BLACKPINK - prawdziwa rewolucja?




Zanim przejdę do konkretów, chciałabym podkreślić coś, co może umknąć - moim celem w tym tekście jest poukładanie informacji, które od jakiegoś czasu chodzą mi po głowie w odniesieniu do popularności BLACKPINK a także zastanowienie się co ich przypadek może znaczyć dla promocji innych zespołów oraz ich fanów. Sama nie mogę się nazwać ich fanką, ale nie jestem również anty-fanką. Zdarza mi się posłuchać ich piosenek, ale to by było na tyle. Wszelaką aktywność zespołu śledziłam z perspektywy osoby, która chciała się dowiedzieć, czemu mają tak ogromną rzeszę fanów. 

BLACKPINK to południowokoreański zespół składający się z czterech dziewczyn: Jisoo, Jennie, Rose i Lisy. Zadebiutowały one 8 sierpnia 2016 roku i od razu zdobyły zainteresowanie mediów i fanów. Po pierwsze, ze względu na to, że są pod skrzydłami YG Entertainment (która należy do tzw. Big 3 w k-popie, czyli trzech największych wytwórni) i były pierwszym girlsbandem od siedmiu lat, który tam zadebiutował (czyli od czasu bardzo popularnych 2NE1). Po drugie, ze względu na koncept (czyli ogólnie rozumiany styl i klimat), który dość mocno wyróżniał się na tle tego, co w tamtym czasie prezentowały żeńskie grupy. A był to moment, kiedy triumfowały Twice i I.O.I, czyli zespoły ze słodszymi, bardziej uroczymi konceptami. BLACKPINK, ze swoim mocniejszym, elektronicznym brzmieniem i stylistyką typu girl crush, na pewno były czymś innym (chociaż nie można powiedzieć, że zupełnie nowym). 

Plany na działalność zespołu brzmiały ambitnie. Tylko do końca 2016 roku planowano wydać album z co najmniej 8 piosenkami a do każdej z nich miał zostać nakręcony teledysk. Niestety, z perspektywy czasu to oświadczenie YG czyta się jak ponurą przepowiednię, jak naprawdę będzie wyglądała promocja BLACKPINK. Z tych ambitnych planów nic nie wyszło. Mamy rok 2020, a dziewczyny (na ten moment) mają na swoim koncie 7 teledysków i w sumie 13 oryginalnych utworów (nie licząc współprac ani remixów). Kolejną niespełnioną obietnicą, jest wydanie w 2019 roku solowych piosenek Rose, Lisy i Jisoo po solowym debiucie Jennie w 2018 roku. 




Oczywiście, na wrzesień został zapowiedziany pełen album z 10 piosenkami a czas do niego ma wypełnić piosenka będąca współpracą z Lady Gagą (Sour Candy), zapowiedziany na czerwiec singiel mający wstępnie promować wrześniowy album oraz specjalny utwór, który ma mieć premierę w lipcu lub sierpniu. Niestety konkretne daty nie są znane. A prawdopodobieństwo, że YG Entertainment zmieni plany - patrząc na ich poprzednie zapewnienia o pracy nad albumem i niedalekiej jego premierze jest bardzo duże. W końcu od poprzedniego mini albumu, średnio co trzy miesiące pojawiały się takie zapewnienia, plus z powodu pandemii koronawirusa wydano oświadczenie, które sugerowało, że album jest gotowy, ale ze względu na sytuację na świecie zostaje przełożony. Po czym w maju oświadczenie wyglądało tak, jakby został ukończony dopiero wtedy.

Fascynuje mnie to w jaki sposób YG traktuje fanów swoich artystów (o samych artystach nie wspominając) a zarazem jestem bardzo zdziwiona, że Ci fani sobie na to pozwalają. Znaczy teoretycznie widać, że nie są zadowoleni z istniejącego stanu (bo co jakiś czas trendują hasztagi w których domagają się lepszego traktowania BLACKPINK, czy wręcz wykupują ciężarówki z ekranami (na których zamieszczają postulaty dotyczące zespołu), które wysyłają pod siedzibę YG), jednak tak naprawdę nic się nie zmienia. Wygląda na to, że koreańskie media, chociaż coś wspominają o takich akcjach (i to raczej w negatywnym świetle), to dzięki nim wytwórnia dostaje darmowy rozgłos, po którym zbywa fanów mglistym oświadczeniem o planach. 




A hajs mimo wszystko nadal się zgadza. Bo fani (którzy są nazywani BLINKS) i tak wydają pieniądze na ich płyty oraz merch. Z jednej strony rozumiem stwierdzenie, że chcą przez to wspierać swój ulubiony zespół - ale  z drugiej strony zaczyna się tworzyć błędne koło. Bo cały zysk i tak idzie do wytwórni, która dostaje sygnał, że nie ważne jak sobie będzie traktowała zespół i fanów i tak jej cel (czyli zyski) zostanie zrealizowany. Ba! Wygląda na to, że w przypadku BLACKPINK stosuje się strategię minimalizacji kosztów przy maksymalizacji zysku. Dużo łatwiej jest zrobić sesję zdjęciową, wysłać członkinie do nagrania kolejnej reklamy, niż poświęcić czas i nakłady pieniężne na przygotowanie albumu i cyklu promocyjnego, kiedy tak naprawdę potencjalny przychód nie jest pewny (w końcu nikt nie wie jak jego twórczość przyjmie się wśród fanów, czy nawet wśród szerszej publiczności, dopóki nie wypuści tej twórczości w świat)

I tu zróbmy przerwę, żeby zastanowić się co to oznacza dla branży k-popowej, która nie ukrywajmy, w większości rzeczywiście nastawiona jest bardzo mocno na aspekt zarobkowy. Co w gruncie rzeczy samo w sobie nie jest niczym złym, w końcu jakoś trzeba zarabiać, ale błagam, trzymajmy się przy tym jakiś zasad. A traktowanie fanów zespołu, który ma się pod swoimi skrzydłami jak bezmózgich owieczek, którym można wcisnąć wszystko do nich nie należy. A niestety jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację w której coraz więcej wytwórni obiera taki schemat działania. I chociaż kasa może się będzie zgadzała tak wszyscy inni na tym będą tracili - zarówno fani, jak i członkowie zespołu, który będzie tak prowadzony czy inne osoby z branży. 

Ale zakończmy wątek strategii biznesowej i traktowania fanów. Przejdźmy do kwestii, której cały czas nie mogę pojąć, a próbowałam naprawdę długo. Chodzi o stwierdzenie, że BLACKPINK są rewolucją. Powiedzmy sobie szczerze, rewolucja BLACKPINK polega na tym, że ludzie dzięki marketingowi uwierzyli, że nią są. A z mojej obserwacji powodem, czemu ludzie tak uważają, jest używanie w utworach zespołu (jak również jego promocji) stwierdzenia BLACKPINK is the revolution. Tak trochę w myśl powiedzenia, że jeśli powtórzysz coś tysiąc razy, to stanie się to prawdą - ludzie w to uwierzyli. Niestety, nie udało mi się znaleźć przykładów, co takiego dziewczyny dokonały, żeby można było tak o nich mówić. 




Jeśli spojrzymy na warstwę muzyczną, tak jak wspomniałam, mamy skromny dorobek 12 piosenek, wydawanych w długich odstępach czasowych (mniej więcej co rok). Do tego, jeśli zaczniemy analizować twórczość samą w sobie, okazuje się że prawie połowa tych utworów korzysta z tego samego wzorca budowy - wymieniany jest tylko bit i tekst (więcej o tym dowiecie się w tym filmiku). Co więcej, nawet w choreografiach widzimy podobieństwa - co samo w sobie może nie byłoby widoczne a nawet byłoby chwalone jako znak rozpoznawczy czy puszczenie oczka do fanów, gdyby nie było to aż tak bardzo widoczne (tutaj znajdziecie link do podobieństw w choreografiach)

Do tego dochodzi kwestia samej promocji. BLACKPINK razem w pełnym składzie możemy zobaczyć jedynie w okresie, kiedy pracują nad nową muzyką i zbliża się czas jej premiery (ewentualnie w czasie trwania trasy koncertowej czy innych, nielicznych występów). Pozostały czas jest poświęcony na promowanie dziewczyn pojedynczo - od pojawiania się na okładkach magazynów, przez nieliczne występy w programach aż po kontrakty reklamowe. Powoduje to wrażenie, że Jisoo, Jennie, Rose i Lisa nie są grupą, a przypadkowo dobranymi osobami, które raz na jakiś czas wypuszczają razem muzykę. Nie polepszają tego wrażenia ich osobiste media instagramy, na których przede wszystkim wrzucają posty dotyczące promocji marek (czytajcie: wynikające zapewne z kontraktów reklamowych) albo mało mówiące zdjęcia z mglistymi opisami. Przez to wszystko nie tylko bardziej wydają się influencerkami niż artystkami, ale może być trudno poczuć z nimi bliższą więź.

I chociaż pewnie do każdego z tych punktów można znaleźć przykłady innych zespołów, które postępują w podobny sposób to w przypadku BLACKPINK łącząc wszystko razem dostajemy coś, co powoduje dysonans, kiedy uświadomimy sobie, ile fanów ma ten zespół. W tym wszystkim, oprócz fanów, żal chyba najbardziej samych dziewczyn, które trenowały przez wiele lat, żeby występować na scenie - tańczyć i śpiewać, rozwijać się w tym kierunku, a nie być modelkami, które muszą po raz kolejny zapewniać fanów, że nowa muzyka będzie już niedługo, chociaż po ich minach widać, że same w to nie wierzą.




Jestem bardzo ciekawa, co BLACKPINK przyniesie przyszłość. Czy ich wytwórnia w końcu zmieni strategię i zacznie wykorzystywać ich potencjał, czy nadal będą wykorzystywali przywiązanie fanów? Co się stanie, kiedy przyjdzie moment zakończenie umów, czy podpiszą kolejne, czy może to będzie koniec zespołu? I najważniejsze - czy YG w końcu zrobi coś zgodnie z zapowiedziami?


0 Komentarze