Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sarah j maas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sarah j maas. Pokaż wszystkie posty

19:27

[Same Spoilery] Pani Maas, ja to chyba już gdzieś czytałam, czyli Dom Ziemi i Krwi

[Same Spoilery] Pani Maas, ja to chyba już gdzieś czytałam, czyli Dom Ziemi i Krwi



Nawet nie wiecie jak bardzo wymęczyłam się czytając Dom Ziemi i Krwi (House of Earth and Blood), czyli najnowszą książkę Sarah J. Maas. Żebyście mogli sobie to dobrze wyobrazić, to pomyślcie sobie, że zaczęłam ją czytać niedługo po światowej premierze w angielskiej wersji (czyli gdzieś na początku marca) a skończyłam czytać wczoraj, czyli prawie w połowie czerwca (co mnie mocno bawi - w międzyczasie zdążyła wyjść polska wersja). Kilkakrotnie byłam bliska wyrzucenia jej przez okno (gdybym miała wersję papierową, to zrobiłabym to symbolicznie nawet i teraz), jednak nie zrobiłam tego, bo dość szybko zorientowałam się, że będę miała dużo do powiedzenia na temat tej książki a dokładniej na temat podobieństw, które znalazłam między nią a Szklanym tronem

Dlatego jeśli jeszcze nie czytaliście jednego albo drugiego (jeśli chodzi o Szklany tron, to mam na myśli całą serię), to nie czytajcie dalej - przed Wami spoilery. I to duże. 

Zacznijmy od całokształtu. Książkę czytało mi się bardzo ciężko, ze względu na zarzucenie czytelnika zbyt dużą ilością informacji od samego początku. Z jednej strony to zrozumiałe, bo w końcu poznajemy zupełnie nowy świat (chociaż do tego myślę, że jeszcze wrócimy, bo tego też nie jestem taka pewna), jednak przez to, że historia nabrała rumieńców dopiero 200 stron przed końcem (na prawie 700 w mojej wersji), wszystko dłużyło się niemiłosiernie. Nie pomagało też to, że czułam się, jakby przez część książki bohaterowie kręcili się w kółko. W tym przekonaniu utwierdziły mnie również późniejsze zwroty akcji, które polegały na tym, że otrzymywaliśmy informację jak jest naprawdę a nie zostało to w żaden sposób przygotowane przez wcześniejsze zachowanie bohaterów (bo nie możecie mi powiedzieć, że Hunt będący tym, który chciał kupić synth miało dla Was sens, szczególnie, że wcześniej mieliśmy jego perspektywę i nawet słowem się nie zająknął o swoich planach czy czymś co mogłoby na to wskazywać). 

Jednak tym co najbardziej irytowało mnie podczas lektury, było zauważalne podobieństwa do poprzednich historii Sarah w sposobie budowania bohaterów oraz świata przedstawionego a także używanego słownictwa. Im dłużej czytałam, tym bardziej byłam przekonana, że Maas wyskoczy z jakimś jednoznacznym nawiązaniem, które świadczyłoby o powiązaniu światów Księżycowego miasta, Szklanego tronu oraz Dworu cierni i róż - i chociaż na razie nie ma bezpośrednich nawiązań (przy czym ja się nich nie dopatrzyłam, chociaż mam teorię o Królu Jesieni i byciu rudym a Lucienem z Dworów), to istnienie portali i równoległych światów było już łącznikiem między Szklanym tronem a Dworami. Nie zdziwię się, jeśli będzie tak i tym razem. 

To co mnie dziwi natomiast, to to jak bardzo główni bohaterowie przypominają tych ze Szklanego tronu. Bryce i Hunt to jedynie lekko zmieniona wersja Aelin i Rowana. Nie wierzycie? Zaraz Wam to udowodnię. 

Mamy dwie księżniczki, których prawdziwa tożsamość jest ukrywana, różnica jest taka, że o jednej jako czytelnicy wiemy od początku, że jest księżniczką (Bryce), natomiast o drugiej dowiadujemy się razem z bohaterami (Aelin). Obie są wybrankami, posiadającymi potężne moce, których dawno nikt nie widział (jedna ma moc gwiazdy, druga włada ogniem). Obie są w połowie Fae, żeby być nieśmiertelnymi muszą przejść proces (w przypadku Aelin opisywany był jako bardziej naturalny, automatyczny - natomiast w przypadku Bryce samemu trzeba było go zainicjować). I jedna i druga bohaterka nauczyła się walczyć dzięki męskiemu bohaterowi, który pełnił rolę jej ojca (Aelin została wyszkolona przez Arobynna, który mimo wszystko miał na nią jakiś wpływ, Bryce przez swojego ojczyma, Randalla). I Bryce i Aelin kreowane są na silne bohaterki, które nie potrzebują facetów. Obie zaliczyły niespełnione pierwsze miłości, które zmarły w tragicznych okolicznościach (Sam w przypadku Aelin i Connor w przypadku Bryce). Bardzo duży wpływ na ich dalsze losy oraz na ich decyzje ma śmierć przyjaciółek (Nehemii dla Aelin i Danniki dla Bryce), które miały być liderami dla swoich społeczności. Obie przez długi czas nosiły blizny, które miały im o czymś lub kimś przypominać, chociaż mogły je wyleczyć (Aelin - blizny na plecach, Bryce - blizna na udzie). Plus obie mają podobny gust jeśli chodzi o mężczyzn - ich wybrankowie są mrukliwi, napakowani testosteronem i starsi o kilka wieków.

No właśnie, podobieństwa znajdziemy również w przypadku Rowana i Hunta. Obaj mają ciemną przeszłość, przez którą są zmuszeni do wykonywania rozkazów kogoś innego (Rowan był pod wpływem Maeve, natomiast Hunt był niewolnikiem Archanioła). Z tą przeszłością wiąże się również wielka miłość, która została zabita i o której nie mogą zapomnieć a kiełkujące uczucia do głównej bohaterki na początku uznają za zniewagę pamięci tej pierwszej. Zarówno Rowan jak i Hunt mają na twarzy tatuaże, chociaż pełnią one inne funkcje (u tego pierwszego - przypominania, u tego drugiego - znaku jego niewolnictwa). Obaj mieli na początku niezbyt pozytywną opinię na temat swoich przyszłych wybranek. 

Do tego dochodzą bohaterowie, których nie mogę przypisać jeden do jednego do poprzednich historii, m.in. Ruhn przypomina mi połączenie Doriana z Aedionem, bo jest księciem, następcą tronu, który ma problemy z ojcem jak Dorian, ale jednak jest rodziną Bryce jak Aedion i działa mocno w sferze obronnej, natomiast Adias, chociaż nie jest w stanie tego sprecyzować, przypominał mi Rhysa z Dworów. 

Faktycznie, jeśli chodzi o sam świat, to mamy więcej ras i zupełnie nowe zasady funkcjonowania (plus hej, jest w końcu elektronika!) a Maas czerpie z różnych motywów i w większości przypadków umiejętnie je łączy. Jednak jako że czytałam wszystkie je serie w oryginale, widzę, że jej język pozostaje taki sam, nie ewoluuje wraz z kolejnymi powieściami tak, żeby dopasował się do tego co chce opowiedzieć. Sarkastyczne uwagi Bryce są budowane w ten sam dwuznaczny sposób co te u Aelin, podobnie z opisami emocji u męskich bohaterów. Których tak naprawdę mi trochę szkoda, bo cały czas byli spłycani do bycia napakowanymi samcami alfa. 

Plus zupełnie nie rozumiem, czemu ta książka jest promowana jako pierwsza książka dla dorosłych - z mojej perspektywy nie jest ona bardziej brutalna czy nie jest w niej więcej gorących scen niż w Szklanym tronie czy Dworze cierni i róż. Może to kwestia wieku bohaterki, bo oficjalnie ma ona więcej niż 20 lat? Chociaż nie wiem czy to dużo zmienia, bo zachowuje się bardzo podobnie do bohaterek YA. Więc albo poprzednie serie były kiepsko targetowane, albo tutaj trochę na siłę dostaliśmy opowieść dla dorosłych, żeby można było napisać, że jest to coś nowego (plus iść z obecnym trendem pisania powieści dla dorosłych przez autorów YA).

Czy przeczytam kolejne części Księżycowego miasta? Nie jestem pewna. Z jednej strony nie chciałabym znowu cierpieć, plus Maas równie dobrze mogłaby zakończyć tę historię po jednej części, bo otwarte wątki nie są jakieś znaczące, nazwałabym je raczej punktami zaczepienia. Natomiast z drugiej strony, bardzo chciałabym zobaczyć jak z tego wszystkie wybrnie i czy pojawią się kolejne podobieństwa.

Nazwijcie mnie popkulturową masochistką. 



11:43

[Same Spoilery] Sarah J. Maas - Kingdom of Ash (Throne of Glass #7)

[Same Spoilery] Sarah J. Maas - Kingdom of Ash (Throne of Glass #7)

Zanim zaczniecie czytać ten tekst, zróbcie to co ja zrobiłam zanim zaczęłam go pisać - weźcie głęboki oddech. Nieważne czy przeczytaliście już Kingdom of Ash, czy przywędrowaliście tutaj, bo nie możecie doczekać się polskiej premiery i jesteście żądni spoilerów (i nie mówcie, że nie jesteście - wyniki wyszukiwań Was wydały) - głęboki oddech przyda się wszystkim. W końcu będziemy dyskutować o zakończeniu serii, która była z nami przez kilka dobrych lat. A jakby ktoś przez przypadek nie zauważył tytułu i jeszcze się nie zorientował - poniższy tekst będzie zawierał spoilery, dlatego czytacie dalej na własną odpowiedzialność.

Przez kilka ostatnich miesięcy, każdemu kto chciał słuchać (i kilku osobom które nie chciały słuchać też) powtarzałam, że bardzo boję się tego, jak będzie wyglądało zakończenie Szklanego tronu. I powtórzę to znowu: miałam ku temu naprawdę dobre powody. Dlatego kiedy 23 października dostałam powiadomienie, że na mojej wirtualnej półce pojawił się ebook Kingdom of Ash z jednej strony obawiałam się co tam w środku znajdę a z drugiej strony rzuciłam się do czytania niczym Grażyna z memów na promocje w dyskontach (musiałam).

Początkowo było zaskakująco dobrze - czytało mi się to całkiem sprawnie (co wcale nie jest oczywiste, mając w pamięci jak czytało się Dwór Skrzydeł i Zguby), a nawet mogę stwierdzić, że każdą, nawet najmniejszą chwilę poświęcałam Kingdom of Ash. Z każdą kolejną stroną czułam, jakby pompowany był balonik, który wybuchnie w punkcie kulminacyjnym i zostawi mi strzępki tkanek zamiast serca. Niestety, kiedy zorientowałam się, że to chyba właśnie powinno nastąpić, zamiast wybuchu dostałam spuszczone powietrze z balonika.

Ale zacznijmy od początku. Sarah całkiem sprytnie rozwiązała problem dużej ilości bohaterów, którzy powinni być narratorami - a mianowicie połączyła bohaterów w mniejsze grupy według klucza, który równie dobrze mógłby się nazwać upodobania czytelników albo z-kim-kogo-widzę-na-końcu-serii (no prawie), czyli: Aedion z Lysandrą, Chaol z Yrene (a gdzieś w tle Nasryn z Sartaqiem), Dorian z Manon (i Trzynastką!), Rowan z Gavrielem, Lorcanem i Elide, którzy dość szybko (jak Wam napiszę na której stronie było to stwierdzicie, że wcale to nie było szybko, ale uwierzcie mi - jak na to co się spodziewałam - było szybko) wchłonęli do swojej grupy Fenrysa i Aelin. I jak to bywa w takich przypadkach, było trochę nierówno. Z jednej strony mieliśmy ciężkie, emocjonalne rozdziały, żeby zaraz przeskoczyć do biegania w jedną i w drugą stronę po polu walki, żeby potem przez kilkanaście stron czytać jak można odmienić słowo mate, kiedy używa się języka w którym nie występują przypadki. No ale do rzeczy.

Rozdziały z Aedionem na pierwszym planie były jednym z najnudniejszych w Kingdom of Ash (zgadnijcie czyje jeszcze mnie nie porywały!). Ja rozumiem, że ktoś musiał przez te 1000 stron i interesować się co się dzieje z wojskiem, planować i w ogóle odwalać brudną robotę, żeby znowu nie wyszło, że wielkie starcie trwało tyle co nic. Nie pomogło jednak to, że Aedion przez większość czasu zachowywał się jak… dupek. Nie ma na to innego określenia. Szczególnie w przypadku tego, jak zachowywał się wobec Lysandry. Biedna dziewczyna cały czas biegała próbując uratować wszystkim tyłki a to co spotykało ją przez większość czasu pozostawię bez komentarza.

Chaol z Yrene tak naprawdę powtarzali to czego dowiedzieliśmy się w Wieży Świtu. Dlatego gdyby ktoś się uparł, to myślę, że nieprzeczytanie szóstej części nie stanowiłoby problemu w odbiorze zakończenia. No, można by się zdziwić, że Chaol wraca z żoną, ale jakoś to bardzo nie szokuje. Szczególnie, że ktoś w końcu musiał być w ciąży (skoro tyle razy Maas to sugerowała), a panny, które pojawiły się we wcześniejszych częściach miały inne zadania do wykonania. Szkoda trochę Nesryn i Sartaqa, których obecność ograniczyła się do wspominania, że kiedyś będą rządzili imperium. I tyle.

Za to ciągle mało było mi rozdziałów Doriana i Manon. Może to kwestia tego, że to najbardziej czekałam na to jak potoczy się ich historia. Nazwijcie mnie stronniczą, ale o tej dwójce mogłabym czytać i czytać i nigdy nie byłoby mi mało. Może i nie zdziwiło mnie za bardzo to jak wszystko się potoczyło (Manon została uznana za swoją przez Crochan, Dorian chciał zabrać robotę Aelin jako wybraniec), ale przynajmniej nie chciałam, żeby któremuś z bohaterów spadło na głowę coś ciężkiego.

Teoretycznie minęły niecałe dwa tygodnie od momentu, kiedy przeczytałam Kingdom of Ash, a mam problem, żeby przypomnieć sobie dokładnie co się działo u ekipy ratunkowej w składzie Rowan, Gavriel, Lorcan i Elide. Na pewno mieli problem ze zdecydowaniem się w którą stronę się udać. Rowan odmieniał mate przez przypadki (i zrobił się tak jednowymiarowy, że momentami aż go nie poznawałam). Lorcan robił maślane oczy ku Elide, a Elide udawała, że wcale tego nie widzi. A Gavriel był wspomniany co jakiś czas i tyle.
Natomiast w rozdziałach Aelin i Fenrysa nie działo się dużo, to pod względem emocjonalnym były one dla mnie tymi najcięższymi. Opisy tortur, przez które przechodziła Aelin, jej wewnętrzne przemyślenia i wola walki, spowodowały, że przez chwilę zaczęłam doceniać drogę przez jaką przeszła. Plus scena w której Fenrys prawie umiera, ale nie do końca, bo przecież za dużo stron do końca zostało, była sceną w której po raz pierwszy dostałam zawału.

No właśnie. Skoro Kingdom of Ash miało być epickim zakończeniem serii, wojna i straty w ludziach były nieuniknione, to pewnie trzeba mieć przy sobie chusteczki? Nie nie bardzo. Sarze znowu zabrakło jaj. Z jednej strony to dobrze, bo wszyscy moi ulubieńcy przeżyli i teraz żyją sobie długo i szczęśliwie. Z drugiej strony, jak już doprowadzamy do zakończenia w którym namnożyło się bohaterów, to któregoś już nawet dla samego szoku można byłoby skrócić o głowę, prawda? Sarah próbowała co nieco w tej kwestii robić, przez co dostawałam zawału, ale z tyłu głowy cały czas miałam wrażenie, że to za wcześnie i że nawet jeżeli opis wskazuje na najgorsze, to tak nie będzie, bo zostało za dużo stron. Dlatego też, kiedy Trzynastka zaczęła się żegnać z Manon a ja zauważyłam, że do końca jest raczej bliżej niż dalej, to wiedziałam, że to się źle skończy. I nadal nie mogę się pogodzić z ich śmiercią (która była do przewidzenia, jeżeli pamięta się o przepowiedni) a szczególnie z tym, że to zostawia Manon samą jak palec w tym złym świecie (czy ktoś może ją przytulić? Może być to Dorian!). Drugim zauważalnym trupem w Kingdom of Ash był Gavriel, którego śmierć była bardzo wymuszona. Tak jakby przez całą książkę Sarah tylko czekała aż w końcu będzie mogła go wypchnąć, po wcześniejszym obowiązkowym spotkaniu z synem. A po za tym, to tak wszystkim się jakoś udaje przetrwać.

No nie.

Samo rozwiązanie problemów również nie powala. To wielkie poświęcenie, którego miała dokonać Aelin miało w sobie więcej dziur niż durszlak, przez co koniec końców skończyliśmy z efektem o którym fani mówili od dwóch lat - Dziedziczka Ognia została bez swojego ulubionego żywiołu. Prawie. Dziękuję za uwagę.

A czy ktoś w ogóle pamiętał, czemu mieli zamknąć bramę między światami? Bo tak naprawdę to nic nie dało. Jak musieli walczyć z Maeve i Erawanem, tak walczyli. Przy czym nadal nie rozumiem fenomenu tego drugiego. Bo chociaż wszyscy chodzili i marudzili jaki on zły i niedobry, to jak przyszło co do czego… To  nawet nie byłam zaniepokojona jego obecnością. Nie wspominając o tym, że załatwiła go laska, która pojawiła się trochę na siłę w dwóch nowelkach (no dobra, jednej nowelce i jednej części) i nagle została wielka wybawczynią świata uwielbianą przez lud. DLACZEGO? To wyglądało mi na rozwiązanie problemu na siłę, tak, żeby przez ostatnie kilkadziesiąt stron móc się jedynie cieszyć się szczęśliwym zakończeniem.

Wracając do bram między światami - czy ktoś zauważył, że w końcu wyszło na jaw w jaki sposób Szklany tron i Dwór cierni i róż są połączone ze sobą? Nie wiem jak Wy, ale jak to przeczytałam, to nagle okazało się, że bardzo mnie boli czoło.

W tym momencie mogę Was zdziwić, kiedy napiszę, że mimo wszystko Kingdom of Ash podobało mi się. I chociaż sami widzicie, że mam dużo uwag co do tej części, to obawiałam się, że będzie jeszcze gorzej. W tym przypadku to co się działo powodowało, że nie mogłam się doczekać aż wrócę do domu i będę mogła bez przerwy czytać. To nadal są bohaterowie których znamy i lubimy (chociaż część z nich zrobiła się trochę papierowa, ale to można wytłumaczyć natłokiem narratorów), to nadal jest bardzo ciekawy świat, który mimo wszystko nadal pozostawił jakieś ukryte tajemnice. To nadal książka autorki, która uwielbia robić dobrze swoim czytelnikom, więc przez te kilkanaście godzin lektury z chęcią zatapiamy się w jej opowieść. Dlatego jeżeli patrzymy powierzchownie na Kingdom of Ash to widzimy całkiem niezłe zakończenie serii, które tak jak w przypadku większości książek Maas czyta się bez większych problemów. Niestety, kiedy pierwszy zachwyt minie, zaczynamy dostrzegać, że to wszystko trzyma się razem na cienkich nitkach.

PS Domagam się nowelki co najmniej wielkości Wieży Świtu, która będzie poświęcona Dorianowi i Manon. Kto jest ze mną?

18:01

Przewodnik po książkach Sarah J. Maas

Przewodnik po książkach Sarah J. Maas


Jeżeli zdarzyło się Wam interesować literaturą przeznaczoną dla starszej młodzieży (nie chcę pisać young adult, bo w tym przypadku wydaje mi się, że jednak trochę wychodzimy poza ten rodzaj) z naciskiem na fantastyczne klimaty, jestem prawie pewna, że nazwisko Sarah J. Maas nie jest Wam obce. Autorka znana jest przede wszystkim z dwóch serii, ale na horyzoncie pojawiają się coraz to nowe informacje o kolejnych projektach, dlatego postanowiłam zebrać te wszystkie informacje w jedno miejsce. Bo może i jeszcze nie ma tego tyle co w przypadku Cassandry Clare, ale wierzę, że niektórzy szukają informacji w jakiej kolejności czytać Szklany tron czy Dwór Cierni i Róż oraz to czy są w jakikolwiek sposób powiązane (od razu odpowiem na to pytanie: chodzą słuchy, że w pewien sposób tak, ale w praktyce nikt nic nie wie).

W takim razie powstaje pytanie: od czego najlepiej zacząć, żeby poznać twórczość Sarah J. Maas? Mi samej trudno jest polecić jednoznacznie, która z serii, które czytałam (z rzeczy, które są już wydane nie czytałam jedynie Catwoman) będzie lepsza na początek, kiedy obie są dość podobne, jeżeli chodzi o budowanie świata a do poszczególnych tomów mam mniejsze bądź większe uwagi. Ale jakbym już musiała wybrać, to chyba jednak wygrałby Szklany tron.

Szklany tron



Opis pierwszego tomu. Historia nastoletniej zabójczyni, Celaeny Sardothien, która prosto z kopalni soli (w której odbywa karę i czeka na nią jedynie śmierć) zostaje wciągnięta do turnieju, którego stawką jest życie lub śmierć. Mimo wszystko jest dla niej całkiem niezła perspektywa, bo jeżeli jej się uda, to po kilku latach służby na dworze będzie mogła odzyskać wolność.

Co dalej? Porównując pierwszy tom do kolejnych części można zobaczyć jak ta historia się zmieniła i ewoluowała od powieści inspirowanej Kopciuszkiem aż do… A z resztą, sami musicie się przekonać, ile jest tam zwrotów akcji, bohaterów i świata w który warto się zagłębić, żeby móc się zakochać w tej serii.

Dla kogo? Dla osób, które lubią fantastykę a szczególnie magię, Fae i smokopodobne stwory a wszystko to w rozbudowanym świecie, który odkrywają z każdym kolejnym tomem. Dla tych którzy lubią, kiedy dzieje się dużo i szybko, że nie można oderwać się od czytania a wszystko to z dodatkiem humoru.

Rada eM. Jeżeli nie podejdzie Wam pierwszy tom, ale jesteście masochistami i bardzo chcecie zrozumieć, czemu tyle osób zachwyca się tą serią - wytrzymajcie do trzeciego tomu. Sama miałam ogromny problem z polubieniem się ze Szklanym tronem i Korony w mroku, ale zakochałam w świecie podczas czytania Dziedzictwa ognia (może mieć to coś wspólnego z tym, że właśnie wtedy pojawiła się dwójka cudownych bohaterów. Przypadek?). Plus warto pamiętać, że dalsze części już nie są tak młodzieżowe jak to by sugerował pierwszy tom i warto je przestawiać w księgarni z półki dla młodzieży na fantastykę.

Kolejność czytania Szklanego tronu. Na oficjalnej stronie Sary znajdziecie informację, że najlepiej zacząć od przeczytania zbioru nowelek. Moim zdaniem, chociaż są one bardzo dobrym dodatkiem do całej historii i poznajemy w nich bohaterów z którymi spotkamy się w kolejnych tomach, to czytanie ich na sam początek może nie być dobrym pomysłem. To co ja proponuję, to przeczytanie ich po pierwszym tomie (zgodnie z chronologią wydawania, bo jestem fanką takiego podejścia). W takim przypadku kolejność wygląda mniej więcej tak:

Polski tytuł, rok wydania polskiego (Oryginalny tytuł, Rok wydania w oryginale)

Szklany tron, 2013 (Throne of Glass, 2012)
Zabójczyni,  (The Assassin’s Blade, 2014)
Korona w mroku, 2014 (Crown of Midnight, 2013)
Dziedzictwo ognia, 2015 (Heir of Fire, 2014)
Królowa cieni, 2016 (Queen of Shadows, 2015)
Imperium burz, 2017 (Empire of Storms, 2016)
Wieża świtu, 2018 (Tower of Dawn, 2017)
brak informacji, 2019 (Kingdom of Ash, 2018)

Za polskie wydanie odpowiada wydawnictwo Uroboros.

Dodatki. Została wydana oficjalna kolorowanka ze świata Szklanego tronu (wydana w Polsce w 2016 roku). Niedługo, bo pod koniec października wyjdzie zaś oficjalny przewodnik po świecie Szklanego tronu - The World of Throne of Glass (ma się pojawić na początku 2019 roku).

Dwór Cierni i Róż




Opis pierwszego tomu. Na barkach Feyre’y spoczywa przetrwanie jej rodziny, dlatego zapuszcza się w pobliże muru, który oddziela ziemię na której żyją ludzie od tej zamieszkałej  przez istoty obdarzone magią, aby polować. Podczas jednej z takich wypraw zabija ogromnego wilka, który jak się okazuje nie był zwykłym wilkiem - i którego przybywa pomścić jedna z istot zza muru - Tamlin.  

Co dalej? Pierwsza część była inspirowana Piękną i Bestią, natomiast w kolejnych częściach możecie się spodziewać kolejnych inspiracji i nawiązań. Warto w tym momencie wspomnieć, że chociaż cała seria ma mieć sześć części, to Sarah podkreśla, że trzeba na nią patrzeć w perspektywie dwóch osobnych historii, chociaż połączonych bohaterami. Pierwsza historia kończy się w trzeciej części, a dzięki nowelkom powinna przejść w drugą, która jeszcze nie została opublikowana.

Dla kogo? Również dla osób, które lubią fantastykę i fantastyczne istoty, ale w dużo spokojniejszym wydaniu. Wręcz romantycznym. Wiecie - mniej biegania, więcej patrzenia się w oczy (aaaalbo i czegoś więcej). Definitywnie nie jest to książka dla młodzieży.

Rada eM. Przygotujcie się na każdą możliwość, bo chociaż początkowe części serii były przyjęte pozytywnie (niekiedy nawet bardziej niż w przypadku Szklanego tronu), tak ostatnie publikacje pozostawiały sporo do życzenia. Szczególnie nowelka. Po cichu liczę, że kolejna część wróci z jakością na odpowiedni poziom.

Kolejność czytania Dworu Cierni i Róż. W tym przypadku mamy standardową kolejność według daty wydania:
Polski tytuł, rok wydania polskiego (Oryginalny tytuł, Rok wydania w oryginale)

Dwór cierni i róż, 2016 (A Court of Thorns and Roses, 2015)
Dwór mgieł i furii, 2017 (A Court of Mist and Fury, 2016)
Dwór skrzydeł i zguby, 2017 (A Court of Wings and Ruin, 2017)
Dwór szronu i blasku gwiazd, 2018 (A Court of Frost and Starlight, 2018)
brak informacji, brak informacji (Untitled ACOTAR novella #3.2, n/a)
brak informacji, brak informacji (Untitled ACOTAR #4, 2020)
brak informacji, brak informacji (Untitled ACOTAR #5, n/a)
brak informacji, brak informacji (Untitled ACOTAR #6, n/a)

Za polskie wydanie odpowiada wydawnictwo Uroboros.

Dodatki. Podobnie jak w przypadku Szklanego tronu, wydana została książka do kolorowania (w Polsce we wrześniu 2018 roku).


Catwoman: Soulstealer (DC Icons #3)


Sarah została również zaproszona do współpracy przy tworzeniu serii Ikony DC. Jest to młodzieżowa seria opowiadająca o losach opowiadająca o przygodach najważniejszych bohaterów z uniwersum DC. Sarze przypadła część o Kobiecie Kot, a oprócz niej możecie znaleźć w serii książki takich autorów jak Leigh Bardugo (o Wonder Woman) czy Marie Lu (o Batmanie). W Polsce pierwsza część serii miała się ukazać nakładem wydawnictwa MAG już w czerwcu, ale niestety data premiery minęła, a o nowej nic nie słychać.


Crescent City


Natomiast pod koniec 2019 zostanie wydana pierwsza część nowej serii Sarah J. Maas o tytule Crescent City. Tym razem od początku wiadomo, że historia będzie przeznaczona dla dorosłego czytelnika, chociaż nadal pozostaje w klimatach fantastycznych. Tym razem będą to jednak między innymi demony, zmiennokształtni, czy anioły. Główna bohaterka, Bryce Quinlan - pół człowiek pół Sidhe (cokolwiek to jest), prowadzi śledztwo dotyczące zabójstwa jej najlepszego przyjaciela w czym pomaga jej anielski wojownik. Z opisy wynika, że oprócz zemsty na zabójcy, będzie musiała uratować miasto przed zniszczeniem.

[Spoilerowa opinia o House of Earth and Blood]

To co, rozjaśniło się Wam trochę w głowach? Wiecie już od czego chcecie zacząć lekturę książek Sarah J. Maas, a może już przeczytaliście wszystko co dostępne i nie możecie się doczekać kolejnych? Koniecznie dajcie znać jak to u Was jest!

PS Jak Wam się podoba pomysł przewodnika po książkach danego autora? Jeżeli bylibyście zainteresowani kolejnym, dajcie znać kim powinnam się zainteresować!
PS 2 Chciałabym nieśmiało przypomnieć o ankiecie. O tej tutaj -> KLIK. Naprawdę chciałabym się dowiedzieć co sądzicie o eM poleca.

19:15

[bukszots] A Court of Frost and Starlight, Lifel1k3, A Thousand Beginnings and Endings, Kirke

[bukszots] A Court of Frost and Starlight, Lifel1k3, A Thousand Beginnings and Endings, Kirke


W dzisiejszych bukszotsach pojawią się opinie na temat książek, których w większości przeczytałam w oryginale (oprócz Kirke). Dwa świetne tytuły, jeden kompletny niewypał i jeden mech (czyli ni to dobre, ni to złe). Jak zwykle krótko i bez spoilerów. Koniecznie dajcie znać, czy czytaliście któryś z tych tytułów i co o nich sądzicie!.

Sarah J. Maas - A Court of Frost and Starlight (Court of Thorns and Roses #3.01)


Ja naprawdę nie wymagam zbyt dużo od nowelek. Szczególnie, że bardzo często są pisane, żeby zaspokoić potrzeby informacyjne fanów, a przy okazji zarobić niewielkim nakładem pracy (no chyba, że nowelka się rozrośnie i wyjdzie z niej taka Wieża Świtu. Wcale nie jestem złośliwa). Ale to co przeczytałam w Dworze szronu i blasku gwiazd (którego polska premiera miała miejsce 3 października) spowodowało, że zaczęłam się bać tego co mnie spotka czytając zakończenie Szklanego tronu, które już niedługo będzie miało premierę (23 października!).

Bo tak naprawdę coś, co miało być łącznikiem między dwoma trylogiami bardziej przypominało słabej jakości fanfiction niż to czym miało być. Po pierwsze, to nie miało żadnego celu, cała historia zawarta w tej nowelce nie prowadziła do niczego konkretnego. No chyba, że lubicie czytać w kółko o tym samym. Bohaterowie zamiast rozwijać się, robią się bardziej papierowi i zachowują się tak jak akurat wymaga od nich autorka.  Plus chciałam przypomnieć, że w oryginale, zostało to wydane w maju, a całość wydarzeń obraca się wokół święta, które niesłychanie mocno przypomina nasze Boże Narodzenie.

Mam nadzieję, że Dwór szronu i blasku gwiazd to tylko niewielki wypadek przy pracy i kiedy zostanie wydana pełnowymiarowa książka z tej serii, to zamiast facepalmów znowu będę się dobrze bawiła czytając ją.

A tak w ogóle, to znowu nie wiem czy określenie tej książki nowelką jest dobrym pomysłem, skoro w nawet w polskim tłumaczeniu ma ponad 300 stron. Tak tylko piszę. Wcale się nie czepiam!

Jay Kristoff - Lifel1k3 (Lifelike #1)


Jedyne czego możecie być pewni, kiedy czytacie książkę, którą napisał Jay Kristoff to to, że po jej skończeniu będziecie mieli wrażenie, że ktoś Wam wbił nóż w plecy i zaczął nim poruszać. Tak też było w przypadku Lifelike. Sama nie mogę się doczekać kolejnej części, bo zakończenie wbiło mnie w fotel.

Jest to też jedna z nielicznych książek, którą naprawdę można opisać za pomocą innych porównań do innych dzieł. Podczas promowania tytuły w sieci pojawiły się grafiki opisujące Lifelike jako połączenie Romea i Julii z Mad Maxem, X-Menami i Blade Runnerem kibicującym z boku i chyba nie jestem w stanie znaleźć lepszego, krótkiego opisu tego co się tam działo.

W typowym dla Jaya Kristoffa stylu, nie ma chwili na wytchnienie, akcja goni akcję i pogania zwrotem akcji. Dla tych którzy lubią opowieści o dystopijnej przyszłości z dodatkiem robotów i supermocy (w niewielkiej ilości).

A Thousands Beginnings and Endings - pod redakcją Ellen Oh


Nie wiedziałam czego się mogę spodziewać po tym zbiorze opowiadań. Wiedziałam co ja chciałabym przeczytać, kiedy usłyszałam, że zostanie wydana antologia opowiadań z których każde będzie inspirowane azjatycką mitologią. Oczami wyobraźni widziałam wręcz baśniowe opowiadania. ze snującą się leniwie narracją. I po części tak było. Ale w dużej mierze dostałam piękny misz-masz stylów i rozwiązań.

Z jednej strony pojawiają się opowiadania, które były stylizowane na opowieści baśniowe. Z drugiej strony za to, mamy historie nastolatków, które dzieją się w teraźniejszości. Po każdej z nich dostajemy krótki opis motywu z mitologii będącego inspiracją do danego opowiadania. Jak można się spodziewać w przypadku takich zbiorów - część opowiadań przypadnie do gustu bardziej, część trochę mniej, jednak tutaj nie znalazłam ani jednego, które bym całkowicie skreśliła.

A Thousand Beginnings and Endings, to świetna lektura dla osób, które w przyjemny i prosty sposób chcą poznać trochę lepiej mitologię azjatycką. Z góry jednak uprzedzam - nie znajdziecie tu naukowego opracowania legend i mitów. Nie dowiecie się również jak dokładnie brzmią. Za to jeżeli lubicie opowieści o nastolatkach inspirowane takimi klimatami (których coraz więcej pojawia się na rynku) - myślę, że będzie to idealna lektura dla Was.

Madeline Miller - Kirke


Nie wiem czy przed wakacjami był jakiś tytuł, o którym byłoby bardziej widoczny w książkowym internecie niż Kirke - a to za sprawą przepięknego wydania, na które zdecydowało się wydawnictwo Alabatros. I jak to bywa w przypadku książek z pięknymi okładkami (o czym kiedyś tutaj nawet pisałam), podświadomie miałam nadzieję na coś wow. No bo kiedy się słyszy o historii inspirowanej mitologią, to przed oczami ma się wszystkie ciekawe wydarzenia o których się słyszało i pomysły jak mogą one zostać wykorzystane (a przynajmniej ja tak mam). Może tym razem nie było tragedii, ale czegoś tutaj na pewno zabrakło.

Bo to co tak naprawdę dostajemy, to wydarzenia mitologiczne poprzez wieki z perspektywy jednej bohaterki. I nawet trudno tutaj mówić o jakiejkolwiek akcji - po prostu wszystko się powoli toczy swoim torem. Trochę żałuję, że autorka nie zdecydowała się, żeby nadać trochę tempa wydarzeniom (jak już się zaczęło rozkręcać, to okazało się, że już był koniec). Równie dobrze mogła mocniej podkreślić rolę Kirke - dlaczego to właśnie ją wybrała na główną bohaterkę i narratorkę.

Chociaż nie mogę zaprzeczyć - Kirke czytało mi się bardzo przyjemnie i gdybym miała wystawić ocenę, to powiedziałabym, że jest to poprawna lektura. Tylko mi niestety czegoś zabrakło.

--
I jak, czytaliście którąś z tych książek, a może macie jakąś z nich w planach? Koniecznie dajcie znać!
A jak już tu jesteście, to możecie wypełnić ankietę, dzięki której dowiem się co Wam w duszy gra, jeśli chodzi o eM poleca a przy okazji wyciągnę pod koniec roku jakieś wnioski. Z góry wielkie dzięki za każde wypełnienie ankiety!

Copyright © eM poleca , Blogger