[bukszots] A Court of Frost and Starlight, Lifel1k3, A Thousand Beginnings and Endings, Kirke



W dzisiejszych bukszotsach pojawią się opinie na temat książek, których w większości przeczytałam w oryginale (oprócz Kirke). Dwa świetne tytuły, jeden kompletny niewypał i jeden mech (czyli ni to dobre, ni to złe). Jak zwykle krótko i bez spoilerów. Koniecznie dajcie znać, czy czytaliście któryś z tych tytułów i co o nich sądzicie!.

Sarah J. Maas - A Court of Frost and Starlight (Court of Thorns and Roses #3.01)


Ja naprawdę nie wymagam zbyt dużo od nowelek. Szczególnie, że bardzo często są pisane, żeby zaspokoić potrzeby informacyjne fanów, a przy okazji zarobić niewielkim nakładem pracy (no chyba, że nowelka się rozrośnie i wyjdzie z niej taka Wieża Świtu. Wcale nie jestem złośliwa). Ale to co przeczytałam w Dworze szronu i blasku gwiazd (którego polska premiera miała miejsce 3 października) spowodowało, że zaczęłam się bać tego co mnie spotka czytając zakończenie Szklanego tronu, które już niedługo będzie miało premierę (23 października!).

Bo tak naprawdę coś, co miało być łącznikiem między dwoma trylogiami bardziej przypominało słabej jakości fanfiction niż to czym miało być. Po pierwsze, to nie miało żadnego celu, cała historia zawarta w tej nowelce nie prowadziła do niczego konkretnego. No chyba, że lubicie czytać w kółko o tym samym. Bohaterowie zamiast rozwijać się, robią się bardziej papierowi i zachowują się tak jak akurat wymaga od nich autorka.  Plus chciałam przypomnieć, że w oryginale, zostało to wydane w maju, a całość wydarzeń obraca się wokół święta, które niesłychanie mocno przypomina nasze Boże Narodzenie.

Mam nadzieję, że Dwór szronu i blasku gwiazd to tylko niewielki wypadek przy pracy i kiedy zostanie wydana pełnowymiarowa książka z tej serii, to zamiast facepalmów znowu będę się dobrze bawiła czytając ją.

A tak w ogóle, to znowu nie wiem czy określenie tej książki nowelką jest dobrym pomysłem, skoro w nawet w polskim tłumaczeniu ma ponad 300 stron. Tak tylko piszę. Wcale się nie czepiam!

Jay Kristoff - Lifel1k3 (Lifelike #1)


Jedyne czego możecie być pewni, kiedy czytacie książkę, którą napisał Jay Kristoff to to, że po jej skończeniu będziecie mieli wrażenie, że ktoś Wam wbił nóż w plecy i zaczął nim poruszać. Tak też było w przypadku Lifelike. Sama nie mogę się doczekać kolejnej części, bo zakończenie wbiło mnie w fotel.

Jest to też jedna z nielicznych książek, którą naprawdę można opisać za pomocą innych porównań do innych dzieł. Podczas promowania tytuły w sieci pojawiły się grafiki opisujące Lifelike jako połączenie Romea i Julii z Mad Maxem, X-Menami i Blade Runnerem kibicującym z boku i chyba nie jestem w stanie znaleźć lepszego, krótkiego opisu tego co się tam działo.

W typowym dla Jaya Kristoffa stylu, nie ma chwili na wytchnienie, akcja goni akcję i pogania zwrotem akcji. Dla tych którzy lubią opowieści o dystopijnej przyszłości z dodatkiem robotów i supermocy (w niewielkiej ilości).

A Thousands Beginnings and Endings - pod redakcją Ellen Oh


Nie wiedziałam czego się mogę spodziewać po tym zbiorze opowiadań. Wiedziałam co ja chciałabym przeczytać, kiedy usłyszałam, że zostanie wydana antologia opowiadań z których każde będzie inspirowane azjatycką mitologią. Oczami wyobraźni widziałam wręcz baśniowe opowiadania. ze snującą się leniwie narracją. I po części tak było. Ale w dużej mierze dostałam piękny misz-masz stylów i rozwiązań.

Z jednej strony pojawiają się opowiadania, które były stylizowane na opowieści baśniowe. Z drugiej strony za to, mamy historie nastolatków, które dzieją się w teraźniejszości. Po każdej z nich dostajemy krótki opis motywu z mitologii będącego inspiracją do danego opowiadania. Jak można się spodziewać w przypadku takich zbiorów - część opowiadań przypadnie do gustu bardziej, część trochę mniej, jednak tutaj nie znalazłam ani jednego, które bym całkowicie skreśliła.

A Thousand Beginnings and Endings, to świetna lektura dla osób, które w przyjemny i prosty sposób chcą poznać trochę lepiej mitologię azjatycką. Z góry jednak uprzedzam - nie znajdziecie tu naukowego opracowania legend i mitów. Nie dowiecie się również jak dokładnie brzmią. Za to jeżeli lubicie opowieści o nastolatkach inspirowane takimi klimatami (których coraz więcej pojawia się na rynku) - myślę, że będzie to idealna lektura dla Was.

Madeline Miller - Kirke


Nie wiem czy przed wakacjami był jakiś tytuł, o którym byłoby bardziej widoczny w książkowym internecie niż Kirke - a to za sprawą przepięknego wydania, na które zdecydowało się wydawnictwo Alabatros. I jak to bywa w przypadku książek z pięknymi okładkami (o czym kiedyś tutaj nawet pisałam), podświadomie miałam nadzieję na coś wow. No bo kiedy się słyszy o historii inspirowanej mitologią, to przed oczami ma się wszystkie ciekawe wydarzenia o których się słyszało i pomysły jak mogą one zostać wykorzystane (a przynajmniej ja tak mam). Może tym razem nie było tragedii, ale czegoś tutaj na pewno zabrakło.

Bo to co tak naprawdę dostajemy, to wydarzenia mitologiczne poprzez wieki z perspektywy jednej bohaterki. I nawet trudno tutaj mówić o jakiejkolwiek akcji - po prostu wszystko się powoli toczy swoim torem. Trochę żałuję, że autorka nie zdecydowała się, żeby nadać trochę tempa wydarzeniom (jak już się zaczęło rozkręcać, to okazało się, że już był koniec). Równie dobrze mogła mocniej podkreślić rolę Kirke - dlaczego to właśnie ją wybrała na główną bohaterkę i narratorkę.

Chociaż nie mogę zaprzeczyć - Kirke czytało mi się bardzo przyjemnie i gdybym miała wystawić ocenę, to powiedziałabym, że jest to poprawna lektura. Tylko mi niestety czegoś zabrakło.

--
I jak, czytaliście którąś z tych książek, a może macie jakąś z nich w planach? Koniecznie dajcie znać!
A jak już tu jesteście, to możecie wypełnić ankietę, dzięki której dowiem się co Wam w duszy gra, jeśli chodzi o eM poleca a przy okazji wyciągnę pod koniec roku jakieś wnioski. Z góry wielkie dzięki za każde wypełnienie ankiety!

0 Komentarze