[Czy warto?] Adrian Besley - BTS. Koreańska fala


Jeżeli to nie jest Wasza pierwsza wizyta na moim blogu, zapewne wiecie, że ostatnimi czasy wpadłam w popkulturę koreańską jak śliwka w kompot. Zaczęło się od k-dram (i nawet nie będę wytykała palcami czyja to wina), a potem, wręcz naturalnie przeszło to na k-pop, a raczej na jeden zespół kpopowy (bo nie mam czasu na więcej).

O fenomenie BTS już pisałam, dlatego nie powinno dziwić, że polski rynek powoli budzi się, że na fanach BTS można całkiem nieźle zarobić. W związku z tym, również i w znanych sieciach (chciałabym napisać księgarniach, ale to już dawno przestały być księgarnie), można kupić płyty BTS, czy nieautoryzowane biografie. Nie wiem jak Wam, ale kiedy słyszę o takich książkach o artystach, szczególnie jeśli dotyczy to tych, którzy w danej chwili są na topie, w głowie zapalają mi się ostrzegawcze światła, a okładka równie dobrze mogłaby mieć napis: Hej, wydaliśmy to chcemy w łatwy sposób dostać Waszą kasę. Dużo kolorowych zdjęć, nie za dużo treści, czasami mało wiarygodnych z których większość można znaleźć w internecie (szczególnie, kiedy posługujecie się angielskim). Przypomina Wam to coś?

Czy warto? BTS. Koreańska fala.


Dlatego macie szczęście, że w przypadku BTS postanowiłam być masochistką i na własnej skórze (a raczej oczach) będę testowała te książki. Na pierwszy ogień (bo jako pierwsze zostało wydane) idzie: BTS. Koreańska fala Adriana Besley’a wydana przez wydawnictwo Burda. I od razu powiedzmy sobie szczerze, to co widać na pierwszy rzut oka - ponad 40 złotych za niewiele ponad 200 stronicową książkę to trochę dużo (nawet jeśli w środku zdjęcia są wydrukowane na ładniejszym papierze). Dlatego naturalnie przychodzi do głowy pytanie - czy warto?
W środku wygląda to całkiem nieźle. Wnętrze książki nie straszy zdjęciami z każdej strony, wręcz można stwierdzić, że tekstu jest dużo więcej. Samo rozmieszczenie jest poprawne, a oprócz standardowego tekstu dostajemy ramki z opisem Bangtan bomb. Ważniejsze według autora wypowiedzi również są wyróżnione. Całość podzielona jest na 21 rozdziałów, w których znajdziemy chronologiczną (powiedzmy, bo czasami to różnie wychodzi) historię Bangtanów poprzeplataną rozdziałami, które zawierają opisy poszczególnych członków zespołu. Dodatkowo na końcu znaleźć można słowniczek najważniejszy pojęć oraz indeks. Całość prezentuje się naprawdę dobrze.

A potem przechodzimy do czytania i tylko moje nastawienie (a raczej jego brak, bo chciałam podejść do tej lektury z otwartą głową) spowodowało, że nie rzuciłam tą książką z zażenowania. Jak jeszcze warstwa merytoryczna jest niezła, tak język woła o pomstę do nieba. A przynajmniej ktoś kto zostawił za sobą naście lat powinien przygotować się na wywracanie oczami średnio raz na stronę. Mamy tu kilka problemów. Sam autor chyba chciał być fajny i korzystać z tego samego języka, którego używają fanki do komunikowania się w internecie. Co jeszcze dałoby się przeżyć, gdyby nie to, że co chwilę trafiamy na komentarze jacy chłopcy byli uroczy i jak to prześlicznie wyglądają.

Nope, to za dużo nawet jak dla mnie.

Nie pomaga też tłumaczenie w którym momentami wychodzi nieznajomość tematu. Rozumiem, ciężko jest przetłumaczyć coś, co teoretycznie jest angielskim, a tak naprawdę zahacza o język subkultury bez dogłębnej znajomości tematu (a nawet znając temat, obawiam się, że byłoby ciężko). Dlatego podziwiam i szanuję, ale to tylko dokłada cegiełkę do tego w jaki sposób czytało mi się BTS. Koreańska fala. W skrócie: momentami było bardzo, ale to bardzo infantylnie.

Trochę też brakuje mi w tym wszystkim źródłem (co akurat nie musi przeszkadzać wszystkim, ja się czepiam, bo napisałam dwie prace naukowe na studiach, więc wiem jak ważne są przypisy. I tak ogólnie #teamprzypisy). Owszem, mamy odnośniki do źródeł zdjęć, ale brakuje mi swego rodzaju bazy, która jasno powiedziałaby skąd autor brał informacje. Bo na moje oko (które swoje już widziało w internetach, jeżeli chodzi o informacje o BTS) to są to po prostu najczęściej powtarzane przez fanów informacje zebrane w jedno miejsce i poukładane w miarę logiczny sposób. Co z jednej strony jest super, bo mnie samej pozwoliło lepiej wyobrazić sobie jak to wyglądało po kolei. Z drugiej zaś mam nieodparte wrażenie, że przez to do książki trafiło kilka niesprawdzonych informacji, które chociaż są powtarzane wśród ARMY to nigdy nie zostały nigdzie oficjalnie potwierdzone. Rozumiem, że jest to nieautoryzowana biografia, ale nawet w takim przypadku wolałabym, żeby autor trzymał się faktów.

Zaskakujące jest to, że pomimo powyższego marudzenia, uznaję BTS. Koreańska fala za całkiem niezłą książkę w swojej kategorii. Jeżeli nie straszny Wam infantylny język i równie infantylne komentarze, możecie w prosty sposób prześledzić karierę Bangtanów od początku, co szukając informacji jedynie w internecie jest nie lada wyczynem. Oczywiście nie wierzyłabym wszystkim informacjom tam zawartym (i uproszczeniu charakterów chłopaków, bo to też momentami boli). Ale mimo wszystko, myślę, że jest to całkiem niezłą pozycja dla osób (szczególnie młodszych), które zaczynają przygodę z BTS a nie chcą poświęcić dużo czasu na wertowanie głębin sieci.


A kolejnego wpisu z cyklu Czy warto? wypatrujcie pod koniec listopada.

0 Komentarze