A nie ukrywajmy, że to największa zaleta twórczości Maas - jej książek się nie czyta, je się pochłania (chyba, że naprawdę pojawiają się nieścisłości albo inne irytujące wydarzenia). Plus cudownie czyta się teorie wymyślone przez fanów, czy nawet wymyśla się samemu jak to wszystko może się skończyć. Ale to już inny temat, o którym porozmawiamy już niebawem, dlatego bądźcie czujni!
Po początkowej niechęci naprawdę polubiłam Szklany tron jako całość. Może nie jest to wybitna seria, ale Sarah potrafi tworzyć światy i pisać tak, że chce się więcej i więcej. Nie wiem jak wy, ale ja dopiero po kilku tygodniach potrafię na chłodno ocenić dany tom – na początku wszystko jest dobrze (a przynajmniej większość. No chyba, że mówimy o Dworze skrzydeł i zguby), dopiero potem potrafię zauważyć co tam się wydarzyło i że wcale to nie było takie super jakby się na pierwszy rzut oka wydawało. Dlatego obawiam się tego co przyniesie październik a wraz z nim pożegnanie z bohaterami serii, która wzbudziła we mnie tyle różnych emocji.

Czy Sarah sprosta zadaniu?

0 Komentarze