Co powinniście wiedzieć o k-popie?


Afera, która przetoczyła się przez polskie media pod koniec stycznia otworzyła oczy części mediów na istnienie czegoś takiego jak k-pop. No dobra, może nie tyle na istnienie, bo jest szansa, że ktoś coś tam kiedyś słyszał, a bardziej na to jak popularne jest to zjawisko - także w Polsce. A co za tym idzie, w polskiej przestrzeni medialnej zaczęło pojawiać się więcej artykułów związanych z kpopem. 


I jak nie mam nic przeciwko podążaniem za chwytliwym tematem (w końcu hej, jakoś te wyświetlenia trzeba zdobyć, żeby zarobić), tak nie jestem w stanie zrozumieć braku (lub bardzo powierzchownego) researchu, który wychodzi czasami już po przeczytaniu kilku pierwszych zdań. Nie chodzi o to, żeby poświęcać nie wiadomo ile czasu, bo k-pop jest na tyle złożony, że nawet ja po prawie czterech latach siedzenia w temacie nie czuję się na siłach, żeby opisywać niektóre zagadnienia. Chodzi o samo podejście do tematu, przez które w ostatnich tygodniach na palcach jednej ręki jestem w stanie wyliczyć artykuły czy wywiady, które były rzetelnie przeprowadzone. A widziałam tego wszystkiego naprawdę dużo, bo zarówno ja miałam tę wątpliwą przyjemność natykać się na nie co chwilę (za co serdecznie dziękuję wszelakim algorytom), to jeszcze znajomi podsyłali mi wszystko co znaleźli (chyba żebym pamiętała, że nadal jestem masochistką). 


Dlatego postanowiłam stworzyć krótki przewodnik dla tych, którzy próbują dowiedzieć się czegoś więcej o k-popie, ale boją się zapytać. Albo nie chce im się robić głębszego researchu, więc idą drogą utartych stereotypów. Nie będę tu wchodziła w historię, czy mechanizmy rządzące tym światem - raczej staram się pokazać nastawienie, jak powinno się przyjąć analizując ten temat, a którego widocznie niektórym brakuje. 


Zacznijmy od kwestii nazewnictwa i rozumienia samego k-popu, który zazwyczaj jest określany mianem muzyki popularnej z Korei Południowej. Oczywiście jest to prawda, jednak należy do tego również dodać specyficzny sposób funkcjonowania artystów oraz ich promocji, która różni się od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni na zachodzie. Co więcej, jestem przekonana, że różnorodność muzyki, jaka tam występuje może Was nieźle zdziwić (jeszcze kiedyś wróce do tego tematu, ale dla niecierpliwych: porównajcie sobie twórczość Twice, Mamamoo i Dreamcatcher)


Pozostając przy kwestii promocji, warto wspomnieć o jej podstawowych elementach. Zaczynając od płyt, które posiadają różne dodatki (przede wszystkim kolekcjonerskie karty, ale również albumy ze zdjęciami, naklejki czy co tylko sobie możecie wyobrazić), przez oficjalne lightsticki zespołu (swego rodzaju latarki w określonym kształcie, używane m.in. na koncertach), aż po dodatkowe album z sesji zdjęciowych (czy to jako dodatek do płatnego członkostwa czy jako kalendarze). Dodajcie do tego różnego rodzaju programy w których idole wykonują różnego rodzaju zadania (czy to w telewizji, czy w internecie), czy podróżują po świecie. Nie mówiąc już o promocji po wydaniu nowej muzyki w programach muzycznych, w których występują, aby wygrać (w Korei jest kilka takich programów w ciągu tygodnia, artyści potrafią się promować w nich nawet ponad miesiąc!). A to i tak nie wszystko czego możecie się spodziewać. Pod względem marketingowym, myślę że byłby to idealny temat wręcz na pracę naukową. 


I tak, to wcale nie jest takie dziwne, że mogliście nie słyszeć o k-popie, chociaż jest on obecnie tak popularny na świecie. To wręcz fascynujące dlaczego tak się dzieje i skłania do myślenia z czego to wynika. Z moich obserwacji, przede wszystkim jest to kwestia przebicia - przez długi czas, chociaż liczba fanów k-popu wzrastała, to popularne media na zachodzie, dopiero stosunkowo niedawno zaczęły się tym tematem interesować. Przy czym nadal raczej wykorzystują etykietkę k-popu (a raczej konkretnych zespołów), żeby przyciągnąć rzesze fanów (których są świadomi), niż wypracować coś ciekawego w tym temacie. 


A fani zespołów k-popowych są jedną z najciekawszych subkultur (myślę, że spokojnie można tego słowa użyć w tym przypadku) jakie dane mi było obserwować. Chociaż oczywiste, że fani dzielą się na mniejsze fandomy wokół swoich ulubionych zespołów (które lubią się bardziej lub mniej), jednak są rzeczy, które łączą ich wszystkich: walka z uprzedzeniami i żenującymi tekstami osób (Hehehe, co Ty, Chińczyków słuchasz?), wspieranie artystów w kryzysowych sytuacjach (kiedy fani widzą alarmujące zachowanie idola, proszą innych fanów - nawet z innych grup - o pomoc w napisaniu kilku miłych słów), organizowanie akcji charytatywnych, tworzenie grup zajmujących się coverami tanecznymi i długo by tu jeszcze wymieniać. 


Przy czym warto zauważyć, że jeśli chodzi o odbiorców k-popu, to wcale nie są to nastolatki w wieku 13-16 lat, wbrew temu co niektórzy usilnie twierdzą. Faktycznie, może się wydawać, że nastolatek jest najwięcej, bo w takich przypadkach to są często głośniejsze, czy popełniają błędy wynikające z ich młodego wieku (plus jednak mają tę siłę nabywczą generowaną dzięki kasie własnej czy od rodziców), jednak rzesza fanów k-popu to osoby dorosłe, które chciałby zobaczyć w przestrzeni medialnej rzetelne informacje o swoim ulubionym zespole. Albo chciałyby przynajmniej nie czuć cringe’u czytając o tym (piszę tu z własnego doświadczenia). Podrzucam Wam link, gdzie znajdziecie przekrój najciekawszych statystyk popularnych zespołów (względem wieku i płci słuchających)


Ważną kwestia jest także język, którym posługują sie fani k-popu. Tak wiem, dla kogoś z zewnątrz może być on bardzo mylący i trudny do zrozumienia - ale, hej! Spokojnie da się go ogarnąć. A jeśli nie jesteście pewni jakiegoś określenia, to poszukajcie go w kilku źródłach, czy po prostu zapytajcie. Uband (wasz ulubiony zespół), bias (wasz ulubiony członek zespoły), ult (najulubieńszy z najulubieńszych), comeback (każdy powrót zespołu z nową muzyką), trainee (osoby szkolące się do zostania artystą k-popowym), to tylko niektóre z nich. A! I żeby była jasność - sasaeng nie jest określeniem oddanego fana (jak w którymś artykule przeczytałam), jest to określenie bardziej stalkera, śledzącego idola, wykupującego o nim nielegalnie informacje. 


I tak, ciemna strona k-popu istnieje, fani są jej mniej lub więcej świadomi (a przynajmniej na tyle, na ile część rzeczy wyszło na jaw) i w ramach możliwości, starają się organizować akcje, które mają na celu jej złagodzenie. Między innymi chodzi tu właśnie o opisywane wyżej pisanie miłych komentarzy na profilach idoli, których zachowanie wzbudza niepokój (niestety coraz częściej słyszy się o samobójstwach idoli), czy piszą petycje lub w inny sposób kontaktują się z wytwórnią, kiedy widzą, że idole są przepracowani (i czasami nawet to działa!). Tylko trzeba tu przypomnieć, że każdy show biznes ma swoją ciemną stronę, niezależnie od kraju. 


Z drugiej strony, są niejednoznaczne sytuacje w których trzeba powściągnąć chęć wyrażenia opinii na ich temat, a które wynikają z różnic kulturowych i niekoniecznie można je ocenić jednoznacznie negatywnie. Jednak oczywiście, że to przychodzi z czasem i zwiększeniem zasobu wiedzy na temat kultury i historii Korei Południowej. 


Dlatego mam dla Was dwie rady w przypadku, kiedy musicie coś napisać o k-popie, a nie siedzicie w temacie i nie wiecie jak się do tego zabrać. Po pierwsze, zróbcie research na stronach anglojęzycznych. Ciekawych (i przy tym rzetelnych) artykułów znajdziecie tam dużo więcej. Plus dochodzi kwestia tłumaczenia (jeśli są tłumaczone) - kiedy teksty tłumaczone są z koreańskiego na angielski a potem na polski, część informacji może umknąć (albo zostać przeinaczona). Po drugie: kontaktujcie się z osobami, które siedzą w k-popie już jakiś czas. One naprawdę nie gryzą, a wręcz chętnie opowiedzą Wam o tym co Was interesuje, jeśli podejdziecie do nich z szacunkiem. Gdzie je znaleźć? Jeśli nie macie pomysłu a potrzebujecie napisać artykuł, spróbujcie skontaktować się z osobami prowadzącymi strony z informacjami o zespołach, czy moderatorami grup na facebooku, jeśli sami nie pomogą, to na pewno pokierują dalej.


A na koniec, dla wszystkich, którzy chcą pisać o k-popie (bo będą wyświetlenia), ale nawet nie próbują zrobić researchu, mam dla Was zdanie, które powtarza moja mama: albo robisz coś dobrze, albo nie rób tego wcale. 

0 Komentarze