19:58

[Czy warto?] Malcom Mackenzie - BTS. Wszystko co trzeba wiedzieć o królach k-popu.

[Czy warto?] Malcom Mackenzie - BTS. Wszystko co trzeba wiedzieć o królach k-popu.



Na polskim rynku wydawniczym po raz kolejny pojawiła się książka o BTS. Chociaż nie jestem pewna, czy mogę to nazwać książką, bo wygląda to raczej jak zbiór faktów wciśniętych w kolorowe grafiki i zdjęcia wydany w twardej okładce. I chociaż bardzo chciałam zignorować istnienie tego tytułu, tak pojawiły się osoby, które nie pozwoliły mi tego zrobić, dlatego przeżyłam 30 minut tej udręki i przeczytałam BTS. Wszystko, co trzeba wiedzieć o królach k-popu. Zupełnie Nieoficjalny przewodnik, który napisał Malcolm Mackenzie. 


Zacznijmy od tego, że to kolejna książka o BTS napisana przez kogoś, kto nie ma zielonego pojęcia ani o samym zespole ani o k-popie. A raczej nie był zainteresowany tym tematem, dopóki nie dostał zlecenia napisania tego dzieła - wśród innych książek pana Malcolma znajdziemy przewodnik po Little Mix, Billie Eilish czy serialu Przyjaciele (a po okładkach wygląda, że wszystko jest utrzymane w takiej samej stylistyce jeśli chodzi o zawartość). 


I nie miałabym nic co tego, że osoba pisząca nie była zaznajomiona wcześniej z tematem, bo szczególnie w przypadku popularnych zespołów, taki brak znajomości tematu, może wyjść na dobre, bo na niektóre kwestie można spojrzeć bardziej obiektywnie. Tylko fajnie byłoby gdyby taka osoba zanim zacznie pisać, zrobiła porządny research w temacie o którym będzie pisała. Owszem, w przypadku BTS nie jest to łatwe, powiedziałabym wręcz, że czasami bardzo trudno jest określić, co jest faktem, a co radosną twórczością i interpretacją fanów. I wiem, bo sama to przerabiałam pisząc o ich historii na potrzeby analizy fenomenu BTS. Ale nie jest to niewykonalne. Tylko znowu - trzeba poświęcić na to czas (a co może ważniejsze - pieniądze, jeśli zlecamy zrobienie tego komuś, żeby potem móc na tym zarabiać). 


I właśnie brak researchu jest podstawowym problemem BTS. Wszystko co trzeba wiedzieć o królach k-popu. Nie chce mi się nawet wspominać o rzeczach, które nie są przekazane tak jak powinny być (“pierwsza k-popowa piosenka Eda Sheerana to Make it right” - gdzie chodzi o to, że po prostu Ed Sheeran współpracował z BTS przy tej piosence). Pojawiają się również informacje o których ludzie, którzy już długo siedzą w fandomie nie słyszeli (m.in. stwierdzenie, że Not Today nawiązuje do powiedzenia Bianki Del Rio, zwyciężczyni RuPaul’s Drag Race, które brzmi Not Today Satan). Jednak najgorsze w tym wszystkim jest stereotypowe opisywanie członków zespołu. Kilka razy autor nawiązuje do tego, że BTS wyglądają jak dziewczyny (chociaż próbuje to sprzedać jako coś zabawnego), nie wspominając już o tym, że po raz kolejny Bangtani opisywani są cechami, które może i faktycznie posiadają (chociaż niektóre są bardzo dyskusyjne), ale nie są to informacje, które powinny być kluczowe. Ile razy można opisywać Sugę jako lenia, RMa jako niezdarę czy dawać informację o tym jak niektórzy zachwycają się tyłkiem Jimina. 


Do tego wszystkiego dostaliśmy jeszcze kilka zestawień 7 najlepszych - przebojów, wideoklipów, ruchów tanecznych oraz filmików na YouTubie. I pomysł w założeniu wydaje się całkiem fajny (szczególnie dla osób, które naprawdę nie wiedzą od czego zacząć jeśli chodzi o poznawanie BTS), niestety jego wykonanie mocno kuleje. A dokładniej kuleją opisy piosenek czy filmików na liście, bo jestem pewna, że gdybyście przeczytali je bez wiedzy o tym o co dokładnie chodzi, to nikt by nie zgadł czego one dotyczą. Serio - czytałam je po kilka razy, bo myślałam, że to może ja coś źle widzę, ale niestety widziałam dobrze. Nawet osoby, którym czytałam opisy nie były w stanie odgadnąć tytułów piosenek.


Jeśli chodzi o grafikę i sam wygląd BTS. Wszystko co trzeba wiedzieć o królach k-popu, to wybuch barw przypominający mi młodzieżowe magazyny, które czytałam za młodu. Zdjęć jest bardzo dużo, całkiem niezłej jakości, chociaż czasami zastanawiałam się nad ich doborem. Sama książka jest bardzo krótka i jak już wspomniałam wcześniej - da się ją przeczytać w ciągu 30 minut (z robieniem zdjęć i przesyłaniem ich znajomym, żeby sprawdzić, czy widzą to samo, czy może jednak muszę się w końcu wybrać do okulisty). 


Czy warto zainwestować czas i pieniądze w tę książkę? Moim zdaniem nie. Informacji, czy mi nie jest zbyt dużo, są przedstawione w dość chaotyczny sposób (plus nie wszystkie wyglądają na sprawdzone). Co więcej, nie ma tu nic, czego nie można byłoby znaleźć w otchłani internetu. A nie ukrywajmy, że to właśnie w internecie większość osób znajduje obecnie informacje. Dlatego coraz bardziej zastanawia mnie, czy ktoś się zastanowił nad tym, jak miałaby wyglądać grupa docelowa potencjalnych czytelników tej książki. Wydaje mi się, że po raz kolejny są to młodsze osoby - co nie usprawiedliwia jakości i sposobu przedstawienia informacji. 


Nadal czekam na moment w którym któreś z wydawnictw postanowi wydać książkę o BTS albo po prostu o k-popie, która będzie poważnie podchodziła do tego tematu. Myślicie, że kiedyś się w końcu doczekam? 


Moje opinie o pozostałych książkach o BTS: 
O fenomenie BTS pisałam tutaj:







19:27

[Same Spoilery] Pani Maas, ja to chyba już gdzieś czytałam, czyli Dom Ziemi i Krwi

[Same Spoilery] Pani Maas, ja to chyba już gdzieś czytałam, czyli Dom Ziemi i Krwi



Nawet nie wiecie jak bardzo wymęczyłam się czytając Dom Ziemi i Krwi (House of Earth and Blood), czyli najnowszą książkę Sarah J. Maas. Żebyście mogli sobie to dobrze wyobrazić, to pomyślcie sobie, że zaczęłam ją czytać niedługo po światowej premierze w angielskiej wersji (czyli gdzieś na początku marca) a skończyłam czytać wczoraj, czyli prawie w połowie czerwca (co mnie mocno bawi - w międzyczasie zdążyła wyjść polska wersja). Kilkakrotnie byłam bliska wyrzucenia jej przez okno (gdybym miała wersję papierową, to zrobiłabym to symbolicznie nawet i teraz), jednak nie zrobiłam tego, bo dość szybko zorientowałam się, że będę miała dużo do powiedzenia na temat tej książki a dokładniej na temat podobieństw, które znalazłam między nią a Szklanym tronem

Dlatego jeśli jeszcze nie czytaliście jednego albo drugiego (jeśli chodzi o Szklany tron, to mam na myśli całą serię), to nie czytajcie dalej - przed Wami spoilery. I to duże. 

Zacznijmy od całokształtu. Książkę czytało mi się bardzo ciężko, ze względu na zarzucenie czytelnika zbyt dużą ilością informacji od samego początku. Z jednej strony to zrozumiałe, bo w końcu poznajemy zupełnie nowy świat (chociaż do tego myślę, że jeszcze wrócimy, bo tego też nie jestem taka pewna), jednak przez to, że historia nabrała rumieńców dopiero 200 stron przed końcem (na prawie 700 w mojej wersji), wszystko dłużyło się niemiłosiernie. Nie pomagało też to, że czułam się, jakby przez część książki bohaterowie kręcili się w kółko. W tym przekonaniu utwierdziły mnie również późniejsze zwroty akcji, które polegały na tym, że otrzymywaliśmy informację jak jest naprawdę a nie zostało to w żaden sposób przygotowane przez wcześniejsze zachowanie bohaterów (bo nie możecie mi powiedzieć, że Hunt będący tym, który chciał kupić synth miało dla Was sens, szczególnie, że wcześniej mieliśmy jego perspektywę i nawet słowem się nie zająknął o swoich planach czy czymś co mogłoby na to wskazywać). 

Jednak tym co najbardziej irytowało mnie podczas lektury, było zauważalne podobieństwa do poprzednich historii Sarah w sposobie budowania bohaterów oraz świata przedstawionego a także używanego słownictwa. Im dłużej czytałam, tym bardziej byłam przekonana, że Maas wyskoczy z jakimś jednoznacznym nawiązaniem, które świadczyłoby o powiązaniu światów Księżycowego miasta, Szklanego tronu oraz Dworu cierni i róż - i chociaż na razie nie ma bezpośrednich nawiązań (przy czym ja się nich nie dopatrzyłam, chociaż mam teorię o Królu Jesieni i byciu rudym a Lucienem z Dworów), to istnienie portali i równoległych światów było już łącznikiem między Szklanym tronem a Dworami. Nie zdziwię się, jeśli będzie tak i tym razem. 

To co mnie dziwi natomiast, to to jak bardzo główni bohaterowie przypominają tych ze Szklanego tronu. Bryce i Hunt to jedynie lekko zmieniona wersja Aelin i Rowana. Nie wierzycie? Zaraz Wam to udowodnię. 

Mamy dwie księżniczki, których prawdziwa tożsamość jest ukrywana, różnica jest taka, że o jednej jako czytelnicy wiemy od początku, że jest księżniczką (Bryce), natomiast o drugiej dowiadujemy się razem z bohaterami (Aelin). Obie są wybrankami, posiadającymi potężne moce, których dawno nikt nie widział (jedna ma moc gwiazdy, druga włada ogniem). Obie są w połowie Fae, żeby być nieśmiertelnymi muszą przejść proces (w przypadku Aelin opisywany był jako bardziej naturalny, automatyczny - natomiast w przypadku Bryce samemu trzeba było go zainicjować). I jedna i druga bohaterka nauczyła się walczyć dzięki męskiemu bohaterowi, który pełnił rolę jej ojca (Aelin została wyszkolona przez Arobynna, który mimo wszystko miał na nią jakiś wpływ, Bryce przez swojego ojczyma, Randalla). I Bryce i Aelin kreowane są na silne bohaterki, które nie potrzebują facetów. Obie zaliczyły niespełnione pierwsze miłości, które zmarły w tragicznych okolicznościach (Sam w przypadku Aelin i Connor w przypadku Bryce). Bardzo duży wpływ na ich dalsze losy oraz na ich decyzje ma śmierć przyjaciółek (Nehemii dla Aelin i Danniki dla Bryce), które miały być liderami dla swoich społeczności. Obie przez długi czas nosiły blizny, które miały im o czymś lub kimś przypominać, chociaż mogły je wyleczyć (Aelin - blizny na plecach, Bryce - blizna na udzie). Plus obie mają podobny gust jeśli chodzi o mężczyzn - ich wybrankowie są mrukliwi, napakowani testosteronem i starsi o kilka wieków.

No właśnie, podobieństwa znajdziemy również w przypadku Rowana i Hunta. Obaj mają ciemną przeszłość, przez którą są zmuszeni do wykonywania rozkazów kogoś innego (Rowan był pod wpływem Maeve, natomiast Hunt był niewolnikiem Archanioła). Z tą przeszłością wiąże się również wielka miłość, która została zabita i o której nie mogą zapomnieć a kiełkujące uczucia do głównej bohaterki na początku uznają za zniewagę pamięci tej pierwszej. Zarówno Rowan jak i Hunt mają na twarzy tatuaże, chociaż pełnią one inne funkcje (u tego pierwszego - przypominania, u tego drugiego - znaku jego niewolnictwa). Obaj mieli na początku niezbyt pozytywną opinię na temat swoich przyszłych wybranek. 

Do tego dochodzą bohaterowie, których nie mogę przypisać jeden do jednego do poprzednich historii, m.in. Ruhn przypomina mi połączenie Doriana z Aedionem, bo jest księciem, następcą tronu, który ma problemy z ojcem jak Dorian, ale jednak jest rodziną Bryce jak Aedion i działa mocno w sferze obronnej, natomiast Adias, chociaż nie jest w stanie tego sprecyzować, przypominał mi Rhysa z Dworów. 

Faktycznie, jeśli chodzi o sam świat, to mamy więcej ras i zupełnie nowe zasady funkcjonowania (plus hej, jest w końcu elektronika!) a Maas czerpie z różnych motywów i w większości przypadków umiejętnie je łączy. Jednak jako że czytałam wszystkie je serie w oryginale, widzę, że jej język pozostaje taki sam, nie ewoluuje wraz z kolejnymi powieściami tak, żeby dopasował się do tego co chce opowiedzieć. Sarkastyczne uwagi Bryce są budowane w ten sam dwuznaczny sposób co te u Aelin, podobnie z opisami emocji u męskich bohaterów. Których tak naprawdę mi trochę szkoda, bo cały czas byli spłycani do bycia napakowanymi samcami alfa. 

Plus zupełnie nie rozumiem, czemu ta książka jest promowana jako pierwsza książka dla dorosłych - z mojej perspektywy nie jest ona bardziej brutalna czy nie jest w niej więcej gorących scen niż w Szklanym tronie czy Dworze cierni i róż. Może to kwestia wieku bohaterki, bo oficjalnie ma ona więcej niż 20 lat? Chociaż nie wiem czy to dużo zmienia, bo zachowuje się bardzo podobnie do bohaterek YA. Więc albo poprzednie serie były kiepsko targetowane, albo tutaj trochę na siłę dostaliśmy opowieść dla dorosłych, żeby można było napisać, że jest to coś nowego (plus iść z obecnym trendem pisania powieści dla dorosłych przez autorów YA).

Czy przeczytam kolejne części Księżycowego miasta? Nie jestem pewna. Z jednej strony nie chciałabym znowu cierpieć, plus Maas równie dobrze mogłaby zakończyć tę historię po jednej części, bo otwarte wątki nie są jakieś znaczące, nazwałabym je raczej punktami zaczepienia. Natomiast z drugiej strony, bardzo chciałabym zobaczyć jak z tego wszystkie wybrnie i czy pojawią się kolejne podobieństwa.

Nazwijcie mnie popkulturową masochistką. 



21:12

Zapowiedzi czerwiec 2020: książki

Zapowiedzi czerwiec 2020: książki

W czerwcu znowu wysypało nam zagranicznych zapowiedzi. I chociaż brakuje mi czasu (pewnie niedługo Wam o tym opowiem, a raczej pokażę), to postanowiłam mimo wszystko podzielić się z Wami tymi najciekawszymi - tyle że w skróconej wersji, bez pełnych opisów. Zostaną one podzielone na dwie grupy: kontynuacji historii oraz pozostałych (początki serii, jednotomówki itp). I to właśnie od tych drugich zacznę. 




Forest of Souls (23 czerwca 2020) to pierwsza część trylogii Shamanborn od Lori M. Lee, to historia Sirschy Ashwyn, która trenuje przez lata chcąc zostać następnym szpiegiem królowej, do czasu kiedy szamani zabijają jej najlepszego przyjaciela Saengo. Wtedy okazuje się, że jest ona pierwszą od niepamiętnych czasów strażniczką dusz. A Song Below Water (2 czerwca 2020) Bethany C. Morrow to opowieść o Tavi, która nie dość, że musi ukrywać przed światem to że jest syreną, to jeszcze żyje w Portland, gdzie nie ma zbyt wielu czarnoskórych osób, a już w ogóle - takich z magicznymi mocami. Mexican Gothic (30 czerwca 2020) Sylvii Moreno-Garcia to historia mająca miejsce w Meksyku w 1950 roku, gdzie Noemí Taboada otrzymuje od swojej kuzynki, która dopiero co wyszła za mąż, list z prośbą o pomoc. Opowieść o odosobnionej posiadłości, charyzmatycznym arystokracie i dzielnej bywalczyni salonów, która chce ujawnić ich zdradliwe tajemnice




Szykują się także bardzo ciekawe dylogie. A Song of Wraiths and Ruin (2 czerwca 2020) od Roseanne A. Brown to opowieść czerpiąca z zachodnioafrykańskiego folkloru w której księżniczka w żałobie i zdesperowany uciekinier znajdą się w sytuacji w której będą chcieli się zamordować pomimo rosnącego zauroczenia. Natomiast Goddess in the Machine (30 czerwca 2020) Lory Beth Johnson to historia Andry, która obudziła się gorącej, brudnej jaskini w 3102 roku, gdzie wszyscy nazywają ją Boginią. Kiedy Andra zasnęła w komorze kriogenicznej na czas podróży przez galaktykę, miała obudzić się sto, a nie tysiąc lat później, tymczasem budzi się w świecie, w którym cała jej rodzina i wszyscy przyjaciele nie żyją a ich potomkowie myślą, że jest ona wyrocznią.




Czerwiec, to również powrót kontynuacji znanych historii. Pojawi się zakończenie trylogii Lifelike od Jaya Kristoffa - True L1f3 (30 czerwca 2020) oraz ostatnia część projektu My Lady Janies od Cynthi Hand, Brodi Ashton oraz Jodi Meadows, czyli My Calamity Jane (2 czerwca 2020). 

Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądają zapowiedzi na polskim podwórku - zobaczcie co znalazła Gosiarella. A jeśli macie czas i ochotę - wypełnijcie ankietę na temat funkcjonowania eM poleca. 


Copyright © eM poleca , Blogger