Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bukszots. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bukszots. Pokaż wszystkie posty

18:57

[bukszots] Krew i popiół, The Love Hypothesis, Kołysanka dla czarownicy

[bukszots] Krew i popiół, The Love Hypothesis, Kołysanka dla czarownicy


Pierwsze bukszots w tym roku i od razu z książkami, które w tym momencie są w top 5 ulubionych książek przeczytanych w tym roku! Kolejność całkowicie przypadkowa. A wszystkim, którzy chcą na bieżąco śledzić co czytam przypominam o moim profilu na Goodreads oraz koncie na Twitterze na którym w miarę na bieżąco marudzę (również o blogowaniu!)


Jennifer L. Armentrout - Krew i popiół (Z krwi i popiołu #1)




To tego rodzaju książka, którą czytasz, bo wszyscy inni czytają i się świetnie bawią a Tobie brakuje dobrej zabawy, więc zamykasz marudzącą część siebie gdzieś w ciemnym zakamarku mózgu i postanawiasz dać się ponieść lekturze. I wychodzi na to, że są takie książki, podczas lektury których możesz się świetnie bawić a zarazem wytykać palcami rzeczy, które Ci się nie podobały (moja marudna część jest nie do powstrzymania). 


Nie wiem co autorka dodaje pomiędzy zdania swoich książek, ale pomimo mojego marudzenia, naprawdę trudno jest się od nich oderwać. Tak było w przypadku serii Lux, tak jest i w tym przypadku - chociaż tym razem mamy trochę lepsze tłumaczenie. Nad którym się pochylimy, bo jest jedno słowo, które wywoływało mój chichot za każdym razem, kiedy pojawiało się w zdaniu - sysun. Kiedy pierwszy raz je zobaczyłam od razu skojarzyłam je sobie z szyszunią z Epoki Lodowcowej i po prostu nie mogłam tego traktować na poważnie. Co ciekawe, w oryginale to słowo to craven (a przynajmniej tak udało mi się ustalić), więc biorąc pod uwagę to, że zostały pozostawione, lekko spolszczone nazwy Ascendentów i Descendentów (które w takiej formie bardziej kojarzą się z astrologią, jeśli ktoś by pytał), nie rozumiem decyzji o jego przetłumaczeniu.


I żeby była jasność - nie jest to YA pomimo nazwy wydawnictwa, które wydaje tę serię. Gdybym Krew i popiół miała wrzucić do jakiegoś worka gatunkowego, to pewnie wrzuciłabym go do tego samego, co Dwór Cierni i Róż Sarah J. Maas. Jest trochę ciekawego świata fantasy, ale niekoniecznie jest to na pierwszym planie. Za to jest duuużo romansu a nawet i śmielszych opisów. 


Ali Hazelwood - The Love Hypothesis



Od momentu w którym zobaczyłam okładkę tej książki, wiedziałam, że mam do czynienia z historią, która w ten czy inny sposób była inspirowana Gwiezdnym wojnami a dokładnie shipem Reylo. I nie myliłam się! 


Co więcej, mam jakieś dziwne wrażenie jakbym tę historię (albo bardzo podobną) czytała jeszcze w formie fanfiction. Tak, tak, był czas, że czytałam sporo fanficków z Reylo w roli głównej. Do tego stopnia, że myślę, że jestem w stanie określić jakie postaci z Gwiazdnych wojen były pierwowzorami postaci z The Love Hypothesis. Nie mówiąc już o tym, że to co się tam działo spokojnie można byłoby oznaczyć w reylowym BINGO. 


Ale do rzeczy. The Love Hypothesis jest całkiem przyjemnym romansem, który czerpie z jednego z moich ulubionych fanfickowych motywów, czyli udawanego randkowania (fake dating). Całość dzieje się w społeczności naukowo-akademickiej, czego chyba nigdy wcześniej nie czytałam. A dodatkowo na plus zaliczam to, że oprócz kwestii romansu, poruszony został temat kobiet w nauce i tego z czym muszą się mierzyć. 


Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości książka będzie miała swoją polską premierę, bo myślę, że wiele osób przyjemnie spędzi z nią czas - The Love Hypothesis to bardzo przyjemna lektura. Jak tylko dowiem się czegoś w tym temacie - dam znać!


Edit: I już wiadomo! Love Hypothesis zostanie wydane po polsku przez wydawnictwo You and Ya już 27 lipca! Nie zdziwcie się, bo na okładce widać oryginalny tytuł.



Magdalena Kubasiewicz - Kołysanka dla czarownicy (Jagoda Wilczek #1) 




Wiecie jak to jest przeczytać opowiadanie w antologii i stwierdzić, że wszystko fajnie pięknie, tylko szkoda, że to tylko opowiadanie, mieć kaca książkowego (opowiadaniowego?) przez kilka dni, wyleczyć się z niego innymi książkami po czym po ponad pół roku dowiedzieć się, że bohaterowie z tej historii dostaną nie tylko własną książkę, a SERIĘ KSIĄŻEK? 


Napisać, że byłam podekscytowana, kiedy dowiedziałam się, że premierę będzie miała Kołysanka dla Czarownicy Magdaleny Kubasiewicz, której opowiadanie Sen nocy miejskiej z antologii Harde baśnie, stało się jednym z ulubionych tworów (czyli zarówno książek jak i opowiadań), które miałam okazję przeczytać w 2021. 


Kołysanka dla czarownicy to urban fantasy i pomysł, który można powiedzieć, że jest dość znany i popularny w tym gatunku (czyli ludzie władający magią, którzy żyją obok, ale jednak ukrywają się przed zwykłymi ludźmi a przy okazji mają a do tego wszystkiego kryminalna zagadka). Jednak to co mnie wciągnęło w tej historii to wykorzystanie różnego rodzaju motywów (czy to baśniowych, jak Śpiąca Królewna, czy tych typowych dla gatunku jak np. nauczyciela i ucznia) w trochę inny sposób i sprawne poskładanie ich ze sobą. Nie wspominając już o tym, że jest to przykład książki bardzo dobrze wyważonej jeśli chodzi o tempo - chociaż marudzę, że chciałabym więcej, to muszę przyznać, że nie trzeba tam nic dodawać, ale nie trzeba też jej skracać. 


A jeśli chodzi o to o co mogłabym się przyczepić, to to, że stosunkowo tam mało Warszawy w Warszawie. Są opisy, ale przez większość czasu miałam wrażenie, że miejsce akcji jest niedopowiedziane. Jako człowiek, który trochę (ale tylko trochę!) w Warszawie się orientuje, czekałam na mrugnięcie okiem, żeby móc lepiej zakotwiczyć akcję w odpowiednim miejscu. Ale to raczej moje preferencje, niż poważny zarzut bo i bez tego bawiłam się świetnie podczas lektury. 


18:20

[bukszots] Panie Czarowne, Północny Sabat, Almond, Pół roku na Saturnie

[bukszots] Panie Czarowne, Północny Sabat, Almond, Pół roku na Saturnie



Przyszedł czas na kolejne bukoszts w których tym razem znajdzie się miejsce na dwa najbardziej widoczne w tym roku trendy, jeśli chodzi o polskie wydawnictwa. Pierwszym z nim jest motyw szeroko pojętych wiedźm. Natomiast drugi to pokłosie coraz bardziej widocznego w Polsce zainteresowania Koreą Południową. 


Jakub Ćwiek - Panie Czarowne



Panie Czarowne to pierwsza książka Jakuba Ćwieka, którą miałam okazję przeczytać i bardzo możliwe, że nie ostatnia.


Jestem bardzo miło zaskoczona, że ktoś zdecydował się wykorzystać motyw wiedźm, ale nie dodawał na siłę elementów słowiańskich, za to skorzystał z miksu różnych wierzeń i motywów. Co ciekawe, przez to że całość ma miejsce we współczesnej Polsce a we wszystko wplecione są aktualne problemy zarówno starsze jak i nowsze, całość nabiera takiego realizmu, że gdyby ktoś mi powiedział, że te wydarzenia naprawdę miały miejsce - zupełnie nie byłabym zdziwiona. 


Jedyne co na początku mi przeszkadzało, to to że zostałam wrzucona w środek akcji i do pewnego momentu trudno było mi się połapać kto jest kim i z czyjej perspektywy obserwujemy wydarzenia. Chociaż miało to swój urok, bo mogliśmy powoli i nienachalnie poznawać ich historię, tak momentami miałam wrażenie, że o tych o których chciałabym i powinnam wiedzieć więcej wiem mniej, niż o tych, którzy są na dalszym planie. 


Agnieszka Sorycz - Północny Sabat (Na skraju burzy #1)



Nie wiem czemu o tej książce nie jest głośniej w książkowym świecie. Nie jest to może odkrywcza historia, ale jest w niej coś, co nie pozwoliło mi się od niej oderwać. Bardzo możliwe, że jest to kwestia tego, że właśnie w niej dostałam rzeczy, których brakowało mi w innych historiach. 


W skrócie - Północny Sabat to trochę taki paranormal romance, ale jednak bardziej skupia się na tej części paranormal niż romance (co wychodzi na dobre). Do tego dziejący się w Polsce (w Warszawie i okolicach i to tak, że nawet ja wiedziałam mniej więcej gdzie są bohaterowie) i z całkiem przyzwoitą dawką słowiańskich wierzeń (które są dość sprytnie wplecione). Nie jest to YA (całe szczęście!), ale nie ma tam wymuszonej brutalności czy graficznych scen seksu. 


Mamy tam i zabawy z czasem (w pewnym sensie) i ciekawy system magiczny (którego może i trochę nie zrozumiałam, ale nie wiem czy to kwestia tego, że nie skupiłam się, czy tego, że są jakieś dziury) i trochę klątwy i dużo tajemnic i tajemniczych zgromadzeń. Struktura historii i wydarzenia momentami przypominają mi te znane z fantasy YA (np. momentami kojarzyły się z Kronikami Nocnych Łowców), ale właśnie przez to, że bohaterowie są starsi, całość prezentuje się zdecydowanie lepiej. Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się w kolejnych częściach, bo równie dobrze mogłaby to być jednotomowa historia. Polecam dla tych, którzy poszukują lekkiej i przyjemnej lektury w fantastycznych klimatach.


Won - pyung Sohn - Almond



Nie będę po raz kolejny pisała jak bardzo się cieszę, że coraz więcej książek koreańskich autorów pojawia się na polskim rynku wydawniczym. Ups. A jak już przy tym jesteśmy przy rzeczach, który nie będzie się robiło - mam nadzieję, że wszyscy znają różnicę między tym, że ktoś czytał książkę a tym, że ktoś ją poleca? Bo niestety widziałam kilka razy, że książką jest promowana na plecach BTS - i faktycznie, Bangtani widać było, że czytali ją w In the Soop, ale nigdzie nie było powiedziane, że ją polecają. 


Skoro mamy to już za sobą, przejdźmy do wrażeń, które są… mieszane. Jak to ostatnio bywa z książkami koreańskich autorów, które mają niewiele ponad 200 stron, Almond czytało mi się bardzo szybko, chociaż sama tematyka nie była łatwa. A raczej nie powinna być, ale wydaje mi  się, że coś do końca nie wyszło. Główny bohater, Yunjae, urodził się z aleksytymią, która utrudnia mu odczuwanie, m.in. strachu czy złości. Temat niespotykany i byłam bardzo ciekawa w jaki sposób autorka go przedstawi. 


Niestety, chyba miałam zbyt wysokie oczekiwania, bo oprócz tego, że narracja była prowadzona dość oszczędnie i sucho, to tak naprawdę nie udało mi się wciągnąć w historię Yunjae z którego perspektywy był pokazany świat. I to był dla mnie największy zgrzyt - bo jak pokazać co się dzieje w świadomości osoby, która musi nauczyć się reagować na świat, bo nie czuje emocji? Pomimo tego, cała reszta bohaterów i sytuacji zmusza do przemyśleń, chociaż i tak musiałam część z nich traktować z dystansem (szczególnie zakończenie). Jestem bardzo ciekawa czy taki był zamiar autorki, czy coś się zgubiło podczas tłumaczenia (książka została przetłumaczona z angielskiego, a nie z koreańskiego). 


Małgorzata Sidz - Pół roku na Saturnie



Mam straszny problem z tą książką. Z jednej strony jestem w stanie wyobrazić sobie co czuje główna bohaterka, która próbuje odnaleźć siebie w momencie, kiedy dostaje od losu możliwość nic nie robienia a wszystko zbiega się w czasie z zakończeniem jej studiów. Hej, mój czas zaraz po studiach też nie należał do najłatwiejszych jeśli chodzi o ogarnianie “dorosłego życia” (które jest mocno przereklamowane, jakby ktoś się pytał), więc trochę to rozumiem. To ile mamy możliwości, ile rzeczy możemy zrobić a zarazem ile się od nas wymaga potrafi przytłoczyć i spowodować, że tak naprawdę nic się nie robi. 


No ale z drugiej strony, bohaterka jest tak chaotyczna i ma się wrażenie, że w jej głowie jest jeden wielki bałagan, który po kilkudziesięciu stronach zaczyna irytować do tego stopnia, że ma się ochotę nią mocno potrząsnąć. Kilkukrotnie. Do skutku. Co staje się momentami dziwne po tym, jak człowiek uświadamia sobie, że Pół roku na Saturnie bardziej przypomina pamiętnik lub dziennik, w którym bohaterka zapisuje wszystkie swoje przemyślenia jednym, nieprzerwanym strumieniem. Co znowu: momentami pozwala się bardziej wczuć w sytuację a zarazem czeka się aż dobrnie się do celu. Ale może to o tym w tym wszystkim chodziło? 


A! I jeśli chcieliście przeczytać tę książkę ze względu na to, że dzieje się w Korei Południowej - nie jest to dobry pomysł. Coś tam jest wspomniane, pojawia się kilka przemyśleń na temat społeczeństwa i kultury, ale jednak to bohaterka sama w sobie jest w centrum zainteresowania. 



19:00

[bukszots] 27 śmierci Toby’ego Obeda, Księga tęsknot, Zefiryna i księga uroków, Gdybym miała twoją twarz

[bukszots] 27 śmierci Toby’ego Obeda, Księga tęsknot, Zefiryna i księga uroków, Gdybym miała twoją twarz


Nie wiem czy to kwestia moich wyborów czytelniczych, czy tego że nadal czuje nad sobą widmo zeszłorocznego kryzysu czytelniczego, ale ostatnimi czasy, kiedy zabieram się za książki, opinie po ich przeczytaniu mam dwie: albo jestem pod ich wrażeniem, albo jestem całkowicie rozczarowana. Doszło do tego, że zaczęłam tęsknić za typowymi średniakami! Ale teraz nie tym, tylko o tym co udało mi się przeczytać i co o tym sądzę. 

Joanna Gierak - Onoszko - 27 śmierci Toby’ego Obeda


27 śmierci Toby’ego Obeda to książka po którą sięgnęłam, tak jak dużo osób w tym czasie, pod wpływem informacji o odkrytych zbiorowych grobach dzieci na terenach szkół dla rdzennych mieszkańców Kanady. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej i tak też się stało. 

Nie powiem, żeby to była łatwa lektura. Dawno nie czułam tyle złości a zarazem bezsilności. Osoby o słabszych nerwach, pewnie będą musiały sobie dawkować ten reportaż, ale jest to bardzo ważna książka, która potrafi zmusić do przemyśleń, które od razu mogę napisać, że nie będą łatwe. Szczególnie dla osób związanych z Kościołem Katolickim, który w dużej mierze przyczynił się do tego co tam miało miejsce. Ale wydaje mi się, że to też dobra lekcja historii dla wszystkich, którzy chcą innym coś narzucić. 

Sue Monk Kidd - Księga tęsknot


Jedna myśl towarzyszyła mi nieustannie podczas lektury - Księga tęsknot to w zasadzie fanfiction, tyle tylko, że napisane przez uznaną już autorkę, dlatego nikt nie będzie się z tego śmiał, a autor pierwowzoru nie może mieć do niej pretensji. Sprytne. Sama ta myśl sprowadziła mnie na drogę przemyśleń dotyczących postrzega fanfiction o których mam nadzieję, że niedługo Wam opowiem, bo im dłużej się w ten temat zagłębiam, tym stwierdzam, że w literaturze raczej już nikt nic nowego nie wymyśli. 

Sama historia bardzo chciałaby być alternatywną historią życia Jezusa a raczej jego żony, która, zostając przy nazewnictwie fanfickowym, zalatywała momentami Mary Sue. Sam pomysł na dodanie postaci kobiecej i pokazania historii z jej perspektywy bardzo mi się spodobał, a Sue Mon Kidd pisze w taki sposób, że nigdy nie jestem w stanie się oderwać od lektury. Jednak Ana została wykreowana w sposób, który był dla mnie trochę zbyt współczesny, co wiem, że momentami było celowe, ale jednak powodowało to, że cała historia niezbyt mi się kleiła ze sobą.

Sasza Hady - Zefiryna i księga uroków


Jeśli chodzi o Zefirynę i księgę uroków, to podejrzewam, że niestety nie jestem targetem tej książki. Oczywiście, są historie, które można czytać w każdym wieku, jednak mam przeczucie, że w tym przypadku większa frajdę z lektury miałaby nastoletnia eM i to taka trzynastoletnia.

Główna bohaterka jest aż do przesady inną niż wszystkie księżniczką, przez co w perspektywie wydarzeń, które miały miejsce, miałam momentami wrażenie, że czytam parodię czegoś, co miałoby być baśnią. I już bardzo subiektywnie, liczyłam chociaż na to, że klimat się obroni, jednak nie byłam w stanie traktować poważnie tego wszystkiego. Nie było źle, ale po prostu do mnie nie trafiło. Za to jestem wielką fanką rozbudowanych tytułów rozdziałów, które w sumie mogłyby robić za streszczenie całości. 

Frances Cha - Gdybym miała twoją twarz


Nie wiem, kiedy przestanę to pisać, ale bardzo się cieszę, że coraz więcej koreańskiej literatury pokazuje się na polskim rynku wydawniczym. To wcale nie dlatego, że są to nieliczne książki w tym roku, które jestem w stanie przeczytać w przeciągu kilku dni a historie w nich zawarte mocno dają mi do myślenia. 

Przy promocji książki skupiono się bardzo mocno na kwestii wyglądu i tego jak popularne jest jego poprawianie w Korei, jednak moim zdaniem jest to trochę spłycenie tematyki. Bo Gdybym miała twoją twarz jest dla mnie przede wszystkim przekrojem historii kobiet, które może i są w podobnym wieku, ale są w zupełnie innych miejscach swojego życia. To historia o tym tego jakie są oczekiwania wobec kobiety w różnych dziedzinach życia i jak to na nie wpływa. Polecam szczególnie osobom, które czytały Kim Jiyoung. Urodzona w 1982 roku tak dla porównania.


17:59

[bukszots] Tokyo Ever After, Harde Baśnie, I love Korea, Droga do Wyraju

[bukszots] Tokyo Ever After, Harde Baśnie, I love Korea, Droga do Wyraju


W tej odsłonie bukszots, możecie się przygotować na niezłą mieszankę. Bo pojawią się książki polskich autorek (co u mnie nie zdarza się zbyt często), ale będą również książki oscylujące wokół azjatyckiej tematyki (a to akurat od pewnego czasu, jest dość częstym zjawiskiem u mnie na blogu). Będą dwie książki z którymi świetnie spędziłam czas oraz dwie z którymi mam trochę problemów. 


Emiko Jean - Tokyo Ever After (Tokyo Ever After #1) 


Są takie książki, które może i nie są niczym niezwykłym czy wspaniałym, ale pozwalają Wam wrócić do czytania. Przypominają, że istnieją takie historie w których świat łatwo się zanurzyć i można dobrze się bawić z bohaterami. Tylko tyle i aż tyle. Dokładnie taką książką było dla mnie Tokyo Ever After. Znalazłam ją, kiedy przygotowywałam majowe Zagraniczne Zapowiedzi i od razu miałam wrażenie, że opowieść w stylu Pamiętników Księżniczki, ale mające miejsce w Japonii, nie może się nie udać. I miałam rację! 


Historia Izumi, wychowanej w Stanach Zjednoczonych dziewczyny, która odkrywa, że jej ojcem jest książe koronny Japonii, może i momentami była naiwna a sama japońska rodzina królewska od podszewki bardziej przypominała tę brytyjską (a jakbym chciała się przyczepić, to dokładnie miałam flashbacki do serialu Royals, pamięta ktoś jeszcze o nim?), ale czytało się ją tak dobrze (była to pierwsza książka od prawie dwóch lat, którą przeczytałam w ciągu jednego dnia), że nie mam nawet serca narzekać. Nie będzie to książka dla wszystkich, ale jeśli tkwi w Was zamiłowanie do bajek Disneya a za młodu myśleliście jakby to było, gdyby okazało się, że w Waszych żyłach płynie błękitna krew, to myśle, że jest szansa, że Tokyo Ever After Wam się spodoba. 


Harde Baśnie



Harde Baśnie to antologia opowiadań polskich autorek w której główną rolę grały motywy baśniowe. I jak to bywa ze zbiorami opowiadań, jedne przypadły mi do gustu bardziej (do tego stopnia, że w dwóch przypadkach jestem gotowa założyć fanclub autorek, byleby tylko rozwinęły swoje opowiadania w dłuższej formie a najlepiej wielotomowej), jedne mniej (co nie oznacza, że były złe, po prostu do mnie nie trafiły). I jako że miejsce w bukszots zgodnie z ich ideą jest ograniczone, to skupię się na tym pierwszym rodzaju opowiadań. 


Napisać, że zakochałam się w opowiadaniach Magdaleny Kubasiewicz (Sen Nocy Miejskiej) oraz Aleksandry Janusz (Życzenie Wróżki Chrzestnej) to jakby nic nie napisać. To pierwsze to osadzona we współczesnej Polsce wariacja na temat motywu Śpiącej Królewny z rodzinami posiadającymi magiczne mocne na głównym planie. Druga to historia o Dobrej Wróżce, która próbując spełnić życzenie przemierza różne światy (w których pojawiają się mniej lub bardziej znane postacie) wraz ze swoim Smokiem (tak wiecie, partnerem, partnerem Smokiem). Nie chce nic mówić, ale dzięki tym opowiadaniom, książki obu Autorek mam już na półce i zamierzam w niedługim czasie zapoznać się z nimi. 


Pozostałe opowiadania, które zapamiętam na dłużej to Potwór z lasu Martyny Raduchowskiej (czyli Czerwony Kapturek w nowej wersji), Zazula, Kukułeczka moja Anny Nieznaj (jedyne w swoim rodzaju fanfiction z Ogniem i Mieczem) oraz Detektyw Fiks i śmierć w czerwonym pokoju Anny Hrcyszyn (bo nie dość, że polubiłam postacie to jeszcze świetnie mi się czytało o magicznym śledztwie)



Daniel Tudor - I love Korea. K-pop, kimchi i cała reszta



Jeśli chodzi o książki związane z Koreą Południową, to za każdym razem robię ten sam błąd - zamiast posłuchać się Mirabell i jej przeczuć odnośnie książki, to radośnie daje szansę a potem cierpię i obiecuję sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię. Tak było i tym razem. 


Książka jest promowana jako przewodnik kulturowy po Korei. I wszystko byłoby fajnie, pięknie gdyby nie to, że w oryginale został wydany w 2014 roku. Powoduje to, że jako podstawowe źródło wiedzy, dla kogoś kto dopiero zaczyna swoją przygodę z Koreą jest niezłe, ale tematy związane z popkulturą, którą obecnie coraz więcej ludzi się interesuje, są mocno przestarzałe. Nie mówiąc już o ilustrowaniu książki zdjęciami z wydarzeń, które miały miejsce “w przyszłości”, głównie w 2017 roku. Szkoda, że takie pozycje są wydawane, bo to już druga, po zeszłorocznym Cool po koreańsku Euny Hong (oryginalnie również wydana w 2014 roku) książka, która aż się prosi o aktualizację. 


Czekam na moment w którym ktoś podejmie się wydania (lub napisania!) książki o kulturze a raczej nawet popkulturze Korei Południowej z perspektywy ostatnich kilku lat. Tu nie chodzi tylko o k-pop, czy k-dramy. Warto byłoby zwrócić uwagę na koreańskie kino, czy drużyny e-sportowe, które również odnoszą sukcesy na całym świecie. 


Kamila Szczubełek - Droga do Wyraju (Demony Welesa #1)


Nie jestem pewna, czy to kwestia zbyt wysokich oczekiwań spowodowana zachwytami w przedpremierowych recenzjach, czy tak po prostu nie polubiłam się z tą historią, ale w tym momencie Droga do Wyraju jest dla mnie rozczarowaniem roku. 


Nie znalazłam w niej obiecanego humoru, na który bardzo liczyłam. Dorada, jedna z głównych bohaterek, jest jednym z najbardziej irytujących wcieleń Mary Sue, jakie ostatnio miałam okazję czytać. Co mnie trochę zdziwiło, bo byłam przekonana, że wszystkie już wyginęły w książkowym świecie. Jest ona nie tylko wyjątkowym płatkiem śniegu, bo nie jest znachorką, ale szamanką ale trochę też uczyła się od szeptuchy, a tak przy okazji to chciałaby zostać i wąpierzem i czarodziejka i kimkolwiek kogo tylko spotkała na drodze, to jeszcze ma wielki biust, którego inne kobiety jej zazdroszczą. Inni bohaterowie też nie powalają. Wąpierz Elgan, ma być potężnym i tajemniczym księciem ciemności a jest marudą, która dużo mówi a mało robi (z resztą wszyscy bohaterowie na to cierpią), no chyba, że akcja wymaga, żeby przypomniał sobie, że coś potrafi. Smęt, który chyba miał być uroczy i zabawny (a przynajmniej mam wrażenie, że taki był zamiar) jest postacią, której mi naprawdę żal. 


Wychwalana słowiańskość też dla mnie trochę kuleje, bo miałam wrażenie, że zrobiło się z tego słowo-wytrych. Mamy stworzony całkiem nowy świat do którego wplecione są elementy mitologii słowiańskiej, ale przez brak odpowiednich opisów (jakieś były, ale dla mnie zdecydowanie zbyt powierzchowne) a używanie jedynie terminologii, miałam wrażenie, że czytelnik powinien opierać się na własnej, wcześniej zdobytej wiedzy w tym temacie. Wielka szkoda, bo naprawdę miałam nadzieję, na kolejną dobrą serię ze słowiańskimi elementami, bo takich nigdy za mało




20:31

[bukszots] Piekarnia czarodzieja, Kim Jiyoung. Urodzona w 1982.

[bukszots] Piekarnia czarodzieja, Kim Jiyoung. Urodzona w 1982.


W końcu się doczekaliśmy (a przynajmniej ja się doczekałam). W ostatnich miesiącach na polskim rynku zaczęło pojawiać się coraz więcej książek południowokoreańskich autorów - a może raczej trzeba byłoby napisać, że zaczynają się pojawiać tytuły, które są trochę łatwiejsze w odbiorze niż to co pojawiało się do tej pory. I wiecie co? Jestem tym zachwycona! Książki o których opowiem poniżej może i nie są najdłuższe (obie mają niewiele ponad 200 stron), jednak ich zawartość zostaje z Wami na dłużej. A mi pozwoliły przełamać niemoc czytelniczą. 


Gu Byeong-Mo - Piekarnia Czarodzieja



Nie wiem czemu, ale byłam przekonana, że Piekarnia Czarodzieja będzie dość lekką historią skierowaną do młodszego odbiorcy - w końcu to baśń. Zapomniałam, że baśń to nie bajka i że może być całkiem mroczna - tak jak to jest w tym przypadku. Dodatkowo wszystko osadzone zostało w prawdziwym świecie - może nie jest to konkretnie dopowiedziane (zarówno jeśli chodzi o czas jak i miejsce), ale mamy wspomnienie o sklepach internetowych, czy Playstation. 


Całość ma ciekawą strukturę. Mamy główną historię podzieloną na rozdziały w których skupiamy się głównie na konkretnych produktach z tytułowej piekarni (nawet dostajemy do nich przepisy!) i pobocznych historiach z nimi związanymi. A najciekawsze z tego wszystkiego jest świadomość, że sami możemy wybrać zakończenie - albo przeczytać obie opcje, jeśli lubimy gdybać. 


A jeśli chodzi o to co się tam działo, to powiedziałabym, że jest to książka raczej dla starszej niż młodszej młodzieży, głównie ze względu na poruszane delikatne tematy, które pojawiają się w naszej ponurej rzeczywistości. Nie są one przedstawione w graficzny sposób, jednak warto mieć tę informację na uwadze zastanawiając się dla kogo Piekarnia Czarodzieja się nada. 


Dla mnie najciekawszym elementem było obserwowanie jak ludzie zachowują się w obliczu możliwości nadnaturalnej zmiany swojej rzeczywistości (co większości przypadków niestety obnażyło tę ciemną stronę człowieczeństwa) i jak zarazem mogą jej istnienie wyprzeć. Mimo zupełnie innej kultury, przykłady są tak uniwersalne, że można byłoby je użyć w różnych miejscach. Sama lektura jest też ciekawa z perspektywy osoby, która interesuje się popkulturą południowokoreańską, bo mimo wszystko autorzy książek (nie tylko koreańskich) nie raz udowodnili, że są najlepszym źródłem wiedzy jeśli chodzi o własne społeczeństwo. 


Cho Nam-Joo - Kim Jiyoung. Urodzona w 1982 roku




Jeśli interesujecie się kulturą Korei Południowej to Kim Jiyoung. Urodzona w 1982 jest jedną z głośniejszych książek ostatnich lat. Głośno było o jej ekranizacji. Męscy fani Irene z k-popowego zespołu Red Velvet zaczęli niszczyć jej photocardy i merch, kiedy okazało się, że idolka przeczytała tę książkę. To nie jest książka obok której można przejść obojętnie a patrząc na jej zawartość takie zachowanie nie może aż tak dziwić - przecież prawda w oczy kole. 


Jest to historia, którą czyta się bardzo szybko, ale nie można powiedzieć, że jest ona łatwa w odbiorze. Przez całą lekturę miałam gulę w gardlę, która z każdą kolejną stroną się powiększła. To opowieść o kobietach, które przez całe swoje życie musiały komuś poświęcić, bo wymagało tego społeczeństwo. To historia kobiety, która próbowała pokazać, że może być kimś więcej w życiu, niż tylko i wyłącznie matką - że ma swoje pasje, marzenia i plany. Które są niczym w porównaniu do jej brata, współpracownika, męża czy syna. 


Przerażające jest również to, że chociaż możemy mieć wrażenie, że to nas nie dotyczy, że dzieje się to gdzieś daleko - tak naprawdę na kartach tej książki możemy znaleźć niczym w odbiciu w lustrze historie, które słyszało się od mam czy znajomych. 


Myślę, że Kim Jiyoung. Urodzona w 1982 jest lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy trochę bardziej interesują się k-popem, czy k-dramami, bo pozwoli ona zrozumieć zależności w koreańskim społeczeństwie, które może i widzimy na ekranie, ale których nie rozumiemy do końca siedząc na naszym europejskich fotelach. 



20:48

[bukszots] Nadchodzi chłopiec, Ballada ptaków i węży

[bukszots] Nadchodzi chłopiec, Ballada ptaków i węży



W tym wydaniu bukszots mamy dwie historie, które na pierwszy rzut oka nie mogłyby się bardziej od siebie różnić. Jedna z nich jest oparta na prawdziwych wydarzeniach z przeszłości mających miejsce w Korei Południowej, druga natomiast to dystopia mająca miejsce w Stanach Zjednoczonych. Autorka pierwszej z nich została nagrodzona nagrodą Bookera za wcześniejsza książkę (Wegetariankę), natomiast autorka drugiej stworzyła bestsellerową trylogię YA (której książka o której będę pisała jest prequelem). Jednak jest coś co je łączy - pytanie o ludzką naturę oraz to do czego doprowadza przemoc. 


Han Kang - Nadchodzi chłopiec





Nie miałam zbyt wielu oczekiwań, kiedy zaczynałam lekturę Nadchodzi chłopiec - po prostu chciałam w końcu przeczytać coś napisanego przez współczesnego południowokoreańskiego autora. To czym zaskoczyła mnie ta historia (a raczej historie, ale o tym za chwile) to jej przerażająca uniwersalność. Bo może i dzieje się ona w Kwangju (nazywane również Gwangju), Korei Południowej w 1980 roku, ale wystarczyłoby zmienić nazwy miejsc i imiona osób, a równie dobrze mogłoby mieć to miejsce gdziekolwiek na świecie. 


Masakrą w Kwangju zostało nazwane brutalne stłumienie demonstracji, które były skierowane przeciwko zamachowi stanu mającego miejsce w grudniu 1979 oraz wojskowej dyktaturze. W Nadchodzi chłopiec wydarzenia te obserwujemy z perspektywy kilku, bardzo różnych osób na różnych etapach swojego życia. Część z nich poznajemy na chwilę przed tragedią, innych już po wielu latach. Wszyscy jednak zostali przez to wydarzenie naznaczeni na całe życie. Han Kang wybrała chyba najlepszy możliwy sposób na ukazanie tego - a mianowicie na podział historii na osobne historie zawarte w rozdziałach. Przez to może i trochę zaburzona jest płynność wydarzeń, ale równocześnie sami możemy wysilić trochę mózgi, żeby znaleźć powiązania między bohaterami.


Przerażające w tym wszystkim jest dla mnie to, że nie ważne jak daleko od siebie mieszkamy, jakimi językami mówimy czy jak wygląda nasza kultura - kiedy chodzi o nasze pierwotne instynkty czy zachowania - wszyscy jesteśmy tacy sami. Szczególnie jeśli chodzi o tę mroczną stronę i to jak trudno jest zachować nam to, co wydaje się, że powinno świadczyć o naszym człowieczeństwie. 


Na podstawie książki powstał spektakl o tym samym tytule w Teatrze Starym w Krakowie. 

Egzemplarz otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B. 


Suzanne Collins - Ballada ptaków i węży (Igrzyska śmierci #0)




Chyba nikt nie spodziewał się, że powstanie kolejna część Igrzysk śmierci - a dokładnie ich prequel, bo tym właśnie jest Ballada ptaków i węży. Co więcej, po miesiącach plotek dotyczących tego czego dokładnie będzie dotyczyła ta książka (fandom był przekonany, że będzie to historia Mags), wszyscy byli zaskoczeni, kiedy okazało się, że będzie to historia młodości wielkiego złego Igrzysk śmierci - Coriolanusa Snowa. 


Z jednej strony historia świetnie sprawdziła się jako rozszerzenie znanego już świata i pokazania, że wcale Kapitol nie miał cały czas tak kolorowo jakby mogło nam się wydawać. Bo tak naprawdę dostajemy opis miasta i społeczeństwa, które próbuje się podnieść po wojnie z wszystkiego tego konsekwencjami zarówno fizycznymi jak i psychicznymi, nawet jeśli było po zwycięskiej stronie. W tym wszystkim możemy spróbować zrozumieć motywy jakie kierowały Snowem w jego późniejszym życiu. 


Z drugiej strony uważam, że autorka trochę przesadziła z ilością puszczanych do nas oczek, mających na celu bezpośrednie powiązanie wydarzeń z Igrzysk z tymi z Ballady. Czasami miałam wrażenie, jakby na siłę przypisywano dodatkowe znaczenie rzeczom czy wydarzeniom już znanym trylogii.  Bardzo nierówne jest także tempo akcji, która rozkręca się dość powoli, by zaraz po przyspieszeniu mocno wyhamować i skończyć się w przyspieszonym tempie. 


Ballada ptaków i węży będzie dobrą lektura dla czytelników, którzy zastanawiali się jak wyglądał świat przed wydarzeniami z Igrzysk śmierci a szczególnie dla tych, którzy są ciekawi historii wielkich złych. 


Copyright © eM poleca , Blogger