[eM radzi] Co tak naprawdę chcieliby dostać książkoholicy?


Grudzień to czas, kiedy z każdej strony możemy uzyskać porady dotyczące pomysłów na świąteczne prezenty dla różnych osób. Zaczynając od rodziny aż zawężania pomysłów przez dodawanie kolejnych informacji o osobach, również o ich zainteresowaniach. Nic dziwnego, że znajdziecie mnóstwo propozycji co kupić książkoholikom (czy po prostu osobą, które za książkami przepadają bardziej niż mniej). Ba! W zeszłym roku sama podrzuciłam Wam kilka pomysłów zarówno jeśli chodzi o nieksiążkowe jak i książkowe pomysły (plus chciałabym w tym miejscu przypomnieć, jak wygląda kupowanie książek na prezent z perspektywy osoby, która dwa lata pracowała w księgarni - część, to ja!). Tym razem jednak, chciałabym się skupić na tych bardziej… abstrakcyjnych, których realizacja w większości wymagałaby ogromnych nakładów pieniężnych (liczmy w milionach), ogromnego szczęścia, czy nadnaturalnych zjawisk.

Zacznijmy od kwestii, którą kiedyś poruszyłam, a z którą się niezbyt zgadzam, ale wiem, że taki pomysł spodobałby się wielu książkoholikom (i nie tylko), a mianowicie - podróż do świata z ulubionej książki. Zdania nie zmienię - to wcale nie byłoby takie fajne jakby mogło się to wydawać, ale skoro taka chęć jest wypowiadana, to warto o niej wspomnieć. 

Również dlatego, że pozwoli mi ona na płynne przejście do kolejnego pomysłu na prezent, tego do którego wykonania potrzebne są ogromne nakłady pieniężne - a mianowicie o ekranizacji. Oczywiście takiej, która spełniałaby wszystkie wygórowane oczekiwania każdej osoby, która przeczytała ekranizowaną książkę, więc jeśli kiedykolwiek chcielibyście je spełnić, wersja z przeniesieniem się do książkowego świata może zacząć wydawać się łatwiejsza do sprostania. 



Gorzej, jeśli dodatkowo osoba obdarowywana chciałaby spotkać się i porozmawiać (chociaż wiem, że pomysły w niektórych głowach mogą wykraczać mocno poza to) z ulubionym bohaterem lub bohaterką. Wtedy nawet załatwienie spotkania z aktorem czy aktorką grającą postać, nie pomoże i trzeba będzie liczyć, że spotkacie kogoś, kto ma nadnaturalne moce i może Wam pomóc to załatwić. Chociaż nie wiem czy bym radziła wplątywanie się w takie akcje, stanie się głównym bohaterem historii (bo przecież takie układy zazwyczaj tak się kończą), żeby spełnić czyjeś marzenie może być szkodliwe dla zdrowia i życia. Raczej niemożliwe byłoby również wskrzeszenie bohatera, pomszczenie go, czy zmiana chociażby jednego wątku, którego książkoholik bardzo, ale to bardzo nie lubi. 

Wracając do spotkań, najbardziej realne wydaje się spotkanie z ulubionym autorem lub ulubioną autorką, przynajmniej jeśli nadal żyją. W końcu są spotkania autorskie, nawet jeśli trzeba byłoby się wybrać do innego kraju, to i tak nie jest źle. Problem zaczyna się w momencie, kiedy zaczniemy się zastanawiać co taki książkoholik chciałby od takiego spotkania. Autograf i wyrażenie uwielbienia? Spoko, to przejdzie. Może nawet wspólne zdjęcie się uda (jeżeli przez przypadek nie zamknie oczu). Gorzej, jeśli spotkanie autora ma być jedynie środkiem do celu. Jakiego? A chociażby wpłynięciem na to jak dana książka ma się zakończyć. Albo pokazanie jak bardzo potrzebny jest prequel, sequel czy inna nowelka w danym świecie o konkretnym bohaterze czy wydarzeniach. Co musicie przyznać, że wydaje się bardzo prawdopodobne biorąc pod uwagę jak często słyszy się marudzenie na temat zakończenia serii. 



Jeżeli takowe w ogóle istnieją. Bo bywa też tak, że autorzy wcale się nie śpieszą z wydawaniem kolejnych części (albo wydawnictwo przestaje je tłumaczyć i wydawać). I wtedy samo poznanie zakończenia staje się marzeniem, które nie jest tak oczywiste, że się spełni.  

A jak już jesteśmy przy wydawaniu książek, to warto też wspomnieć o tym, że dużo część książkoholików po prostu chciałaby dostać całą serię książkową w tym samym rozmiarze w stosunkowo ładnych okładkach, która będzie pięknie wyglądała na półce w biblioteczce. 

A jak Wy myślicie? Czy jest coś, co książkoholicy chcieliby tak naprawdę dostać?

0 Komentarze