Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

13:14

eM podsumowuje 2018 rok

eM podsumowuje 2018 rok

Mam wrażenie, że 2018 trwał co najmniej ze trzy lata.

Kiedy myślę o tym ile rzeczy wydarzyło się w tym roku, aż nie mogę uwierzyć, że było tego aż tyle. Dlatego postanowiłam go trochę podsumować - tym razem nawet bardziej ogólnie niż kulturowo, bo chciałabym, żeby po prostu było to gdzieś zapisane. Ot tak, żebym mogła do tego kiedyś wrócić i zobaczyć, że chociaż momentami jest ciężko, to warto wziąć się w garść i pozwolić, żeby ktoś was kopnął w tyłek i zmobilizował do działania.

Nie wiem czy wiecie, ale ten rok nie zaczął się dla mnie zbyt dobrze. Chociaż mogła na to wskazywać kompletna cisza jaka zapanowała na początku roku na blogu. Nadal nie jestem do końca pewna co było tego przyczyną, chociaż bardzo mocno podejrzewam, że było to spowodowane próbą ogarnięcia się po największej porażce 2017 roku (do której sama się mocno przyczyniłam, no ale pomińmy to), która spowodowała, że przestałam wierzyć, że jestem w stanie zrobić cokolwiek sensownego. Dodajcie do tego ostateczne pożegnanie ze studiami (koniec z wymówkami w stylu “mam sesję”) a co za tym idzie próbę zrozumienia jak funkcjonować na sto procent w dorosłym życiu w którym zaczęło mi brakować pewnego trybu w których funkcjonowałam przez tyle lat w szkole czy na studiach.

Nie będę ukrywała, że bardzo długo zastanawiałam się, czy jest w ogóle sens kontynuować pisanie tego bloga. Skoro jest tyle innych osób, które robią to samo co ja i wychodzi im to lepiej (jeśli wierzyć statystykom i zainteresowaniu), to czemu ja miałabym cokolwiek puszczać w świat, kiedy czuję, że w kółko piszę to samo? Po co się starać, skoro godziny poświęcone na przygotowania skutkują minimalną liczbą wyświetleń i reakcji? Może i brzmi to głupio, bo skoro nie robię tego dla kasy, tylko jest to moim hobby to po co się przejmować takimi rzeczami? Ale wiecie, apetyt rośnie w miarę jedzenia i czasami po prostu przykro patrzeć na to jak wyglądają efekty jego pracy.

To były trudne miesiące. Ciężko mi było cokolwiek zrobić, a jeszcze ciężej poukładać to sobie wszystko w głowie. Całe szczęście przyszedł moment w którym stwierdziłam, że nie samą pracą żyje człowiek i że muszę mieć coś swojego, co będę robiła dla siebie i dla nikogo innego. Coś, co mimo marudzenia (które u mnie jest nieuniknione) będzie sprawiało mi radość i spowoduje, że będę musiała chociaż trochę używać swoich szarych komórek. I chociaż nie było łatwo, to jak pomyślałam tak zrobiłam.

A teraz zaczynie się bardziej optymistyczna część w której muszę zacząć od Gosiarelli, która nie dość, że spowodowała, że nie przestałam pisać (i pilnuje cały czas, żebym to robiła. Nawet nie wiecie jak mi jest trudno zabrać się za pisanie, a ile mam fajnych pomysłów!) to jeszcze jakimś dziwnym (ale skutecznym!) sposobem wmanewrowała mnie we współprowadzenie prelekcji na Serialconie o k-dramach. Musicie wiedzieć, że nie jestem wielką fanką wystąpień publicznych, dlatego nadal nie jestem pewna dlaczego się na to zgodziłam, ale nie żałuję że to zrobiłam, bo nie tylko wszystko się udało, ale dostałam pozytywnego kopa energii na kolejne miesiące.



Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że w czerwcu w pewnym sensie spełniłam jedno ze swoich marzeń, które nawet nie podejrzewałam, że kiedykolwiek może się spełnić - chodzi tu o spotkanie na Comic Conie z Danielem Gilliesem, którego większość z Was kojarzy z roli Elijah w Pamiętnikach Wampirów i Oryginalnych. Człowiek przesympatyczny i kochany nawet dla ludzi, którzy nie potrafili wydusić z siebie więcej niż dwa słowa przywitania, bo chociaż mieli przygotowane zabawne teksty (w końcu w kolejce swoje trzeba było odstać) to nagłe wyjście na powierzchnię wewnętrznej fangirl sparaliżowało ich. I chociaż nadal nie mogę sobie wybaczyć tego, że nie rozmawiałam z nim chwilę dłużej, to naprawdę jestem szczęśliwa.
Zostając przy czerwcu, muszę wywołać do tablicy kolejną blogerkę, która sprawiła, że mogłam odhaczyć kolejny punkt z listy do zrobienia w 2018 roku (chociaż bardziej była to lista do zrobienia w 2018 a jak się nie uda to później, bo wiadomo jak to ze mną jest). A chodzi tutaj o Martę (znaną w internetach jako Wybredna Maruda), dzięki której zaczęłam zawyżać statystyki mówiące o tym jak często Polacy chodzą do teatru. W czerwcu zostałam wyciągnięta na Czarownice z Eastwick a na koniec roku mogłam się pochwalić obecnością na trzech musicalach i jednym przedstawieniu (co jest wzrostem w stosunku do poprzedniego roku o 100%, także wiecie - brawo ja!).

W wakacje stwierdziłam, że przydałoby się w końcu zrobić coś fajnego w moim pokoju, dlatego dzięki ogromnej pomocy moich rodziców (którzy są  mistrzami w planowaniu i dobieraniu kolorów) mam w końcu wszystkie (no prawie wszystkie) książki w jednym miejscu, plus stworzyłam kąt, który potocznie nazywany jest centrum dowodzenia (pamiętajcie: w centrum dowodzenia najważniejszy jest fotel!).

Rok 2018 to też dla mnie rok podróży. Oprócz tych mniejszych, krajowych (które dziwnym trafem były podróżami do Krakowa), udało mi się wybrać dwa razy za granicę. Wycieczka do Włoch miała być typowym wyjazdem nastawionym na odpoczynek i troszeczkę na zwiedzanie. Skończyło się tym, że jeszcze bardziej zakochałam się we włoskiej kuchni (dajcie mi więcej pizzy, więcej wina i więcej kawy!) i stwierdziłam, że koniecznie muszę jeszcze kiedyś wrócić do Rzymu, bo było mi go za mało. Drugą, dłuższą wycieczką był wypad do Berlina do Niki z Bucherwelt, który upłynął na przede wszystkim pod znakiem Harry’ego Pottera. No i może zoo. I szukaniu ciastek. W skrócie: wyjazd również cudownie się udał.
A teraz przyszedł moment w którym warto byłoby spróbować podsumować 2018 z perspektywy kulturalnej (skoro jakoś tak wyszło, że znajdujecie się właśnie na blogu o tej tematyce). Szczerze powiedziawszy, to nie czuję, żebym miała za wiele do napisania  w tym temacie. Żaden temat nie wybił się na tyle, żeby ewidentnie zapamiętała ten rok właśnie z jego powodu.

No dobrze, niektórzy z Was (którzy mnie znają bardziej niż mniej) pewnie zaczną kręcić nosem, bo ewidentnie wkręcam się coraz bardziej w tematykę koreańskiej popkultury, a szczególnie k-dram i k-popu (z BTS na czele, chociaż ostatnio pojawiają się nowe grupy na liście do słuchania!). Nie zaprzeczam - szczególnie w przypadku BTS, chociaż powtarzam, że w ich przypadku fascynuje mnie nie tylko ich twórczość, ale również cała otoczka marketingowa z nią związana (marketingowiec może nie pracować w marketingu, ale marketing nigdy z niego nie wyjdzie!). Jeżeli chodzi o k-dramy to w porównaniu z poprzednim rokiem mocno przystopowałam (co mam zamiar zmienić, bo lista dram z 2018 sama się nie obejrzy!).

Wracając na chwilę do muzyki. W tym roku byłam na dwóch, można powiedzieć zupełnie różnych koncertach - obu równie fajnych. W sierpniu zaliczyłam koncert Eda Sheerana na Stadionie Narodowym (co mi właśnie przypomniało jak wyglądała walka o bilety). Są piosenki Eda które lubię, są takie których nie znoszę (niepopularna opinia: nie przepadam za Thinking Out Loud), ale bawiłam się przednio. Byłam pod wrażeniem, że można stworzyć widowisko, koncert na którym za całe wykonanie odpowiada jedna osoba. I tak, następnego dnia nie mogłam mówić.

Drugi koncertem był George Ezra na Torwarze. George’a uwielbiam od samych początków jego kariery i nawet nie wiecie jak piszczałam, kiedy okazało się, że pojawi się w Polsce. Dzięki temu koncertowi odkryłam, że mam tak słabą kondycję, że bardzo ciężko mi wytrwać czekanie na płycie na koncert a potem sam koncert (pracuję nad tym!). Co więcej - nabyłam swoją pierwszą koszulkę koncertową! Sam George jest przeuroczy, prze kochany (oczywiście oprócz tego, że ma cudowny głos) i dlatego bardzo się cieszę, że udało mi się tam być. A gdyby ktoś miał wątpliwości, to tak, przez ten koncert przestałam mówić na dwa dni.

Wniosek: chcesz, żeby eM przestała gadać - zabierz ją na koncert (taki, gdzie będzie mogła sobie pośpiewać).

Książkowo ten rok kręcił się wokół kilku autorów - szczególnie Jaya Kristoffa i V.E. Schwab, którzy zostali wciągnięci na listę autorów, których książki czytam jak tylko się pojawią. Gdyby ktoś był ciekawy, do tej listy zalicza się również Leigh Bardugo, Cassandra Clare i Sarah J. Maas. A tak poza tym, to odkryłam The Cruel Prince Holly Black i zawiodłam się trochę na Marzycielu Laini Taylor (o czym niedługo pewnie napiszę).

No dobra, ale co dalej? Jakie mam plany (szczególnie te blogowe) na 2019 roku? Będziecie musieli chwilę poczekać, żeby się tego dowiedzieć, bo plany na 2019 razem z podsumowaniem ankiety (pamiętacie, że była ankieta? Daję Wam tydzień na jej wypełnienie, jeżeli jeszcze tego zrobiliście) pojawią się pod koniec stycznia. Wiedzcie jedno - pomysły mam i nie zawaham się ich wykorzystać.

No chyba, że pokona mnie lenistwo.

22:08

Naj, naj, naj, czyli podsumujmy 2016 rok

Naj, naj, naj, czyli podsumujmy 2016 rok


Myśleliście, że jak już rok 2017 trwa te kilka dni, to już uwolniliście się od postów podsumowujących poprzedni rok?

Ha! eM Wam na to nie pozwoli.

Od czego zaczynamy? Niech będzie od książek.
W tym roku eM nie udało się spełnić swojego planu minimum i przeczytać 52 książek, ale i tak jest nieźle, bo było ich 49.
Dla niewtajemniczonych, czytelnik intensywny według Biblioteki Narodowej, to taki, który w przeciągu ostatniego roku przeczytał co najmniej 7 książek. 
Nie ma co narzekać, w końcu liczy się jakość lektury, a nie jej ilość, prawda?




Jeżeli już przy tym jesteśmy, to eM chciała napisać, że nie było jednej książki, która zachwyciłaby ją tak, że mogłaby o niej napisać, że była najlepszą lekturą 2016 roku. Chociaż Szóstka Wron była bardzo blisko zdobycia tego tytułu. eM bardzo dobrze wspomina też lekturę książek kontynuujących serie Sarah J. Maas, czyli Empire of Storms oraz A Court of Mist and Fury (zanim stał się Dworem Mgieł i Furii). Nie zawiodła, a nawet trochę zaskoczyła Cassandra Clare z Panią Nocy, czyli pierwszą częścią kolejnej serii o przygodach Nocnych Łowców. No i nie mogłoby być podsumowania 2016 bez Historii Pszczół Maji Lunde (o której może eM w końcu napisze, bo była cudowna!).

O złych książkach, eM nie będzie pisała, bo chyba wszyscy już słyszeli o Przeklętym Dziecku Harry'ego P. 



Serialowo rok 2016 upłynął eM na próbach wmówienia sobie, że Shadowhunters wcale nie są tak źli jacy są naprawdę. eM stara się o tym nie myśleć.
W zeszłym roku eM z bólem serca musiała się pożegnać z Agentką Carter, która nie została przedłużona. Za to próby definitywnego pożegnania się z Pamiętnikami Wampirów spełzły na niczym, ale Oryginalni cały czas trzymają dobry poziom. Największe odkrycie? Serial, który ma w sobie wszystko to co kocha eM: ładnych panów, ładne sukienki i świetny, historyczny klimat. Mowa oczywiście o Victorii (opinii o niej też możecie się spodziewać!).

Jeżeli chodzi o muzykę, to rok temu o tej porze eM maltretowała nową płytę Adele. Potem przyszedł Dawid Podsiadło, a następnie eM przeprosiła się z Nate'em Ruessem i w końcu zakochała się w jego solowej płycie.
Jeżeli powiedzielibyście eM rok temu, że spędzi kilka tygodni na uczeniu się tekstów piosenek z musicalu o jednym z ojcu założycieli Stanów Zjednoczonych, to wiecie co by zrobiła? Tak, macie rację! Chociaż eM może nigdy nie zobaczyć musicalu, to sam soundtrack był dla niej płytą roku. Teksty, które świetnie pasują do historii, a zarazem są tak aktualne obecnie? Lubicie takie? To wiecie co możecie zrobić. Poszukajcie Hamiltona.
A jeżeli ktoś chce zobaczyć, czego eM słucha, kiedy nie maltretuje płyt, to może rzucić okiem na Muzyczny Spam eM, pojawiający się na blogu w momencie, kiedy eM musi się z kimś podzielić tym co znalazła.



Najsłabiej z tego wszystkiego prezentują się filmy. Fakt, eM nie była na zbyt wielu, dlatego pewnie najlepiej wspomina trzy. Dziennik Bridget Jones 3, czyli najlepszy poprawiacz humoru ze świetną muzyką. Doctora Sherlocka Strange'a walczącego z Hannibalem. I najbardziej uroczą bandę po tamtej stronie ekranu. eM ma na myśli Niuchacza i spółkę, a nie Newta i jego znajomych, żeby było jasne!

Jeżeli chodzi o sprawy blogowe, to w 2016 roku nadszedł ten czas, kiedy eM się poddała i pojawiły się na blogu dwa miesiące bez żadnego postu. Niby eM nie miała wtedy ani czasu ani ochoty (nawet nie wiecie jak eM była bliska skończenia z blogiem!) na blogowanie, ale jednak irytacja na własną głupotę pozostaje. Do części blogowej eM może zaliczyć też Krakowskie Targi Książki, prawda? Chociaż eM była dopiero drugi raz, czuła że widzi to samo co wcześniej. Co nie zmienia faktu, że się doskonale bawiła.

Czas się pochwalić. Poniżej największe osiągnięcie eM tego roku.
A przy okazji eM pokazuje swoją prawdziwą twarz.



Czy eM ma jakieś postanowienia na 2017 rok? Pewnie coś się znajdzie (może nawet jest ich sporo), ale lepiej, żeby o tym nie pisała, bo zazwyczaj, kiedy pisze o swoich planach, to nic z nich nie wychodzi.

Wszystko?
Chyba tak.

Teraz czas na Was. Dajcie znać co Wam się podobało w 2016 roku? Czekacie już na coś, co ma się pojawić w 2017? 
Copyright © eM poleca , Blogger